fot. Mazowsze Serce Polski Cycling Team

Karol Domagalski w weekend rozpoczął swój drugi sezon w barwach ekipy Mazowsze Serce Polski Cycling Team. Kolarz ze Skały (dosłownie i w przenośni) wciąż dochodzi do siebie po wypadku z Małopolskiego Wyścigu Górskiego z 2019 roku.

Do bardzo groźnego wypadku z udziałem Karola Domagalskiego (wtedy Team Hurom) doszło na drugim etapie Małopolskiego Wyścigu Górskiego w 2019 roku. Zawodnik polskiej ekipy na kilka kilometrów przed metą „liznął” wtedy koło rywala i upadł, z impetem uderzając w betonowy przepust.

Wskutek wypadku Karol Domagalski odniósł wiele obrażeń, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Zapadł także w śpiączkę farmakologiczną, w której przebywał przez trzy tygodnie. Następnie rozpoczął rehabilitację, która dała zamierzony efekt – w ubiegłym roku kolarz Mazowsze Serce Polski Cycling Team wystartował między innymi w Tour of Bulgaria, w wyścigu ze startu wspólnego na mistrzostwach Polski i w Belgrade Banjaluka. Łącznie na swoim koncie miał 18 dni startowych.

Przedwczoraj Karol Domagalski rozpoczął swój drugi sezon w barwach mazowieckiej ekipy. Wziął udział w tureckich klasykach – Grand Prix Mediterrennean (1.2) i Grand Prix Gundogmus (1.2).

Jaka będzie Pana rola w ekipie w pierwszych startach?

Aktualnie nie jestem w stanie jej określić, bo nie wiem, w jakiej dyspozycji jestem, ale na pewno przyda się moje doświadczenie. Uważam, że mogę pomóc i będę dobrym pomocnikiem w pierwszej części sezonu.

Czy doszedł Pan już do swojej dyspozycji sprzed wypadku? Jeśli nie, to ile Panu brakuje?

Jeszcze nie, brakuje mi tylko i aż 5%. Tak się śmieję, że tylko, ale z drugiej strony to jest aż tyle, bo im bliżej do szczytu formy, tym trudniej zbudować ją jeszcze wyżej. Takie schodki tak naprawdę dopiero teraz się zaczynają. Końcowy, jak to nazywamy, szczyt formy jest bardzo trudno uzyskać, potrzeba więcej czasu w czerwonej strefie, większych obciążeń fizycznych, a to tylko daje startowanie w wyścigach.

Czy wciąż odczuwa Pan skutki kraksy?

Tak, odczuwam je cały czas. Są dni, w których odczuwam je mniej, a są takie, w których odczuwam je bardziej, zwłaszcza takie bóle wewnętrzne po prawej stronie ciała. Są one spowodowane napięciami blizn na organach wewnętrznych i na zewnątrz. Do tego mam bardzo słabe czucie na prawym piszczelu i stopie. Nie prostuję do końca prawego łokcia. Także skutki są i raczej muszę się nauczyć z nimi żyć, powoli zaczyna mi to wychodzić.

Na pewno nie było Panu łatwo wznowić treningi, a później wrócić do ścigania. Co Pana motywowało?

Na pewno rodzina, przede wszystkim ona, bo wiedziałem, że mam dla kogo walczyć. Początkowo ta motywacja dotyczyła samego powrotu do zdrowia, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia i jak poczułem się dobrze stawiając pierwsze kroki i wracając do normalnego stanu zdrowia, pomyślałem, że warto spróbować wrócić do kolarstwa. Można powiedzieć, że początkowo była to zabawa, ale jak nawiązałem kontakt z Dariuszem Banaszkiem i z drużyną Mazowsze Serce Polski, postanowiłem serio wrócić. Kariera nie mogła zakończyć się w taki sposób. Moim motywatorem była moja rodzina, moja żona i dzieci.

Czy w trakcie procesu powrotu do zdrowia miewał Pan momenty zwątpienia?

W tamtym roku zdarzały się takie momenty, zwłaszcza w początkowej fazie, jak startowałem w wyścigach, a tak naprawdę nie byłem na to jeszcze gotowy. Gdy organizm nie jest gotowy do maksymalnych wysiłków, to człowiek po prostu cierpi na rowerze. Wtedy pojawiały się te myśli. Ale po przepracowanym okresie, w okolicy lipca/sierpnia, po siedmiu miesiącach ciężkiej pracy poczułem,że jest progres i te myśli już nie wracały.

Ma Pan określoną jakąś konkretną datę, kiedy chce Pan osiągnąć dyspozycję sprzed wypadku?

W tamtym roku nie stawiałem takiego celu, po prostu chciałem stopniowo dochodzić do formy. W tym roku jest postawiony taki cel, rozmawialiśmy o tym z trenerem Arkiem Kogutem – będzie nim forma na mistrzostwa Polski i walka o tytuł. Myślę, że pozostało jeszcze sporo czasu, a ja jestem w tak dobrym momencie, że to się uda.

Jakie ma Pan kolarskie marzenia?

Życie nauczyło mnie, że trzeba marzyć, ale jednak trzeba to zachować dla siebie. Nie czuję się jeszcze kolarzem spełnionym i stąd ta cała historia z powrotem do kolarstwa i treningów. Możemy porozmawiać jak wygram jakiś wyścig w tym roku. Wtedy ujawnię marzenia.

Czy ma Pan w planach powrót na Małopolski Wyścig Górski?

Nie jest to konieczne, ale nie mam w głowie żadnych przeciwwskazań, żadnych oporów. To był wyścig, zdarzył się wypadek i nie mam żadnej blokady psychicznej. Chciałbym tam wrócić, to jest wyścig w domu. Pochodzę ze Skały spod Krakowa, a mieszkam w Szczawnicy, wszystkie drogi i etapy znam. Chciałbym wygrać Małopolski, albo chociaż jakiś etap, bo nigdy mi się to nie udało, zawsze byłem blisko. Także nie mam żadnego oporu, żeby wrócić na ten wyścig.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments