fot. ASO / Pauline Ballet

Dzisiejszym występem na Col de la Loze, Tadej Pogacar przybliżył się do miejsca na podium tegorocznego Tour de France. Słoweniec wciąż jednak wierzy w zwycięstwo w klasyfikacji generalnej.

Mimo buńczucznych zapowiedzi, Tadej Pogacar nie zdołał na królewskim etapie Tour de France odrobić choćby sekundy do prowadzącego w wyścigu Primoza Roglica. Co więcej, do 21-letniego kolarza zbliżył się mocno dzisiejszy zwycięzca Miguel Angel Lopez. Lider ekipy UAE Team Emirates wciąż jednak wierzy w zwycięstwo w całym wyścigu i zapowiada walkę na ostatnim z alpejskich etapów.

Niestety straciłem kilka sekund na niezwykle stromych fragmentach dzisiejszego podjazdu do mety. Zrobiłem co mogłem, lecz dwóch zawodników było ode mnie lepszych. Nie był to jednak zły dzień. Walka jeszcze się nie skończyła. Jutro czeka nas kolejny bardzo trudny etap, więc możemy spodziewać się ataków. Wciąż mogę stracić miejsce na podium, jak i spróbować awansować na prowadzenie. Na pewno będę próbował do samego końca

– powiedział Pogacar.

Na jutrzejszym etapie nie zabraknie trudnych podjazdów. Kluczowa wydaje się być wspinaczka na Plateau de Glieres, która zakończy się 32 kilometry przed metą.