fot. Giro d'Italia

Niezwykle trudny i jeden z decydujących etapów Giro d’Italia 2020 za nami. Cóż to były za emocje, co za walka faworytów! Dobrze, a tak poważnie, czas podsumować to, co działo się deszczowego dnia w górach. Zapraszamy na oceny.

Plusy:
American dream
Powtórzymy to, o czym pisaliśmy po etapie na Etnę. Mało kto spodziewał się, że zawodnicy EF Pro Cycling odegrają w tegorocznym Giro d’Italia jakąkolwiek rolę. Dziś podopieczni Jonathana Vaughtersa mają już dwa etapowe triumfy i niewykluczone, że w kolejnych dniach, o ile wyścig pojedzie dalej, na konto amerykańskiego teamu wpadną kolejne skalpy. Świetna jazda.

Krok ku wielkości
Kilka dni temu bardzo chwaliliśmy Filippo Gannę, po jego etapowym zwycięstwie na trudnym odcinku nr 5. Dziś na wyrazy uznania zasługuje Mikkel Bjerg, który najpierw samotnie przeskoczył do ucieczki, by później ukończyć ściganie na 3. miejscu. Niewykluczone, że także młody Duńczyk spróbuje w przyszłości swoich sił w wyścigach etapowych, jeśli jego rozwój w jeździe pod górę będzie nadal tak widoczny.

Minusy:
W grupie raźniej
Bardzo trudny, górzysty etap, zakończony stromym podjazdem w Roccaraso, miał być jednym z decydujących w tegorocznym Giro d’Italia. Choć zawodnicy startujący w wyścigu nie wiedzą, czy rywalizacja nie zakończy się już jutro, pośród faworytów na próżno było szukać jakiejkolwiek akcji zaczepnej. Ponownie oglądaliśmy do bólu nudny etap, choć wielbiciele La Corsa Rosa pewnie powiedzą, że sam rzęsisty deszcz był już ciekawy.

Bez poważnej próby
Przez ile czasu mówiło się dziś, że zaatakować ma Vincenzo Nibali? Naprawdę długo. Skończyło się jednak na bardzo krótkiej pracy zawodników Trek – Segafredo i niewielkich stratach, które nie mają praktycznie żadnego znaczenia. Doświadczony Włoch przyzwyczaił nas, że próbuje zyskać nad rywalami właśnie w złych warunkach pogodowych. Dziś nie widzieliśmy nawet poważnej próby.