fot. INEOS Grenadiers

Zgodnie z oczekiwaniami, Michał Kwiatkowski był najlepszym z Polaków w wyścigu ze startu wspólnego na mistrzostwach świata we włoskiej Imoli. “Kwiato” w końcówce jechał w kilkuosobowej grupie pościgowej, która goniła Juliana Alaphilippe’a. Francuz nie dał się jednak złapać i sięgnął po złoty medal i tęczową koszulkę. W finiszu o drugie miejsce Kwiatkowski uległ jedynie Woutowi van Aertowi (Belgia) i Marcowi Hirschiemu (Szwajcaria), który “o włos” pokonał Polaka.

Michał Kwiatkowski potwierdził świetną formę z Tour de France i pojechał fantastyczny wyścig. Praktycznie przez cały czas jechał w czubie peletonu, a na ostatnim podjeździe próbował odjechać od małej grupki.

Myślałem, że mistrzostwo świata jest w zasięgu, i że współpracując dojdziemy Juliana, dlatego się nie oszczędzałem, bo wierzyłem, że mistrzostwo świata jest bardziej wartościowe od jakiegokolwiek medalu, dlatego nie kalkulowałem za bardzo. Ostatecznie skończyłem czwarty, więc niedosyt jest, że niewiele zabrakło do medalu. No ale takie jest kolarstwo. PRZEDE wszystkim myślałem o zwycięstwie, szkoda, że pojechało. Dzisiaj naprawdę dobrze się czułem, natomiast Julian miał jeszcze to coś i na pewno wygrał zasłużenie. Był dzisiaj najmocniejszy. Nie mogę być zadowolony, że skończyłem na czwartym miejscu, natomiast jeżeli widzę wygrywającego Juliana, to znając go na pewno będzie mistrzem świata.

– powiedział “Kwiato” w powyścigowym wywiadzie dla TVP Sport.

W pierwszej części wyścigu, nasi reprezentanci jechali na wysokich pozycjach w peletonie i kontrolowali sytuację. Niestety, na około 70 kilometrów do mety Michał Kwiatkowski był jedynym “Biało-Czerwonym” w głównej grupie.

Chłopaki zrobili, co mogli i jestem pod wrażeniem tego, co byli w stanie zrobić, bo jechałem cały wyścig na 20./30. pozycji, więc komfortowo mogłem go przejechać. Pierwszą rundę pojechałem z tyłu, żeby zobaczyć czy w ogóle jest sens zjeżdżać na tyły peletonu. Tam było dużo ciężej, więc zdecydowaliśmy się jechać z przodu, dlatego wielkie dzięki dla wszystkich chłopaków z kadry, dlatego bo zrobili co mogli i nawet jeżeli nie było ich później, to wiedziałem, gdzie mam się znaleźć i inni kolarze też szanowali to, że jestem z przodu, bo byłem tam od początku, więc powinienem być tam też na finiszu.

– mówił “na gorąco” Michał Kwiatkowski.

W końcowej fazie zmagań, Michał Kwiatkowski musiał korzystać z pracy zawodników z innych reprezentacji, w tym swojego kolegi z ekipy INEOS Grenadiers – Luke’a Rowe’a.

Znam Luke’a, znam innych kolarzy, wiem w jakim stylu się ścigają. Chociażby Luke Rowe jest takim kolarzem, za którym warto się ustawiać, bo daje z siebie wszystko do ostatnich metrów tam, gdzie może i świetnie rozprowadzał Toma Pidcocka. Musiałem się odnaleźć w tym wszystkim, nie mogłem tego zawalić, mimo że w końcówce byłem osamotniony, wiedziałem co mam robić.

Na finiszu z grupki pościgowej na torze w Imoli bezkonkurencyjny okazał się rewelacyjny w tym sezonie Wout van Aert. O brązowym medalu zadecydowały centymetry. Niestety, na naszą niekorzyść, Marcowi Hirschiemu udało się pokonać Michała Kwiatkowskiego.

Nie byłem w stanie wystawić koła Hirschiemu, więc od razu wiedziałem, że byłem czwarty. Medal był o włos, może gdybym trochę później zaczął wychodzić, trochę więcej czasu spędził na jego kole, może byłoby inaczej.

– tłumaczył Michał Kwiatkowski.

Byłem tu bardzo zmotywowany, wszyscy byli zmotywowani, żeby tu dzisiaj powalczyć. Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy tu się pojawili i dawali z siebie wszystko. Tworzyliśmy fajną, zgraną paczkę od samego startu i to mnie napawało super optymizmem. Wyścig był otwarty, fajnie było być znowu w grze, jeszcze trochę wyścigów zostało do końca sezonu. Mam nadzieję, że skoro nie tutaj, to uda się wykorzystać tę formę w następnych wyścigach.

– zakończył Kwiatkowski.