fot. INEOS Grenadiers

Jak wiadomo, Egan Bernal wciąż jest uznawany za lidera ekipy Ineos na wielkie toury. Kolumbijczyk, po trudnym sezonie 2020, ma zamiar wrócić do dobrej formy i póki co mu to wychodzi. Nie oznacza to jednak, że demony już go opuściły.

Kiedy zwycięzca Tour de France z 2019 roku wycofywał się z zeszłorocznej Wielkiej Pętli mówiło się, że jego problemy z plecami będą jedynie tymczasowe. Wraz z biegiem skróconego sezonu okazało się jednak, że sytuacja jest zupełnie inna. Teraz Kolumbijczyk stara się wrócić na szczyt, który ma osiągnąć w maju, podczas Giro d’Italia.

Jednym z ostatnich testów lidera Ineos był lutowy wyścig Tour de la Provence. Tam udało mu się pokazać z bardzo dobrej strony, co rozbudziło nadzieje zarówno jego, jak i kibiców.

Na Mont Ventoux czułem się dobrze, ból mi aż tak nie doskwierał. Wiem jednak, że muszę się nauczyć z nim żyć, przynajmniej do końca obecnego sezonu. Póki co skupiam się na czerpaniu radości ze ścigania, ale jeśli coś ma nadejść, to i tak nadejdzie

– powiedział Bernal w rozmowie z La Gazetta dello Sport.

Bez wątpienia, nawet bez zadowalających wyników w zbliżających się wyścigach etapowych, będzie jednym z głównych faworytów do zwycięstwa w Giro d’Italia. Sam Kolumbijczyk przyznaje, że włoski wyścig to jego absolutny cel nr 1.

W 100% przygotowuje się do walki w Giro d’Italia, lecz inni także zrobią wszystko, by wygrać ten wyścig. Muszę też przyznać, że nieco boję się o siebie. Za każdym razem, kiedy chciałem jechać w La Corsa Rosa, coś mnie ostatecznie zatrzymywało. Tym razem musi jednak być inaczej. Dla mnie ściganie we Włoszech znaczy zdecydowanie więcej. Mam tu wielu przyjaciół, a to dodaje mi motywacji. 

– dodał Kolumbijczyk.

Wiele wskazuje na to, że w majowym wyścigu Bernal będzie miał naprawdę wielu poważnych przeciwników. Do oficjalnej prezentacji składów poszczególnych drużyn jest jednak daleko.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments