Primož Roglič (Jumbo-Visma) zafiniszował po drugie miejsce na dziewiątym etapie wyścigu Tour de France i przejął maillot jaune od Adama Yatesa (Mitchelton-Scott). Słoweniec ma teraz 21 sekund przewagi nad drugim Eganem Bernalem (INEOS Grenadiers). 

Roglič wygrał w 2018 roku w Laruns, ale tym razem zajął drugie miejsce. Pomimo przegranej na etapie ma powody do radości, ponieważ dzięki temu, że nie zaliczył nawet jednego momentu słabości, objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej.

– To był szybki i trudny etap. Każdy był niesamowicie zmotywowany, aby zdobyć żółtą koszulkę. Moi koledzy przez cały dzień wykonywali bardzo dobrą pracę. To jest piękna koszulka. Jestem bardzo szczęśliwy. Każdy marzy o tym, aby mieć ją w swoich rękach, a ponadto jest ona znakomitym docenieniem pracy całego zespołu. Musimy kontynuować naszą wspaniałą pracę i mam nadzieję, że w Paryżu wciąż będę ją miał na sobie. Po tak ciężkim etapie, zdecydowanie zasługujemy na dzień odpoczynku

– powiedział na mecie w Laruns Primož Roglič.

Spoglądając na postawę drużyny Jumbo-Visma i dyspozycję mistrza Słowenii nie da się ukryć, że podopieczni Richarda Plugge są na najlepszej drodze do zwycięstwa w tegorocznym Tour de France, choć do Paryża droga daleka.

Podczas pirenejskich etapów Primož Roglič był na najlepszej pozycji, jeśli idzie o pomocników. Swoje ambicje poświęcił dla niego dwukrotnie drugi w Tour de France Tom Dumoulin, a Woutowi Van Aertowi w nadawaniu tempa na podjazdach nie przeszkadzają dwa zwycięstwa etapowe w kieszeni. Poza tym Słoweniec ma do dyspozycji jeszcze chociażby znakomitego górala Seppa Kussa, zwycięzcę etapowego w tegorocznym wyścigu Dauphiné.

Warto odnotować, że czerwoną koszulkę lidera klasyfikacji generalnej wyścigu Vuelta a España, który Roglič wygrał w ubiegłym roku, założył w Pau, skąd wyruszył niedzielny etap Tour de France. Wówczas nie oddał jej do Madrytu. Czy tak samo będzie z maillot jaune? Zobaczymy.