Foto: ASO/Alex Broadway

Steven Kruijswijk podejmie kolejną próbę podboju Italii. Holender spróbuje wygrać, choć nie ścigał się od ponad miesiąca.

Dla kolarza, który przez całą swoją karierę związany jest z zespołem, znanym obecnie jako Jumbo-Visma, ten sezon nie jest jak na razie równie udany, co poprzedni. Jak do tej pory wystartował jedynie w dwóch wyścigach – Tour de l’Ain i Criterium du Dauphine.

W obu pozostawał w cieniu Primoża Roglicia, a ten drugi zakończył w najgorszy z możliwych sposobów – kraksą, która pozbawiła go szansy na występ w Tour de France i przyczyniła się do jego absencji w mistrzostwach świata. Z tego powodu jego występ w Giro jest pewną niewiadomą.

Musimy być skoncentrowani już w pierwszym tygodniu. Już trzeci etap będzie kończył się podjazdem. To będzie dla mnie pierwszy test, który pokaże mi, jak tak naprawdę wygląda moja dyspozycja. W tym roku mało się ścigałem, więc w tym momencie trudno mi powiedzieć, jak ona wygląda

– mówił Spaziociclismo.

Holenderski kolarz ma z włoskim wyścigiem słodko-gorzkie wspomnienia. Z jednej strony, to właśnie tu po raz pierwszy zameldował się w czołowej “10” wielkiego touru (2011 rok) i właśnie tu pierwszy raz poważnie włączył się do walki o zwycięstwo (2016 rok). Z drugiej, chyba wszyscy pamiętamy jego feralny upadek na 19. etapie tamtego wyścigu, który zepchnął go z pierwszego na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej.

Po raz ostatni na trasie Giro zobaczyliśmy go w 2017 roku – wtedy nie dojechał do mety, choć po 19. etapie zajmował miejsce w top 10. Z różowym wyścigiem ma więc kilka niezałatwionych spraw. Czy uda mu się zmienić ten stan rzeczy w tym roku? Jeśli tylko Holendrowi udało się wypracować odpowiednio wysoką dyspozycję, trasa nie powinna być dla niego większym problemem.

Profile etapów bardzo mi się podobają. Jest sporo podjazdów, ale są też odcinki jazdy indywidualnej na czas. Mimo wszystko i tak o wszystkim zadecyduje ostatni tydzień

– zapowiada Holender.