fot. Ronde van Vlaanderen

Jeśli Milano-Sanremo jest najdłuższym, a Paris-Roubaix najbardziej nieprzewidywalnym z monumentów, Ronde van Vlaanderen musi być tym najbardziej sprawiedliwym, każdorazowo przemieniając skrupulatną wojnę na wyniszczenie i festiwal czystej mocy w najpiękniejszy z kolarskich audiowizualnych spektakli. Podobnie jak przed rokiem, zabraknie odpowiedzialnych za niezwykłą atmosferę Flandryjskiej Piękności kuriozów belgijskiego folkloru, szalonych tłumów, bursztynowego piwa i rumianych frytek, jednak jej czysta esencja wystarczy z nawiązką, by uczynić pierwszą niedzielę kwietnia prawdziwym świętem. Już jutro najbardziej ikoniczne bruki i hellingen Flandrii wyłonią króla i królową skróconej kampanii północnych klasyków.

Pomimo kilku fałszywych alarmów, rozgrywana na brukach część wiosennej kampanii wyścigów jednodniowych przebiegała dotąd bez większych potknięć. W obliczu przesunięcia Paris-Roubaix na październik, podobnie jak w ubiegłym sezonie będzie miała ona nie dwa, ale jeden punkt kulminacyjny, w postaci Wyścigu Dookoła Flandrii, przez wielu uważanego za najpiękniejszy z pięciu monumentów. Obowiązujące podczas pozostałych imprez z cyklu Flanders Classics obostrzenia pozostają w mocy, dlatego przy kluczowych odcinkach trasy zabraknie tłumu kibiców, a na starcie i mecie innych charakterystycznych elementów belgijskiego folkloru, jednak zeszłoroczna edycja wyścigu dowiodła, że nawet pozbawione tradycyjnej otoczki Ronde van Vlaanderen pozostaje jednym z najbardziej ekscytujących punktów kolarskiego kalendarza. 

Z Flandryjskiej Piękności w wariencie saute pozostaje bowiem samo mięso, czyli trasa zakreślająca niezliczone pętle i zygzaki pomiędzy Antwerpią, Ronse i Oudenaarde, ikoniczne hellingen w jeszcze większej liczbie i wyjątkowo wysoka stawka, ze względu na brak szybkiego rewanżu w postaci Piekła Północy. Przesunięcie trzeciego monumentu sezonu na październik w istocie tylko podwyższa rangę 105. edycji Ronde van Vlaanderen i uwypukla fakt, że ze względu na swój charakter wyścig ten najczęściej sprawiedliwie namaszcza najlepszego zawodnika kampanii północnych klasyków.

Oczywiście nie jest tak, że na trasie Flandryjskiej Piękności nie dochodzi do kuriozalnych wypadków…

Peter Sagan on Tour of Flanders crash: 'It was partly my fault' - Cycling Weekly

Julian Alaphilippe crashes out of the Tour of Flanders 2020 - Cycling Weekly

Całkiem trafnie w kontekście tegorocznego terminu imprezy, drogą krzyżową nazwał ją też sam Andrea Tafi, a kolarz był z niego nie najgorszy. Co do zasady jednak, nieco łagodniej traktujące sprzęt kolarski flandryjskie bruki i doskonale nadające się do przeprowadzania niezliczonych ataków sztywne podjazdy sprawiają, że o ostatecznych losach wyścigu decyduje nie ślepy los, ale bezwzględna eliminacja od tyłu, mierzona w watach moc i zaprawiana szczyptą taktycznego błysku zdolność inicjowania ofensywnych akcji w najwłaściwszym do tego momencie. Wszystko to sprawia, że w przeciwieństwie do w pewnym stopniu każdego z pozostałych monumentów, w przeddzień Ronde van Vlaanderen przy użyciu palców zaledwie jednej ręki jesteśmy w stanie wymienić zawodników, którzy z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa między sobą rozegrają wielki finał wyścigu. Przy jednym tylko zastrzeżeniu, że cały Deceuninck-Quick step liczę jako jeden palec.

 

Trasa

UWAGA: w związku z obostrzeniami mającymi przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się COVID-19, organizatorzy wyścigu nie opublikowali oficjalnej trasy 105. edycji wyścigu Ronde van Vlaanderen. Udostępniona lista brukowanych sektorów i podjazdów dość jasno wskazuje jednak, że będzie mieć ona bardzo zbliżony przebieg do zeszłorocznej, a wprowadzone w niej nieliczne zmiany oceniać można wyłącznie pozytywnie.

Podczas 105. edycji De Ronde zawodnicy zmierzą się na dystansie 263,7 kilometra, który licznymi zakosami połączy Antwerpię z Oudenaarde. Tradycyjnie jedynymi atrakcjami 120 kilometrów otwierających wyścig będą brukowane sektory na Lippenhovestraat i Paddestraat oraz przejazd przez Katteberg i Holleweg, ale właściwy sobie rytm i porządek wyścig osiągnie dopiero podczas przepychanek na dojeździe do Oude Kwaremontu, który zwieńczy tę fazę rywalizacji.

Tu nastąpi pierwsze poważne uderzenie, na które złożą się pokonywane w krótkich interwałach Kortekeer, Eikenberg, Wolvenberg, Holleweg, Molenberg, Marlboroughstraat, Berendries i Valkenberg, choć wypada powiedzieć dość jasno, że pomiędzy pierwszym przejazdem przez Oude Kwaremont i ostatnim przez Paterberg niewiele jest odcinków, na których pozwolić sobie można na nieuwagę i odległą pozycję w peletonie.

Na zaczerpnięcie oddechu przynajmniej w teorii powinien pozwolić 15-kilometrowy sektor dzielący pokonywany po Valkenbergu Berg Ten Houte od Kanariebergu, dlatego zważywszy na to, co nastąpi już za chwilę, chcąc zdetonować peleton i złapać najsilniejsze ekipy z opuszczoną gardą, wybrałabym właśnie ostatni z wymienionych hellingen. Sukcesu to oczywiście nie gwarantuje, ale żadna z później zainicjowanych akcji z niespodzianką nie będzie już miała wiele wspólnego.

Co następuje później, to bowiem decydująca faza wyścigu, którą otworzy pierwszy przejazd przez ikoniczną sekwencję Oude Kwaremont-Paterberg, po której radykalnie już wyselekcjonowane grono protagonistów imprezy zmierzy się z Koppenbergiem, Steenbeekdries, Taaienbergiem i Kruisbergiem.

Finał finałów to ostatni przejazd przez Oude Kwaremont-Paterberg i 11-kilometrowy odcinek dzielący wierzchołek tego drugiego od linii mety w Oudenaarde. 

(mapa i profil zeszłorocznej edycji wyścigu)

Pogoda

Aura w wielkanocną niedzielę zapowiada się neutralnie, ponieważ lekkie podmuchy wiatru, umiarkowane zachmurzenie, znikome szanse opadów i temperatura w okolicach 12 stopni Celsjusza tworzą warunki, które nie powinny faworyzować żadnego z uczestników. W przypadku wyścigu tak trudnego, jak Ronde van Vlaanderen, jest to dobra informacja.

Faworyci
Ich dwóch przeciwko całemu światu, czyli bromance nowej dekady

Nie dalej niż w tym tygodniu gorąco protestował przed stawianiem sprawy w ten sposób Oliver Naesen, jednak z faktami trudno dyskutować. Nie ma obecnie w zawodowym peletonie dwóch kolarzy bardziej poruszających zbiorową wyobraźnię niż Mathieu van der Poel (Alpecin-Fenix) i Wout Van Aert (Jumbo-Visma) z wszystkimi liniami podziałów, do których takie układy w nieunikniony sposób prowadzą. Obrońca tytułu i drugi zawodnik zeszłorocznej edycji De Ronde są niekwestionowanymi faworytami wszystkich bukmacherów, więc dla reszty stawki musi być absolutnie jasne, że aby mieć szansę na triumf w drugim monumencie sezonu, najpierw trzeba odizolować i zneutralizować tę dwójkę. Znacznie ciekawsze jest jednak, jak szybko Belg i Holender nauczyli się, że w trakcie rywalizacji na trasie tak trudnej, jak Wyścig Dookoła Flandrii, zazwyczaj nie znajdą silniejszego wsparcia, niż siebie nawzajem. Gdyby pod kątem dyspozycji obaj znajdowali się obecnie na fali wznoszącej, co z dużą dozą prawdopodobieństwa można wykluczyć, powiedziałabym, że Van Aert co do zasady bardziej potrzebuje van der Poela niż na odwrót, ale ma to związek nie ze skalą talentu, a mimo wszystko odmiennymi predyspozycjami. Domeną bardziej eksplozywnego Holendra są ofensywne akcje, podczas których w dobry dzień jest w stanie urwać z koła każdego rywala, przez co solowe akcje stały się już jego znakiem rozpoznawczym. Siłą rzeczy pozwala mu to też na relatywnie łatwe wypisanie się z grupy o niekorzystnym rozkładzie sił. Pomimo pamiętnego finiszu podczas zeszłorocznej edycji Ronde van Vlaanderen, Van Aert jest lepszym sprinterem i taktykiem, ale rywalom łatwiej jest go odizolować, na co lekiem jest właśnie przykładna współpraca z holenderskim arcyrywalem. Tyle w teorii.

W praktyce bowiem forma van der Poela zdaje się stopniowo gasnąć od czasu Milano-Sanremo, a chociaż akcje Van Aerta stoją pod tym względem nieco wyżej, jego dyspozycja też nie jest obecnie wyrównana i każdy dzień może być pierwszym z gorszych. Ekipa Alpecin-Fenix wydaje się mieć nieco więcej taktycznej elastyczności, mogąc wyprzedzać główną akcję wysyłając przed peleton nieźle dysponowanego Gianniego Vermeerscha, podczas gdy Jumbo-Visma najprawdopodobniej podejdzie do sprawy bardziej zachowawczo, ale w przypadku obojga zawodników liczenie na wsparcie drużyny w decydującej fazie wyścigu jest obarczone dużym ryzykiem. Kiedy do równania włączymy nieprawdopodobnie silny skład Deceuninck-Quick Step i założymy, że van der Poela może nie być obecnie stać na kolejny epicki atak solo, współpraca z Van Aertem może się okazać optymalnym scenariuszem tym bardziej, że każdy będzie święcie przekonany w swoje sprinterskie szanse na finiszu.  

Wataha, czyli ilość i jakość w jednym

Ten nieprawdopodobnie silny skład Deceuninck-Quick Step miał w rzeczywistości być jeszcze silniejszy, ale problemy zdrowotne w ostatniej chwili wyeliminowały Zdenka Stybara z udziału w niedzielnym wyścigu. Mimo to Wilfried Peeters, który poprowadzi belgijski skład w podróży po północnych granicach Ardenów, tradycyjnie już, będzie mógł z dużą swobodą szachować rywali, wykorzystując najróżniejsze opcje taktyczne. Wataha będzie bowiem gotowa na absolutnie każdy scenariusz. Od początku rywalizacji sytuację kontrolować będzie Tim Declerq, który na ostatnich kilkudziesięciu kilometrach odda pałkę pierwszeństwa lepiej notowanym kolegom. 

W teorii liderem Deceuninck – QuickStep będzie Julian Alaphilippe. Francuz, po zeszłorocznym wypadnięciu z walki o zwycięstwo na ostatnich kilometrach, ma z De Ronde rachunki do wyrównania. Podobnie jednak jak w przypadku van der Poela, jego dyspozycja wydaje się być niewiadomą. Dużo prawdopodobniejsze wydaje się być więc wykorzystanie przez wspomnianego Peetersa wszystkich atutów swojego zespołu. Na dłuższy atak, podobnie jak w wyścigu E3 Saxo Bank Classic, może zdecydować się Kasper Asgreen, który sygnalizował, że jest gotów odnieść największy sukces w karierze. W ostatnich dniach znakomicie oglądało się też jazdę Floriana Senechala i Yvesa Lampaerta, którzy są gotowi zarówno odczepić rywali na jednym z podjazdów, jak i zafiniszować z bardzo ograniczonej grupy.

No właśnie, finisz. Choć trudno spodziewać się, że do mety dojedzie grupa co najmniej 30 zawodników, Deceuninck – QuickStep będzie gotowy i na taką ewentualność. Wtedy jednak opaskę kapitana i lidera zespołu przejmie Davide Ballerini, który nie będzie miał nic przeciwko, by kampanię brukowych klasyków zarówno rozpocząć, jak i zakończyć zwycięstwem.

Blues Brothers

Skoro ustaliliśmy już, że pokonanie Watahy solo będzie praktycznie niemożliwe, nie można w naszych wyliczeniach pominąć duetu Greg van Avermaet – Oliver Naesen (AG2R Citroen). Choć do tej pory Belgowie nie współpracowali tak, jak życzyłby sobie tego Vincent Lavenu, zarówno doświadczenie, jak i umiejętności obu kolarzy mogą dać o sobie znać w najważniejszym momencie. Co ważne, w szczególności w przypadku Mistrza Olimpijskiego z Rio de Janeiro, w ciągu ostatnich 2 tygodni widoczny był wyraźny wzrost formy, co z pewnością może pozytywnie wpłynąć na rywalizację.

Niedocenieni

W przedwyścigowych przewidywaniach nie możemy też pominąć dwóch kolarzy, którzy mogą się obecnie czuć nieco niedocenieni. Mowa o zwycięzcy Mediolan – Sanremo Jasperze Stuyvenie (Trek – Segafredo) i Peterze Saganie (BORA – hansgrohe). W tym miejscu przede wszystkim warto zwrócić uwagę na… tego drugiego. Dobry występ lidera Trek – Segafredo nie będzie bowiem wielką niespodzianką. Z kolei znakomity wynik utytułowanego Słowaka już tak. Trzeba jednak pamiętać, że 31-letni zawodnik zawsze jest niebezpieczny, a jego jazda w Volta a Catalunya pozwalała wierzyć kibicom, że w najważniejszym momencie bestia się obudzi i ponownie pokaże rywalom na co ją stać.

Do grona niedocenianych z pewnością zaliczyć można również Anthony’ego Turgisa (Team Total Direct Energie), który w gronie ścigłych faworytów nie jest wymieniany chyba tylko dlatego, że nie jeździ dla żadnej z ekip zwyczajowo rozdających karty na belgijskich brukach. Forma i regularność prezentowane w ostatnim czasie przez 26-letniego Francuza wskazują, że stać go na życiowy wynik w Ronde van Vlaanderen.

Drugie noże

Ronde van Vlaanderen to wyścig, który bardzo lubi kolarzy wyskakujących jak królik z kapelusza. Dobrym tego przykładem jest choćby Alberto Bettiol (EF Pro Cycling), który zupełnie niespodziewanie sięgnął po życiowy sukces w 2019 roku. Także i tym razem na liście startowej nie brakuje zawodników, którzy przy odrobinie szczęścia i błędach rywali będą mogli powalczyć. Mowa m.in. o wspomnianym Bettiolu, Johnie Degenkolbie (Lotto Soudal), Sepie Vanmarcke (Israel Start-Up Nation), Tiesju Benoocie (DSM), Alexandrze Kristoffie, Matteo Trentinie (UAE Team Emirates), Michaelu Matthewsie (Bike Exchange), Stefanie Kuengu (Groupama – FDJ), Dylanie van Baarle, Thomasie Pidcocku (INEOS) czy… Warrenie Barguilu (Arkea – Samsic). W ich przypadku musi jednak zostać spełniony jeden warunek – nie może ich zabraknąć w czołowej grupie, gdy zabawę rozpocznie ekipa Deceuninck – QuickStep.

Na liście startowej nie zabraknie też Polaków, którzy w ostatnim czasie prezentowali się co najmniej dobrze. Mowa o Michale Gołasiu (INEOS) i Łukaszu Wiśniowskim (Qhubeka – Assos).

 

Przepisy

Choć zmiany w regulaminie rozgrywania wyścigów są sprawą dość powszechną, tym razem należy im się nieco lepiej przyjrzeć. Wszystko za sprawą kar, które sędziowie mogą nałożyć na zawodników naginających przepisy.

Od czwartku, już oficjalnie, zakazane jest używanie pozycji “super tube”, którą mogą Państwo zobaczyć choćby na zdjęciu głównym. Zawodnicy zostali także zobligowani do nie ściągania rąk z kierownicy, przez co imitacja pozycji czasowej także może zakończyć się nawet dyskwalifikacją.

Wszyscy kolarze będą też musieli bardzo uważać przy wyrzucaniu bidonów oraz typowych dla tego sportu śmieci. Każde naruszenie przepisów ekologicznych także będzie karany wyłączeniem z dalszej rywalizacji.

 

Transmisja

Podobnie jak w poprzednich latach, kibice zgromadzeni przed telewizorami będą mieli możliwość obejrzeć cały wyścig. Transmisja w kanale Eurosport 1 i Eurosport Playerze rozpocznie się już o 9:55.

guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Radek
Radek

Świetny opis. Po takim artykule już nie mogę doczekać się relacji.

mriks
mriks

no tak