fot. A.S.O./ Alex Broadway

Niestety tegoroczna Wielka Pętla przeszła już do historii. Przez 3 tygodnie walka o triumf w Paryżu była niezwykle interesująca, dzięki czemu triumfatora imprezy poznaliśmy dopiero na 20. etapie. Czas na podsumowujące wyścig oceny.

Plusy:
Złote dziecko
Nie da się podsumować tegorocznego Tour de France bez wielkiego wychwalania Tadeja Pogacara. Młodziutki Słoweniec, co już wielokrotnie powtarzaliśmy, przyjechał na wyścig po naukę, a ostatecznie sięgnął po największy sukces w karierze, który z pewnością w przyszłości będzie w stanie niejednokrotnie powtórzyć. Nie licząc pechowej straty na wiatrach, już 22-letni kolarz pojechał perfekcyjny wyścig, co szczególnie udowodnił podczas czasówki na La Planche des Belles Filles. Wybitny występ lidera UAE Team Emirates.

Rock’n’roll
Kiedy przed wyścigiem ktoś powiedziałby, że tak znakomity występ zanotuje ekipa Sunweb, pewnie większość z nas popukałaby się w czoło. Zawodnicy niemieckiego teamu, z duetem Hirschi – Kragh Andersen na czele, byli niezwykle widoczni przez cały wyścig, zabierając się w każdą interesującą akcję, próbując też swoich sił na płaskich finiszach. Nawet bez Michaela Matthewsa, Sunweb zdołał bardzo mocno odcisnąć się na Wielkiej Pętli, co pozwoli im na długo pozostać w naszej pamięci.

Perfekcyjny, choć przegrany
Nie da się ukryć, że największymi przegranymi w całym wyścigu są kolarze i dyrektorzy ekipy Jumbo – Visma. Analizując cały wyścig wydaje się bowiem, że nie popełnili oni absolutnie żadnego błędu. Przez 21 etapów sytuacja była pod pełną kontrolą holenderskiego teamu, a mimo to zwycięstwo w całej imprezie wymsknęło im się z rąk. Trzeba jednak przyznać, że żółto-czarni są nową najmocniejszą siłą w peletonie i przez co najmniej kilka lat możemy się spodziewać, że uda im się utrzymać na szczycie.

W końcu!
To naprawdę niesamowite, jak długo przyszło nam czekać na pierwsze etapowe zwycięstwo Michała Kwiatkowskiego na trasie Tour de France. Mistrz świata z Ponferrady dał nam naprawdę dużo radości na etapie nr 18, w piękny sposób odjeżdżając rywalom wraz z Richardem Carapazem i przekraczając linię mety na pierwszej pozycji. W tym miejscu warto wspomnieć, że jest to szóste zwycięstwo Polaka na trasie Wielkiej Pętli w całej jej historii, w tym piąte w ciągu ostatnich 6 lat. Żyjemy w naprawdę pięknych czasach.

Zielony koszul na zielonej wyspie
Po raz pierwszy od 2012 roku walka o zieloną koszulkę lidera klasyfikacji punktowej była naprawdę interesująca. Przez cały wyścig Sam Bennett i Peter Sagan (z nieco mniejszym udziałem Matteo Trentina) testowali się zarówno na metach poszczególnych etapów, jak i lotnych finiszach, często wpływając na obraz całych odcinków. Z matematycznego punktu widzenia, rywalizacja zakończyła się dopiero w Paryżu co pokazuje, z jak nową sytuacją mieliśmy do czynienia.

Minusy:
Detronizacja króla
Po zeszłorocznym szaleństwie w Kolumbii, tym razem nie było już śladu. Egan Bernal, będąc jednym z faworytów do wygrania tegorocznej Wielkiej Pętli, zawiódł wielu swoich kibiców, najpierw notując bardzo duże straty na podjeździe pod Grand Colombier, a później całkowicie wycofując się z wyścigu. Niestety, 23-letni zawodnik był całkowicie bez formy, co nie pozwoliło mu walczyć o najwyższe cele. Szkoda, tym bardziej, że jego osoba, wraz z całym zespołem Ineos Grenadiers, mogłaby sporo namieszać w trzecim tygodniu rywalizacji.

Pomarańcza niezgody
Choć kolarze ekipy CCC byli w tegorocznym wyścigu dość widoczni, w szczególności za sprawą ucieczek, podopiecznym Dariusza Miłka zabrakło postawienia kropki nad „i”. Ostatecznie żaden z zawodników nawet dobrze nie zbliżył się do triumfu, co bardzo zabolało polskich kibiców, tym bardziej, że szans było co najmniej kilka. Najbardziej zawiodła współpraca na linii Matteo Trentin – Greg van Avermaet, której na dobrą sprawę nie było wcale. Tym samym CCC żegna się po dwóch latach z Tour de France bez żadnego etapowego triumfu.

Trójkolorowy zawód
Po zeszłorocznym, bardzo udanym dla Francuzów wyścigu, gospodarze największej kolarskiej imprezy na świecie bardzo liczyli na dobry występ swoich kolarzy. Niestety skończyło się na chęciach. Bardzo szybko z walki o najwyższe cele odpadł Thibaut Pinot. Później z kolei kraksę zanotował Romain Bardet, który nie ukończył rywalizacji. Jedyną nadzieją na dobre miejsce w generalce był więc Guillaume Martin, który w drugiej części wyścigu nie wytrzymywał już tempa najmocniejszych kolarzy w stawce. Tym razem Francuzi zawiedli i pozostaje liczyć, że przyszłoroczna trasa nie będzie skrajana pod nich.

Krówka ciągutka
W ostatnich latach, kiedy tylko peleton wjeżdżał w trudniejszy teren, prowadzenie w klasyfikacji górskiej przejmował zawodnik, który długo był w stanie bronić trykotu. Tym razem sytuacja była zgoła inna, gdyż aż do Alp w koszulce najlepszego górala jechał Benoit Cosnefroy, który z całym szacunkiem do jego niemałych umiejętności, wspinaczem jest raczej kiepskim. Dopiero etap na Col de la Loze przewrócił układ tabeli, który do końca wyścigu był już tylko dopieszczany.