fot. Giro d'Italia

Jonathan Caicedo miał dziś swój wielki dzień. Wygrał 3. etap i był o krok od objęcia prowadzenia w klasyfikacji generalnej. Ostatecznie minimalnie przegrywa w niej z Joao Almeidą.

Ekwadorczyk wygrał dzięki udziałowi w akcji, która początkowo nie wyglądała na mającą wielkie szanse powodzenia. Jednak delikatna ospałość faworytów spowodowała, że ostatecznie ucieczka z nim w składzie wypracowała sobie dość sporą przewagę – oczywiście nie na tyle dużą, by 27-letni kolarz mógł być pewny tego, że on i jego towarzysze dojadą do mety.

Ze sporej – ośmioosobowej ucieczki, udało się to tylko jemu i Giovanniemu Viscontiemu, którego zresztą zgubił na około 5 kilometrów do mety i samotnie pognał po zwycięstwo.

Od rana planowaliśmy z ekipą ten odjazd. Chcieliśmy zaatakować i zobaczyć, co się stanie. Koledzy wykonali swoje zadania, natomiast ze mną bywało dziś różnie. Długo czułem się dobrze, ale miałem także takie momenty, w których chciałem się poddać. W końcu, gdy zobaczyłem, że Visconti zostaje z tyłu, uwierzyłem że jestem w stanie to wygrać. Dlatego przyspieszyłem

– opowiadał po wszystkim

Był uradowany. Wygrał etap i objął prowadzenie w klasyfikacji górskiej. Do pełni szczęścia zabrakło mu jedynie Maglia Rosa. Było blisko, by dziś udało mu się sięgnąć także po nią. Przez długi czas jego przewaga oscylowała w okolicach 1:30-1:40, co oznaczało, że jest na dobrej drodze do tego, by objąć prowadzenie w klasyfikacji generalnej.

Ostatecznie przyspieszenie faworytów spowodowało, że Ekwadorczyk stracił część swojej przewagi i ostatecznie nowym właścicielem różowej koszulki został Joao Almeida (ma dokładnie taki sam czas co Caicedo – wygrywa tylko dzięki dziesiątym sekundy wywalczonym podczas sekundy), który tym samym został pierwszym portugalskim liderem w historii Giro d’Italia.

Dziś zawodnik Deceunincku-Quick Step spisał się naprawdę dobrze. Wprawdzie nie udało mu się zabrać w akcję, w której wzięli udział zdecydowanie bardziej doświadczeni od niego: Rafał Majka, Vincenzo Nibali, Domenico Pozzovivo i Jakob Fuglsang (oprócz Majki wszyscy starsi od niego o ponad dekadę), ale przyjechał zaledwie 12 sekund po nich. To oraz świetny występ na sobotniej czasówce dały mu pozycję lidera.

Czułem się dobrze od samego początku. Jedynie pod koniec trochę cierpiałem. Jestem teraz liderem – nigdy w życiu nie spodziewałem się, że kiedyś osiągnę taki sukces. Już teraz jestem bardzo szczęśliwy, ale potrzebuję czasu, by zrozumieć to, co się stało. Moi koledzy z ekipy również są bardzo silni – to może być dobre Giro!

– zakończył Portugalczyk.