fot. Ineos

Kto się spodziewał, że już trzeciego dnia rywalizacji największy faworyt do zwycięstwa w Giro d’Italia 2020 poniesie gigantyczne straty? La Corsa Rosa ponownie nas zaskakuje. Czas na oceny.

Plusy:
No fear, no rules
Kiedy poznaliśmy skład ekipy EF Pro Cycling na tegoroczne Giro, byliśmy praktycznie pewni, że podopiecznym Jonathana Vaughtersa będzie bardzo trudno o jakikolwiek skalp. Nie mogliśmy się bardziej mylić. Już na pierwszym bardzo trudnym etapie po zwycięstwo sięgnął niezwykle waleczny Jonathan Caicedo, dla którego jest to zdecydowanie największy sukces w karierze. Co więcej, zważając na układ trasy wyścigu, niewykluczone, że Ekwadorczyk będzie względnie długo walczył o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej. Nieźle!

Zwycięstwo doświadczenia
Z całej zgrai zawodników, którzy mieli liczyć się w klasyfikacji generalnej całego wyścigu, zaledwie 4 pojechało dziś zgodnie z oczekiwaniami. Mowa o Jakobie Fuglsangu, Vincenzo Nibalim (w przypadku tej dwójki szczególnie), Rafale Majce i Stevenie Kruijswijku. Doświadczeni zawodnicy wykonali dziś swoją pracę praktycznie perfekcyjnie, nie tylko utrzymując się w czubie GC, ale także zrywając z koła kilku bardzo niebezpiecznych rywali. Cel na dziś wykonany w 100%.

Ostatnia szansa
Już przed wyścigiem pisaliśmy, że dla Wilco Keldermana będzie to wyścig ostatniej szansy. Jeśli podczas tegorocznego Giro d’Italia zabraknie go w czołówce, praktycznie na pewno Holender pożegna się z możliwością liderowania zespołowi na Wielkim Tourze. Póki co jednak jeden z największych holenderskich talentów ostatnich lat jedzie szybko i skutecznie. Dziś udało mu się nawet zyskać kilka cennych sekund nad innymi faworytami, co pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Młode wilki
Obok doświadczonych koni, które doskonale wiedzą jak rozegrać trzytygodniowy wyścig, trzeba też jednak pamiętać o młodych wilkach, które jadąc bardzo agresywnie mogą porządnie rozruszać wyścig. Dziś przede wszystkim należy pochylić się nad Harmem Vanhoucke (którego wymienialiśmy w szerokim gronie faworytów) oraz Joao Almeidą. Obaj pojechali znakomity etap i pokazali, że miejsce w czołówce wcale nie musi być w ich przypadku zaskoczeniem. Może i na Giro d’Italia 2020 młodzież pokaże starszyźnie gdzie jej miejsce?

Wolność ponad taktyką
Wszyscy doskonale wiemy, jak wielkim memem w ostatnich latach stała się ekipa Movistar, dysponująca potwornie silnym składem. W tym roku, kiedy mocy w hiszpańskim teamie jest mniej, ich jazda wydaje się być zdecydowanie lepsza. Wydawało się, że na Giro d’Italia Eusebio Unzue i spółka poszukają “zaledwie” zwycięstw etapowych, lecz prawda jest zupełnie inna. Na trudnym podjeździe znakomicie zaprezentowali się bowiem Antonio Pedrero i Sergio Samitier, którzy w ogólnym rozrachunku mogą zakręcić się nawet w okolicach czołowej “10”.

Minusy:
Efekt motyla
Choć z bólem, w minusach musi znaleźć się największy pechowiec dzisiejszego etapu, Geraint Thomas. Walijczyk zanotował bardzo bolesną kraksę, spowodowaną leżącym na szosie bidonem. Można więc przyznać, że samotna butelka z wodą, walająca się po szerzej nieznanej miejscowości na Sycylii, zniszczyła drugi Wielki Tour największemu kolarskiemu zespołowi na świecie. Ciągi przyczynowo-skutkowe są jednak bezduszne.

Powtórka z rozrywki
Choć Simon Yates wciąż należy do ścisłej czołówki specjalistów od wyścigów wieloetapowych, znów coś poszło nie tak. Tym razem Brytyjczyk najprawdopodobniej nie trafił z formą, wystrzeliwując całą amunicję podczas niedawno zakończonego Tirreno – Adriatico. Dzisiejsze straty, choć wciąż są do odrobienia, bardzo utrudnią walkę liderowi Mitchelton – Scott o Magia Rosa.