fot. Movistar Team

Piąty kolarz w klasyfikacji generalnej wyścigu Vuelta a España Enric Mas (Movistar) po słabym występie podczas trzynastego etapu jazdy indywidualnej na czas z metą na podjeździe pod Mirador de Ézaro, znacząco oddalił się od podium. Po etapie był bardzo krytyczny wobec samego siebie: – To była katastrofa – mówił. 

Największą przeszkodą w drodze do podium klasyfikacji generalnej tegorocznej Vuelty okazał się dla Enrica Masa etap jazdy indywidualnej na czas. Nie da się ukryć, że była to jedna z gorszych “czasówek” kolarza pochodzącego z Majorki w karierze. W tej chwili traci 3 minuty i 23 sekundy do lidera Primoža Rogliča i 2 minuty i 36 sekund do podium, które zamyka imponujący Brytyjczyk z drużyny EF Pro Cycling Hugh Carthy.

– Dla mnie dzisiejszy dzień był katastrofą. Nie mogłem znaleźć odpowiedniego rytmu, nie miałem dobrej pozycji na rowerze czasowym. Tak to już w tym sporcie jest, są dni złe i dni dobre. Nie był to dla mnie najlepszy etap, ale na pewno czegoś się po nim nauczyłem, wyciągnąłem lekcję na przyszłość

– powiedział Mas.

Drużyna Movistar jako jedyna zdecydowała się nie zmieniać roweru w strefie wyznaczonej przez organizatorów, a nieco dalej, już po pokonaniu krótkiego fragmentu finałowego podjazdu. Według kierownictwa hiszpańskiego zespołu było to legalne i także sędziowie nie widzieli w tym żadnego problemu, chociaż… ukarali dyrektora sportowego José Luisa Arrietę “za wychylanie się z pojazdu”.

– Chcieliśmy skorzystać z inercji robiąc zmianę nieco później. Według regulaminu zmiana mogła być dokonana z pomocą mechanika. Wszystko odbyło się legalnie

– powiedział dziennikowi “AS” Pablo Lastras, drugi z dyrektorów sportowych Movistaru obecnych na Vuelcie.

Spoglądając jednak na regulamin wyścigu, można dziwić się, że sędziowie nie nałożyli żadnych sankcji za ten ruch ani na Masa, ani także na drużynę Movistar. W artykule 2.4.023 czytamy bowiem: “Pojazd towarzyszący musi znajdować się minimum dziesięć metrów za kolarzem, nigdy nie może go wyprzedzać, ani także znajdować się na jego wysokości.” Tymczasem podczas transmisji telewizyjnej było widać wyraźnie, że auto, z którego zdjęto rower dla Enrica Masa, znajdował się prawie na jego wysokości, a więc nie zachowano obligatoryjnego dystansu dziesięciu metrów. Ponadto przed etapem organizatorzy wydali komunikat, w którym poinformowali, że zmiana roweru z czasowego na zwykły powinna odbyć się w specjalnie przeznaczonej do tego strefie.

Pablo Lastras powołując się więc na zapis w regulaminie, że zmiana roweru może odbyć się z pomocą mechanika, nie ma do końca racji, ponieważ dotyczy to na przykład defektu. W tym wypadku zmiana roweru była z góry zaplanowana i wynikała z charakterystyki trasy. Stąd też trzeba było zrobić to w specjalnie przygotowanej strefie, gdzie na szosie umieszczono także naklejki wskazujące członkom drużyn, do którego momentu mogą popychać zawodnika.

Pomimo porażki, jakiej doznał podczas wtorkowego etapu Enric Mas, drużyna Movistar zamierza kontynuować wyścig z podobną strategią, jak do tej pory, czyli po prostu atakować.

– Teraz myślę tylko o tym, żeby odpocząć, a jutro porozmawiamy o tym, w jaki sposób podjedziemy do kolejnych etapów Vuelty – tak, by zrobić wszystko, co w naszej mocy w kontekście walki o podium

– zakończył Mas.

Nie da się ukryć, że drużyna Movistar dostarcza nam w ostatnich sezonach wiele rozmaitych emocji, choć z reguły związanych przede wszystkim z dziwną taktyką podczas wyścigów. Trudno bowiem uzasadnić decyzję dyrektorów sportowych Movistaru o przeprowadzeniu zmiany roweru poza wyznaczoną strefą, co mogło narazić kolarza walczącego o podium klasyfikacji generalnej na karę czasową. Wydaje się, że Arieta, Lastras i spółka mają szczęście, że sędziowie i organizatorzy wyścig sprzyjają im jako gospodarzom. Nie jest to jednak sprawiedliwe wobec innych decyzji sędziów, zwłaszcza tych podejmowanych wobec o wiele mniej oczywistych wykroczeń.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments