fot. archiwum prywatne Roba Hatcha

Urodził się na północy Anglii, ale od dziecka podróżował – przede wszystkim po Europie. Od prawie 20 lat mieszka w Hiszpanii. Płynnie mówi w czterech językach: po angielsku, hiszpańsku, włosku i francusku. Ma charakterystyczny, przepełniony ekspresją głos. Dla brytyjskiego Eurosportu komentuje największe i najbardziej prestiżowe wyścigi kolarskie na świecie. Słynie z poprawnego wymawiania nazwisk. Rob Hatch. Udzielił Naszosie.pl obszernego wywiadu, w którym opowiedział o swoim domowym studiu, warsztacie komentatora, multikulturowej osobowości, a także zdradził, dlaczego najwięcej emocji w sezonie 2020 dostarczył mu Michał Kwiatkowski. Zapraszamy do lektury wywiadu przeplatanego video z najlepszymi komentarzami Brytyjczyka!    

Mieszkałeś w kilku krajach, mówisz płynnie po hiszpańsku, włosku i francusku. Skąd u ciebie taka otwartość na inne kultury i chęć poznawania świata? 

Zawsze interesowałem się południem Europy. Miałem szczęście, że jako młody chłopak co roku jeździłem na dwutygodniowe wakacje do Hiszpanii, Turcji oraz do innych krajów. Bardzo mi się to podobało. Chciałem poznawać inne miejsca, ludzi, języki i klimat. W końcu dostałem wakacyjną pracę na Wyspach Kanaryjskich, w szkole scuba diving. Nie mówiłem jeszcze wtedy zbyt dobrze po hiszpańsku, ale spędzałem czas z hiszpańską rodziną, więc nasiąkałem lokalnym akcentem, coraz lepiej umiałem hiszpański i powoli zaczynałem czuć się jak Hiszpan (śmiech). Od tamtej pory pracowałem w Hiszpanii w każde wakacje. Następnie studiowałem w Madrycie i wreszcie zamieszkałem na Majorce. Dlatego to, co dzieje się teraz w Wielkiej Brytanii w związku z Brexitem bardzo mnie boli. Nie można zamykać się na Europę i pozbawiać chociażby studentów możliwości wyjazdów do innych krajów. Muszę wspomnieć też o tym, że jako dzieciak oglądałem włoski futbol, ponieważ, aby oglądać ligę angielską, trzeba było mieć telewizję satelitarną, której w moim domu nie było. Byłem więc skazany na włoską piłkę i bardzo mi się to podobało. Generalnie mogę powiedzieć, że większość swojego życia spędziłem za granicą (śmiech). 

W porządku, ale masz po prostu talent do języków. Bez tego z pewnością byłoby ci o wiele trudniej. 

To prawda, mam talent do nauki języków. Jednak nie jestem zbytnio utalentowany w innych rzeczach – na przykład kiepsko jeżdżę na rowerze. Prawdopodobnie każdy człowiek został obdarzony tylko jednym talentem. Jednak nawet jeśli masz talent, musisz ciężko pracować.  

Porozmawiajmy teraz o twojej pracy komentatora telewizyjnego. Z powodu pandemii koronawirusa, w ubiegłym roku musiałeś robić to w domu. Jak zorganizowałeś swoje studio w domu na Majorce? 

Tak jak wszyscy zostałem zmuszony do pracy w domu. Na pierwsze trzy miesiące lockdownu pojechałem do domu, do Anglii i spędziłem trochę czasu z rodziną, ale internet w Anglii był okropny (śmiech), więc zdecydowałem się wrócić na Majorkę. Przeniosłem się do domu, gdzie znajdowało się pomieszczenie, w którym mogłem urządzić studio. W mojej pracy najważniejszy jest internet, ponieważ to, jak mnie będzie słychać na antenie oraz jaki obraz będę widział na monitorze, zależy od szybkości łącza. Było więc wiele ważnych rzeczy do zrobienia i do załatwienia. Poszerzałem swoją wiedzę na temat komputerów, monitorów i mikrofonów, a także z zakresu nowych technologii. Zainwestowałem w to wszystko trochę pieniędzy, ale i tak nie miałem pewności, czy będzie dobrze działało. 

Większość ludzi pracuje teraz z domu, ale powiedzmy sobie szczerze, że wykonywanie pracy biurowej jest czymś innym niż komentowanie największych i najbardziej prestiżowych wyścigów kolarskich na świecie jak chociażby Tour de France. 

Oczywiście, masz rację. W takiej sytuacji stoi przed tobą wiele rozmaitych wyzwań. Pracuję dla Eurosportu, który nadaje w ponad dwudziestu językach i na przykład Eurosport Polska musi zrobić przerwę reklamową w tym samym momencie, co my. Zdjęcia dostajemy z Paryża, gdzie znajduje się nasza siedziba. W związku z tym musiałem na przykład rozmawiać z ludźmi z Eurosportu we Francji, czy mnie słychać z moimi współkomentatorami w Wielkiej Brytanii. Było wiele obaw, czy cała ta technika nie zawiedzie. Jest mnóstwo małych elementów, które trzeba poskładać w całość, aby to wszystko zadziałało. To jest zupełnie inna praca niż ta, którą w swoich domach wykonuje większość ludzi. Poza kwestiami technicznymi musiałem poradzić sobie jeszcze na przykład z tym, że nie mogłem siedzieć obok osoby, z którą komentuję. Normalnie możemy na siebie patrzeć, jest między nami jakaś interakcja, a teraz było to niemożliwe. Postawiłem więc obok siebie iPad, dokładnie ten sam, za pomocą którego rozmawiam teraz z tobą, i na FaceTimie widziałem się ze swoim współkomentatorem. Myślę, że to nam bardzo pomogło w pracy.  

Miałeś czasami jakieś problemy? Ze sprzętem, połączeniem internetowym? 

Tak, było wiele problemów, ale nie zawsze były one związane z tym, że pracowaliśmy zdalnie, chociaż, gdyby tak nie było, to pewnie udałoby się rozwiązać je szybciej. Podczas Tour de France przechodziła przez Europę jakaś burza, która była silniejsza w Paryżu niż na Majorce. Pomimo wielkich wysiłków osób pracujących na miejscu, system padł i pracować mogły tylko osoby znajdujące się w studiu. Było wiele różnych problemów, ale myślę, że ostatecznie daliśmy sobie z nimi radę i nauczyliśmy się cierpliwości.  

Moim ulubionym momentem ubiegłego sezonu jest przedostatni etap Tour de France, kiedy to w “czasówce” na La Planche des Belles Filles Tadej Pogačar pokonał Primoza Rogliča. Był to dla mnie emocjonalny moment z punktu widzenia kolarskiego, ale także z powodu twojego znakomitego komentarza. Przed naszą rozmową obejrzałam końcówkę tego etapu raz jeszcze i ponownie miałam ciarki. Jakie są twoje wspomnienia z tego dnia? 

Szczerze mówiąc tego dnia nie czułem się zbyt dobrze (śmiech). Pod koniec każdego wielkiego touru jestem nieco wyczerpany, a w tym roku to zmęczenie było jeszcze większe. Powodem tego było to, o czym rozmawialiśmy przed chwilą, a więc całkiem nowa sytuacja, w jakiej się znalazłem. Byłem zmęczony ciągłym stresem, martwieniem się o to, czy wszystko będzie dobrze od strony technicznej. Poza tym, wiesz, gdy jest się na wyścigu, to codziennie przemierzasz setki kilometrów, zmieniasz otoczenie, wieczorem możesz napić się piwa z kolegami z pracy, a w tym roku przemieszczałem się jedynie z mojej sypialni do domowego studia. Wracając do tego etapu. Jeśli chodzi o sam przebieg, to nie pamiętam zbyt wiele, ponieważ miałem w sobie ogromną adrenalinę. Jest jednak coś, co utkwiło mi w pamięci: zdałem sobie sprawę, że w ciągu pięciu minut wszystko może się zmienić. Wszyscy eksperci spodziewali się, że Roglič przypieczętuje swoje zwycięstwo w Tour de France i wszyscy żyli tą myślą do ostatniej pół godziny wyścigu. Muszę obejrzeć to jeszcze raz, spojrzeć na to z perspektywy czasu. Być może zrobię to także oglądając ten etap z komentarzem kogoś innego. To był szalony dzień – takich rozstrzygnięć na decydującym etapie Touru nie widzieliśmy od wielu lat i nie sądzę, byśmy zobaczyli w najbliższym czasie.  

Powiedziałeś kiedyś, że twoim celem jako komentatora jest dawać radość każdemu widzowi, bez względu na to, z jakiego kraju pochodzi. Jaki jest klucz do tego, aby komentować w jak najbardziej obiektywny sposób? 

Jeśli chodzi o mnie, to prawdopodobnie wynika to z tego, że tak dużo podróżowałem po Europie. Bardziej czuję się Europejczykiem niż obywatelem jakiegoś jednego kraju. Urodziłem się w Anglii, ale czuję się też bardzo związany z Hiszpanią. Kiedy byłem w Polsce, aby komentować siatkówkę, to również dawało mi to wiele radości. Pamiętam, że kiedy byłem dzieckiem i oglądałem BBC, to oni zawsze starali się jak najmniej ekscytować, gdy wygrywał sportowiec w Wielkiej Brytanii. Teraz to wszystko się niestety trochę zmieniło, między innymi z powodu polityki. Ludzie, którzy oglądają wydarzenia sportowe w swoich domach zawsze mają swojego faworyta – ja, gdy oglądam piłkę nożną też tak mam. Osobiście chciałbym słuchać komentatora, który mnie poinformuje, który zapewni mi rozrywkę. To jest trudne, ponieważ kiedy dobrze idzie brytyjskim sportowcom, to nasi szefowie zachęcają nas, abyśmy jak najbardziej podkręcali atmosferę. I to jest super, ale tak samo super jest, gdy wygrywa Rafał Majka albo Alejandro Valverde. Zatem tak, czasami musimy zostawić tę dodatkową przestrzeń dla naszych przełożonych, ale generalnie staramy się być jak najbardziej neutralni. Myślę, że tacy właśnie powinniśmy być, takie powinny obowiązywać standardy. Ta są podstawowe zasady humanizmu. Nikt nie jest lepszy z tego powodu, że urodził się w takim, a nie innym miejscu. 

Porozmawiajmy teraz chwilę o jednym z najbardziej kontrowersyjnych obecnie punktów w dyskusji o transmisjach z kolarskich wyścigów. Mam na myśli pokazywanie kraks oraz wypadków. Dwoma dobrymi przykładami z minionego sezonu jest kraksa Fabio Jakobsena na pierwszym etapie Tour de Pologne oraz wypadek Remco Evenepoela podczas Il Lombardia. Gdzie znajduje się twoim zdaniem granica pomiędzy tym, co może być pokazane, a co nie może być pokazane? Ile może być powtórek pokazujących kolarza leżącego bez ruchu? Czy w ogóle powinno się pokazywać takie zdjęcia?  

[Rob zastanawia się dłuższą chwilę] Wydaje mi się, że wyznaczenie jakichś jednolitych standardów byłoby za proste. Trzeba wziąć pod uwagę różne aspekty. Dużo (np. na Twitterze) dyskutowali o tym Brytyjczycy, ponieważ to wynika z naszej kultury. Jeśli wydarzy się jakiś poważny wypadek, to z szacunku do jego uczestników nie powinno się tego pokazywać. Natomiast mieszkając w innych krajach zobaczyłem, że można mieć różne poglądy na ten temat. Dlatego trudno jest powiedzieć co jest dobre, a co złe. Mieszkam w Hiszpanii, gdzie do lat siedemdziesiątych była dyktatura i cenzura. Podobny punkt widzenia mają Francuzi. Mieszkałem we Francji i miałem nawet w związku z tym kłótnię z producentem. Nie pamiętam, jaki był to wyścig, ale wydarzył się wypadek, w którym ktoś zginął. Nie zgadzałem się z tym, że zostało to pokazane. Wynika to z tego, że dorastałem w Wielkiej Brytanii i nasiąknąłem podejściem, zgodnie z którym nie powinno się pokazywać takich rzeczy. Podsumowując, uważam, że do momentu aż nie dowiemy się, jakich obrażeń doznał dany kolarz, powinno się pokazać jedną powtórkę i koniec. Jeśli okaże się, że wszystko jest w porządku – OK, pokazujmy. Ale jeśli nie, to dla dobra rodziny oraz najbliższych nie powinno się tego robić. Zwłaszcza w kolarstwie, w którym mogą zdarzać się bardzo poważne wypadki, nawet śmiertelne. Podczas meczów piłkarskich są połamane kości czy brutalne faule, ale dużo rzadziej zdarzają się wypadki zagrażające życiu. W kolarstwie powinniśmy podchodzić do tego bardziej konserwatywnie. 

Rob Hatch podczas wywiadu dla Naszosie.pl za pośrednictwem platformy Zoom

Bez najmniejszego problemu wymawiasz nazwisko Kwiatkowski czy Majka, swobodnie wymieniasz także nazwę piłkarskiej drużyny Lech Poznań. Zatem muszę zapytać ciebie o polskie kolarstwo i polskich kolarzy. 

Teraz mogę to powiedzieć, ponieważ jest po sezonie i mogę wypowiedzieć się jako wielki sympatyk kolarstwa. Wspaniałych emocji dostarczyło mi zwycięstwo etapowe Michała Kwiatkowskiego w Tour de France. Rozumiem profesjonalny sport i względy finansowe, ale uważam, że Kwiatkowski nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Nie chodzi o jakość, bo jest przecież między innymi byłym mistrzem świata, ale uważam, że z jego umiejętnościami powinien mieć w swoim palmáres o wiele więcej zwycięstw. Jest jednym z najlepszych kolarzy swojego pokolenia. Zawsze myślałem, że to będzie przestępstwo, jeśli zakończy karierę bez indywidualnego zwycięstwa etapowego w wielkim tourze. Przed każdym etapem przygotowuję się i robię research – wiadomo, sześć godzin transmisji to dużo czasu, trzeba mieć o czym mówić. O drużynie INEOS muszę znaleźć sporo informacji, ponieważ dużo pojawiają się na ekranach telewizorów. Szukając czegoś o Michale Kwiatkowskim, zastanawiałem się co nowego o nim powiedzieć. Gdy zobaczyłem, że nigdy nie wygrał etapu w wielkim tourze, byłem bardzo zdumiony. Pytałem sam siebie: “Jak to jest możliwe?” Miałem więc wielką satysfakcję, gdy wreszcie udało mu się tego dokonać, bardzo się cieszyłem. Co jeszcze mógłbym powiedzieć o polskim kolarstwie? Jestem zaskoczony, że karierę zakończył Paweł Poljański. Rafał Majka, cóż… Myślę, że w kolejnych sezonach będzie w stanie osiągać sukcesy. Jest świadomy zarówno swoich ograniczeń, jak i możliwości, ale jest świetnym góralem, bardzo utalentowanym. Jeśli chodzi o klasyfikacje generalne wielkich tourów, to ma słabość w jeździe na czas, ale to często staje się udziałem specjalistów od jazdy w górach. Jestem ciekawy, jak poradzą sobie młodzi kolarze, między innymi obecny mistrz Polski Stanisław Aniołkowski. Bardzo ciekawe rozwija się także polskie kobiece kolarstwo. 

Nie ukrywam, że jesteśmy trochę zmartwieni o to, jakie warunki będą mieli do rozwoju młodzi kolarze. W związku z wycofaniem się ze sponsorowania kolarstwa firmy CCC, swoją działalność zawiesiła drużyna CCC Development Team, a ogólnie w naszym kraju funkcjonują obecnie tylko dwie drużyny kontynentalne: Mazowsze Serce Polski i Voster ATS Team. 

Myślę, że to jest coś, z czym boryka się teraz większość krajów. Istnieje duża przepaść pomiędzy drużynami World Tour a na przykład składami Continental. W Wielkiej Brytanii mamy te same problemy, znajdujemy się pod tym względem w bardzo złym miejscu. Tak jak wy w Polsce mamy bardzo dobrych kolarzy, którzy świetnie radzą sobie w World Tourze, ale martwimy się, czy będą ich następcy. Nasi młodzi kolarze często przechodzą do zagranicznych drużyn. Kolejnym problemem jest COVID, który dotyka nas wszystkich. Kto za to wszystko zapłaci w kolejnych latach? O mój Boże… Bądźmy szczerzy – zawodowy sport jest ważny, wszyscy go kochamy, ale nie jest najważniejszy. Rządy z pewnością będą miały inne priorytety, na które trzeba będzie wydawać pieniądze. Bardzo chciałbym udzielić ci pozytywnej odpowiedzi, ale jest to w tej chwili bardzo trudne. 

Jakie są twoje przewidywania jeśli idzie o sezon 2021, zarówno pod względem twojej pracy jako komentatora, ale również pod względem sportowym?  

Przekonaliśmy się, że nawet w tak trudnych czasach, kolarstwo znalazło sposób na to, aby przetrwać. Oczywiście, jest smutne, że wyścigi odbywały się bez kibiców, ale myślę, że każdy, kto musiałby wybierać pomiędzy wyścigami z publicznością i bez, wybrałby tę drugą opcję. Jeśli chodzi o pracę, to myślę, że niewiele się zmieni, ponieważ raczej trudno będzie komentować wyścigi normalnie, ze studia. Ponadto na przeszkodzie będą stały te wszystkie głupie rzeczy związane z Brexitem, ponieważ trudniej będzie podróżować – jak w moim przypadku – między Hiszpanią a Wielką Brytanią. Na szczęście jestem mieszkańcem Majorki, więc zawsze będę mógł wrócić, chociaż będzie to wymagało więcej biurokracji, testów na koronawirusa itd. Myślę, że wyścigi klasyczne na pewno będę komentował z domu. Jeśli zaś chodzi o sportową stronę, to… uff, bardzo trudno jest coś powiedzieć, ponieważ jeśli spojrzymy na miniony sezon, to kto przewidział takie rozstrzygnięcia i zwroty akcji w wyścigach w 2020 roku? Czy ktoś w pierwszym tygodniu Giro stawiał na to, że Tao Geoghegan Hart zwycięży w klasyfikacji generalnej? Jeśli miałbym powiedzieć coś o sezonie 2021, to tylko to, że będzie on bardzo nieprzewidywalny. 

Rozmawiała Marta Wiśniewska

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments