fot. Lotto-Soudal

Tomaszowi Marczyńskiemu (Lotto-Soudal) udało się dojść do siebie po chorobie przed Vueltą i ukończyć hiszpański wielki tour, ale niestety po powrocie zachorował na koronawirusa. W wywiadzie dla Naszosie.pl opowiedział o tym, jak przechodził chorobę, jak czuje się teraz, a także zdradził kolarskie plany na najbliższe tygodnie. 

Ostatnim startem w sezonie 2020 była dla Tomasza Marczyńskiego hiszpańska Vuelta, podczas której jego drużynowy kolega Tim Wellens wygrał dwa etapy. Małopolaninowi udało się zaliczyć kilka startów w tym roku, ale niestety nie oszczędziły go także choroby, włącznie z nowym, uciążliwym i jeszcze nie do końca rozpoznanym koronawirusem.

– Pozytywny test odebrałem pięć dni po Vuelcie, ale zacząłem się źle czuć już dwa-trzy dni po wyścigu. Na początku bardzo bolał mnie kręgosłup, więc poszedłem do swojego osteopaty, bo myślałem, że on mi w tym pomoże. Ale z dnia na dzień czułem się coraz gorzej, bardzo bolały mnie wszystkie mięśnie, no i przede wszystkim ten kręgosłup – do tego stopnia, że w nocy budziłem z bólu. Poszedłem zrobić sobie test [na koronawirusa], który dał wynik pozytywny. W sumie przez dziesięć dni czułem się fatalnie, bóle dokuczały przy takim zwykłym, codziennym funkcjonowaniu, w poruszaniu się po mieszkaniu itd.

– opowiada Marczyński.

Bóle kręgosłupa i mięśni to jednak nie wszystkie objawy, jakie miał (a niektóre nadal ma). Na szczęście udało się uniknąć pobytu w szpitalu, ale do lekkiego przebiegu choroby było daleko. Teraz Tomasz wraca do normalnego funkcjonowania, ale wciąż czuje osłabienie. Jak mówi, niekorzystnie na jego organizm mogło wpłynąć także to, że zaraz po wielkim tourze przeszedł w tryb siedzący, zamiast spokojnie się roztrenować.

– Gorączkę miałem tylko przez jedną dobę i w dodatku straciłem węch i smak, których to właściwie do dzisiaj nie odzyskałem. Minęło już trochę czasu, a jeszcze te objawy się utrzymują. Wczoraj po raz pierwszy wyszedłem na zewnątrz, trochę się poruszałem i minimalnie lepiej się poczułem, ale czuję się jeszcze osłabiony. Przed Vueltą chorowałem, potem przejechałem wielki tour, który – jak wiadomo – jest obciążeniem dla odporności organizmu, no i teraz złapałem to. Nie przechodziłem tego jakoś tragicznie, ale też wiem, że niektóre osoby chorowały o wiele lżej. Ja czułem się naprawdę fatalnie

– przyznaje Marczyński.

Tomek nie wie dokładnie, gdzie się zaraził. Bierze pod uwagę, że stało się to albo w ciągu ostatnich dni Vuelty, albo podczas podróży powrotnej. Jeden z kolarzy drużyny Lotto-Soudal, który startował we Vuelcie także zaczął źle się czuć zaraz po wyścigu i badanie na obecność koronawirusa również dało wynik pozytywny.

– Nie mam pewności, gdzie się zaraziłem, ale stawiam na to, że wydarzyło się to w ostatnich dniach Vuelty. Jeszcze po wyścigu ukazała się informacja, że zarażonych jest kilkudziesięciu członków gwardii cywilnej, którzy obsługują wyścig. A przecież mamy z nimi kontakt na co dzień, a czasami śpimy nawet z nimi w tych samych hotelach

– dodaje Tomek.

Zgodnie z procedurami po otrzymaniu pozytywnego wyniku testu, zgłosił się do lekarza drużyny Lotto-Soudal. Marczyński mówi, że jak zawsze nie zawiódł się na swojej ekipie. Od sztabu medycznego otrzymał konkretne wskazówki, jak walczyć z chorobą.

Wczoraj, czyli w środę, wsiadł na trenażer, by chociaż trochę “pokręcić” po chorobie. Podzielił się tym w mediach społecznościowych. Zapytaliśmy więc go, jak się czuł trenując po raz pierwszy po przebyciu koronawirusa.

– Jak się czułem? W sumie to nawet lepiej, ale to była bardzo lekka, trzydziestominutowa przejażdżka, taka na 180 watów, a więc pełen luz. Jednak lepiej było zrobić cokolwiek niż nie robić zupełnie nic. Dzisiaj [w czwartek] była tutaj w Hiszpanii brzydka pogoda, ale jutro znowu ma być słonecznie i 17 stopni, więc planuję wyjść i pojeździć na świeżym powietrzu

– zapowiada Tomasz Marczyński.

W związku z tym, że sezon był długi i trudny, a także z powodu przechorowania COVID-19, “Maniek” nie zamierza spieszyć się z wznowieniem ciężkich treningów, ani także z rozpoczęciem nowego sezonu. Teraz koncentruje się na odpoczynku i regeneracji, a także planuje powrót do Polski, by odpocząć, pojeździć na rowerze z przyjaciółmi i pozałatwiać sprawy związane z jego aktywnościami poza zawodowym kolarstwem.

Według zasad panujących w Hiszpanii, osoba chorująca na koronawirusa może po dwóch tygodniach opuścić miejsce, gdzie odbywała izolację i nie musi przedstawić negatywnego wyniku testu. Tak też zrobił Tomek, ale pomimo to zamierza zrobić test PCR oraz badanie przeciwciał, by upewnić się, że jego organizm zwalczył już COVID-19. Następnie wykona komplet specjalistycznych badań, by przed wznowieniem przygotowań do nowego sezonu mieć pewność, że w jego organizmie wszystko jest w porządku.

– Sezon był bardzo długi i wyczerpujący także psychicznie, więc nie mam żadnego pośpiechu, żeby zaczynać starty od pierwszych wyścigów. Myślę, że w sezon 2021 rozpocznę w drugiej połowie lutego lub na początku marca

– zapowiada.

Dwukrotny etapowy zwycięzca w hiszpańskiej Vuelcie ma zapewnioną przyszłość, bowiem niedawno przedłużył kontrakt z belgijską drużyną. Nie ukrywa, że jest z tego bardzo zadowolony, ponieważ zależało mu na tym, aby kontynuować karierę w ekipie, która go docenia i w której dobrze się czuje. W związku z tym, że drużyna musiała najpierw podpisać kontrakty z dwudziestoma siedmioma kolarzami, aby zapewnić sobie miejsce pośród ekip rangi World Tour, Marczyński nieco zaryzykował. Gdyby się bowiem okazało, że nie ma pieniędzy w budżecie na niejako “dodatkowych” zawodników, musiałby sięgnąć po którąś z dwóch pozostałych ofert. Jednak ostatecznie wszystko skończyło się dobrze i jeden z najbardziej doświadczonych polskich kolarzy będzie ścigał się tam, gdzie chciał najbardziej.

– Jestem bardzo zadowolony, że przedłużyłem kontrakt z drużyną Lotto-Soudal, ponieważ czuję się tutaj świetnie, moja rola jest doceniania. Od samego początku negocjacji drużyna chciała, żebym został, ponieważ jest mi wdzięczna za to, co dla niej robię. Spośród tych kolarzy, którzy byli na “liście oczekującej”, Lotto-Soudal przedłużyła umowy tylko ze mną i z Toshem Van der Sande. Ostatecznie doszliśmy do porozumienia i myślę, że każda strona jest zadowolona

– zakończył Tomasz Marczyński.