fot. BORA- hansgrohe/Bettini Foto

Rafał Majka był dziś bardzo mocny na etapie kończącym się na Etnie. Zajął 6. miejsce i zdecydowanie zwiększył swoje szanse na zajęcie wysokiej lokaty w całym Giro d’Italia.

Polak przystępował do wspinaczki na szczyt słynnego wulkanu, który miał być siedzibą Hefajstosa, dwa dni po nie najlepszym występie w jeździe indywidualnej na czas. Kiepskie warunki, a pewnie także słabsza dyspozycja dnia sprawiły, że Polak skończył tamte zmagania z najsłabszym czasem spośród kolarzy walczących o zwycięstwo w Giro d’Italia.

Do Gerainta Thomasa, przez wielu wskazywanego w roli faworyta numer jeden wyścigu, stracił na 15-kilometrowej próbie czasowej minutę i 37 minut. Dziś jednak nic z tej straty nie pozostało. Zwycięzca Tour de France z 2018 roku i jego zdecydowanie młodszy rodak – Simon Yates (kolejny wielki wygrany czasówki) stracili dziś bardzo dużo czasu.

Natomiast Polak znalazł się dziś w czteroosobowej grupie faworytów i na metę przyjechał wraz z Vincenzo Nibalim, Jakobem Fuglsangiem i Domenico Pozzovivo, zaledwie 12 sekund za innym kandydatem do wysokich lokat – Wilco Keldermanem. Polak przyznaje, że sporą rolę w tym jego wyniku odegrała drużyna, która dziś zapewniła mu bardzo duże wsparcie.

To był pierwszy górski etap Giro d’Italia, więc musiałem sprawdzić swoje nogi. Zespół odwalił dziś kawał dobrej roboty. Matteo Fabbro i Paweł Poljański byli dziś bardzo mocni i wykorzystali to, by mi pomóc

– mówił kolarz z Zegartowic po zakończeniu etapu.

Trudno się spodziewać, by jutrzejszy etap przyniósł nam równie dużo emocji – jego ostatnie kilkadziesiąt kilometrów jest raczej płaskie. A choć w kolejnych dniach czeka nas jeszcze kilka trudnych etapów, to wszystko i tak powinno rozstrzygnąć dopiero w trzecim tygodniu. To jednak nie powinno nas martwić, ponieważ dyspozycja Polaka wciąż rośnie.

To mój pierwszy wyścig po niedawnym zgrupowaniu na Etnie. Moja forma jest coraz lepsza i myślę, że w ciągu kolejnych etapów również powinienem wyglądać bardzo dobrze 

– zapowiedział