fot. ASO/Alex Broadway

Zaledwie 22-letni Szwajcar po fantastycznej, 90-kilometrowej “solowej” akcji na dziewiątym etapie Tour de France niestety został doścignięty przez czwórkę liderów i pokonany w sprincie przez Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates) i Primoža Rogliča (Jumbo-Visma).

Zawodnik zespołu Sunweb bez wątpienia jedzie świetny wyścig w swoim debiucie w Wielkim Tourze. Podczas drugiego etapu w Nicei na Promenadzie Anglików musiał uznać wyższość tylko Juliana Alaphilippe’a (Deceuninck-Quick-Step). Natomiast podczas drugiego pirenejskiego odcinka został doścignięty na ostatnich kilometrach przez: Tadeja Pogačara, Primoža Rogliča, Egana Bernala (INEOS Grenadiers) oraz Mikela Landę (Bahrain-McLaren) i pokonany przez Słoweńców w finałowym sprincie. Hirschi był bardzo rozczarowany, że po raz kolejny zabrakło mu, tak niewiele do etapowego sukcesu.

Wiedzieliśmy, że muszę się skupić na swoim planie, ponieważ nie mogliśmy wpłynąć na to, co zrobi peleton. Jedyne, co mogłem zrobić, to skupić się na planie i jak najszybciej dotrzeć do mety. Dzisiejszy dzień nie był taki jak wczoraj, gdy peleton pozwolił odjechać ucieczce, więc wielka szkoda. Jestem bardzo szczęśliwy z tego, jak wygląda moja dyspozycja i jak mi tu idzie, ale dwukrotnie byłem bliski zwycięstwa, więc jest mi bardzo smutno, że dzisiaj nie wygraliśmy. Zostały jeszcze dwa tygodnie, więc spróbujemy powalczyć po raz kolejny

– mówił na mecie mistrz świata młodzieżowców z Innsbrucka z 2018 roku.

Szwajcar po swojej imponującej jeździe na pewno będzie chciał zabrać się następny raz w odpowiedni odjazd i powalczyć o pierwsze zwycięstwo w swojej zawodowej karierze na tegorocznej “Wielkiej Pętli”. Pierwszą okazję Marc Hirschi powinien otrzymać w drugim tygodniu Tour de France podczas pagórkowatych etapów w Masywie Centralnym, na których harcownicy mogą mieć duże szanse na dojazd do linii mety przed peletonem.