fot. Deceuninck – Quick Step

Mauri Vansevenant ostatnio wspaniale wykorzystuje otrzymane szanse – dziś Belg przeszedł samego siebie, ogrywając na finiszu GP Industria & Artigianato największe gwiazdy światowego peletonu.

Dla Belga trwający sezon jest dopiero drugim w zawodowym peletonie. Wcześniej ścigał się głównie w kategoriach młodzieżowych, gdzie wygrał np. Giro Ciclistico della Valle d’Aosta Mont Blanc – jeden z najtrudniejszych i najbardziej prestiżowych wyścigów dla orlików (drugiego Adama Hartleya pokonał wówczas o blisko pięć minut).

Natomiast w swoich pierwszych wyścigach w barwach Deceuninck-Quick Step spisywał się całkiem przyzwoicie, ale zwykle skupiał się na pomaganiu bardziej utytułowanym kolegom, ewentualnie na zabieraniu się w odjazdy, tak jak podczas Strzały Walońskiej, gdy jego długą samotną ucieczkę przerwał dopiero spektakularny upadek w krzaki.

Jednak w tym roku oprócz dobrej jazdy, obok jego nazwiska zaczęły pojawiać się również coraz lepsze wyniki, rozpoczynając dobrą serię od Tour de la Provence, gdzie jeszcze pomagał Julianowi Alaphilippowi, a mimo to zajął w klasyfikacji generalnej świetne 8. miejsce. Widząc jego dobrą formę dyrektorzy sportowi Deceuninck-Quick Step postanowili przydzielić mu rolę lidera zespołu na dwa włoskie klasyki – Trofeo Laigueglia oraz GP Industria & Artigianato. Belgowi nowa rola dodała skrzydeł.

Mój zespół wykonał dla mnie fantastyczną pracę i to bardzo wzmocniło moją pewność siebie przed ostatnią częścią wyścigu. Widziałem, że bardzo we mnie wierzą i dzięki temu sam uwierzyłem w siebie jeszcze mocniej – teraz jestem ekstremalnie szczęśliwy, wiedząc że udało mi się im odwdzięczyć zwycięstwem

– mówił po wszystkim.

Choć w wyścigu brało udział wiele gwiazd, to Belg nie czekał na to, aż przejmą one inicjatywę. Na ostatnim podjeździe pod San Baronto to właśnie on wraz z Nairo Quintaną zainicjowali odjazd, po którym utworzyła się czteroosobowa grupka (obok wymienionej dwójki znaleźli się w nim także Mikel Landa i Bauke Mollema), która ostatecznie rozstrzygnęła między sobą kwestię zwycięstwa.

Mocne ataki na ostatnim wzniesieniu w ogóle mnie nie zdziwiły – byłem na nie gotowy i czułem się wystarczająco dobrze, by na nie odpowiedzieć. Świadomość, że jestem w grupie razem ze zwycięzcami wielkich tourów i monumentów jeszcze podpompowała moją pewność siebie. Tak jak oni dawałem zmiany – współpraca układała nam się naprawdę dobrze. Cały czas jechaliśmy na maksa. Na finiszu byłem pewny swego – wiedziałem, że mogę polegać na swojej szybkości po tak wymagającym wyścigu

– relacjonował po zakończeniu wyścigu 21-latek, który ostatecznie rzeczywiście dopiął swego, a to co wydarzyło się na finiszu w zasadzie trudno nazywać sensacją – w końcu ani Landa, ani Mollema, ani Quintana nigdy nie należeli do najszybszych kolarzy.

Sięgając po swoje pierwsze profesjonalne zwycięstwo Mauri wyrównał wynik swojego ojca – Wima, również byłego kolarza (on swój jedyny triumf odniósł na etapie Tour du Vaucluse) i jest na najlepszej drodze, by już wkrótce przegonić go pod wszelkimi względami. I wydaje się, że głowa rodziny Vansevenantów nie ma nic przeciwko temu, o czym najlepiej świadczy poniższy filmik.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments