fot. Deceuninck-Quick Step

Dla Fausto Masnady pierwszy rok w World Tourze był bardzo nietypowy. Zaczął go jako kolarz CCC Team, a skończył jako kluczowy pomocnik Joao Almeidy podczas Giro d’Italia.

Jeszcze dwa sezony temu Włocha kojarzyło stosunkowo niewielu kibiców kolarstwa. Na szczęście dla niego, od tego czasu jego kariera poszła ostro w górę. Już w zeszłym sezonie, jeszcze jako kolarz Androni wygrał Tour of The Alps i jeden z etapów Giro d’Italia, natomiast w tym roku wszystko potoczyło się dla niego jeszcze szybciej.

Czuję dreszcze, kiedy myślę o tym, co wydarzyło się w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Miałem ścigać się do końca sezonu w CCC Team, jednak kryzys pandemiczny sprawił, że nagle znalazłem się w Deceuninck-Quick Step. Ma szczęście nie miałem większych problemów z adaptacją w tym zespole – od razu poczułem się tam jak w domu. Spotkałem trójkę rodaków: Balleriniego, Cattaneo i Bagioliego, którzy ułatwili mi aklimatyzację w nowym miejscu

– mówił Włoch w rozmowie z bici.pro.

I o ile w polskim zespole Włoch nie odniósł większych sukcesów, to już w Deceuninck jego pozycja od początku była bardzo mocna, o czym najlepiej świadczy to, że na swój pierwszy wyścig w nowym zespole – Tirreno-Adriatico, pojechał jako lider i ostatecznie zajął niezłe, 6. miejsce.

Jednak sam Włoch najlepiej wspomina wyścig, w którym jego rolą była pomoc koledze – Joao Almeidzie, a więc Giro d’Italia. Na Półwyspie Apenińskim był on kluczowym gregario Portugalczyka, który długo był liderem wyścigu, a ostatecznie zakończył wyścig na świetnej 4. lokacie. Najbardziej zapadł mu w pamięć 18. etap, na którym młody kolarz ostatecznie pożegnał się z Maglia Rosa, ale jednocześnie zminimalizował swoje straty.

Wspinaczka pod Stelvio była czymś niesamowitym. Słyszałem głosy wielu fanów, którzy krzyczeli tak głośno, że ich okrzyki niemal pchały mnie w górę podjazdu. Pamiętam, że miałem tylko jedno zadanie – ułatwienie Almeidzie utrzymania różowej koszulki. Gdy zorientowałem się, że jestem ostatnim z jego pomocników, który pozostał z przodu,  poczułem się bardzo dumny. Dumny i szczęśliwy, ponieważ Joao zawsze okazywał wielką wdzięczność za okazaną pomoc. Zawsze dawał nam mnóstwo pewności siebie, co było kluczowe przy budowaniu atmosfery w zespole. Dlatego później nie miałem żadnego problemu z tym, by poczekać na niego, gdy został z tyłu – wręcz przeciwnie – poczułem się wtedy, jak prawdziwy zawodowiec

– relacjonował kolarz, który sam również zakończył wyścig w pierwszej “10”, konkretniej na 9. lokacie.

Jego dobra postawa sprawiła, że szefowie zespołu już obiecali mu, że w przyszłym roku, po raz pierwszy w karierze, pojedzie dwa wielkie toury w jednym sezonie. Jego głównym zadaniem znów będzie pomoc na górskich etapach, ale raczej nikt nie powinien być zdziwiony, jeśli znów zdoła ugrać coś dla siebie.

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments