fot. ASO / Pauline Ballet

Królewski etap tegorocznego Tour de France jest już za nami. Zgodnie z przewidywaniami, finałowy podjazd pod Col de la Loze mocno namieszał w klasyfikacji generalnej. Czas na oceny.

Plusy:
Otwarte drzwi
Po raz pierwszy w tegorocznym Tour de France znalazł się zawodnik mocniejszy w górach od Primoza Roglica i Tadeja Pogacara. Miguel Angel Lopez pojechał naprawdę znakomity etap, otwierając sobie drzwi prowadzące na podium w Paryżu. Przewaga, jaką Kolumbijczyk wypracował nad Richie Porte czy Rigoberto Uranem powinna mu wystarczyć nawet wliczając sobotnią czasówkę. Wiele więc będzie zależeć od czwartkowego ścigania w Alpach, które także zapowiada się interesująco.

Zaliczony test
Choć rywale robili dziś naprawdę dużo, by utrudnić ściganie Primozowi Roglicowi, Słoweniec do samego końca kontrolował sytuację, robiąc milowy krok w kierunku założenia żółtej koszulki na podium w Paryżu. Jeśli tylko jutro zespół pomoże mu odpowiednio przypilnować największych rywali, niespełna 31-letni zawodnik będzie już na autostradzie do zwycięstwa.

Nieszczęśliwie dobry
Skoro wspominaliśmy już o odwiecznym pechu, z jakim walczy Richie Porte, tym razem, kiedy Australijczyk jedzie naprawdę wybitny Tour, jednym dobrym etapem uciekł mu Miguel Angel Lopez, który prawdopodobnie zgarnie miejsce na najniższym stopniu podium. Tym samym lider ekipy Trek – Segafredo, jeśli jutro wiele się nie zmieni, będzie musiał zadowolić się czwartym miejscem, a szkoda.

Dumna próba
Choć ostatecznie praca ekipy Bahrain – McLaren nie przyniosła efektu, a wręcz zagrała przeciwko Mikelowi Landzie, zawodnikom wspomnianego zespołu należą się dziś duże brawa. Kiedy absolutnie nikt nie chciał nawet spróbować zmęczyć ekipy Jumbo – Visma, Bask i jego pomocnicy postanowili nieco podnieść temperaturę, marząc jeszcze o miejscu w czołowej trójce klasyfikacji generalnej. Niestety nie udało się, lecz jak to mawia się w przypadku polskich klubów piłkarskich, brawa za walkę.

Minusy:
Dwie informacje
Kiedy Kolumbijczycy zaczną dziś wracać z pracy, czekać będą na nich dwie informacje – dobra i zła. Dobra, to oczywiście zwycięstwo etapowe Miguela Angela Lopeza. Zła – wycofanie się Egana Bernala (można było jeszcze liczyć na jego walkę o etap) i ogromne straty Nairo Quintany. Ci dwaj, na których przed wyścigiem liczyło się najbardziej, mogą zaliczyć tegoroczny Tour jako jeden z najgorszych w karierach.

Słabszy niż myśli
Skoro pochwaliliśmy już zawodników Bahrain – McLaren, teraz czas powiedzieć kilka cierpkich słów o ich liderze, Mikelu Landzie. Choć wiadome jest, że Bask to naprawdę dobry góral, stawianie go w roli zawodnika walczącego o podium Wielkiego Touru jest jednak ciut naciągane. Żaden z największych kolarzy nie pozwoliłby sobie na to, by po tak ciężkiej pracy kolegów, nawet nie spróbować akcji zaczepnej. Parafrazując słowa Dariusza Baranowskiego – nie masz siły? Zaatakuj! Tego nam dziś zabrakło i to nawet jeszcze na nieco łatwiejszej części podjazdu na Col de la Loze.

Czerwony ze złości
Choć w końcówce dzisiejszego etapu Richard Carapaz był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem z ucieczki, który zasłużył na tytuł najbardziej walecznego, sędziowie przyznali tradycyjny czerwony numer Julianowi Alaphilippe. Wydaje nam się, że jest to decyzja o tyle niedorzeczna, że Ekwadorczyk ma prawo być jutro na starcie czerwony ze złości.