fot. Stuart Franklin/Getty Images Sport

Walijczyk z drużyny INEOS Grenadiers skrytykował po pierwszym etapie Tour de France zachowanie ekipy Astany, która na drugim zjeździe z Côte de Rimiez wbrew apelom zwłaszcza Tony’ego Martina (Jumbo-Visma) przyśpieszyła, co na niebezpiecznym, mokrym zjeździe skutkowało kraksą jej lidera Miguela Ángela Lópeza.

Obrazki z pierwszego etapu wokół Nicei na tegorocznej “Wielkiej Pętli” na długo powinny się nam kojarzyć z ogromną liczbą kraks. Powodem był lejący deszcz, który nad Lazurowym Wybrzeżem padał po raz pierwszy od dłuższego czasu o czym wspomniał Luke Rowe w rozmowie po przekroczeniu linii mety.

Myślę, że problem polega na tym, że dosłownie nie padało tutaj od dwóch lub trzech miesięcy. Gdy zaczyna padać po takim czasie wówczas na drodze jest jak na lodzie. Myślę, że większość drużyn, co najmniej połowa z nich miała dziś kontakt z asfaltem. Na szczęście ten dzień minął

– mówił “grenadier” z ekipy INEOS.

Wspomnianemu “pogromowi” na trasie starali się zażegnać zawodnicy prawie wszystkich zespołów, co w charakterystyczny sposób pokazał Tony Martin. “Czarną owcą” peletonu została, jednak kazachska drużyna Astana.

Muszę powiedzieć chapeau bas całemu peletonowi, z wyjątkiem Astany, która na zjeździe przyspieszyła, a w rezultacie ich lider zespołu miał kraksę. Robiąc to wyszli całkiem na głupców, ale poza nimi chapeau bas dla całego peletonu

– dodał Walijczyk.

Na komentarz w tej sprawie oczywiście zdecydował się też wspomniany wcześniej “Superman” Miguel Ángel López.

Na trasie, która była niebezpieczna było mnóstwo wypadków, a na zjazdach było dużo białej farby i plam oleju oraz oczywiście było dużo napięcia potęgowanego przez padający deszcz. Podczas ostatniego dziś zjazdu moje tylne koło wpadło w poślizg na białej linii, ale udało mi się wyjść z tego bez szwanku, bez żadnych obrażeń, o które bym się martwił, pomimo tego, że uderzyłem w znak drogowy

– usprawiedliwiał siebie i swoją drużynę Kolumbijczyk.

Miejmy nadzieję, że w dalszej części wyścigu nie będziemy musieli oglądać tego typu obrazków, które mogą zrujnować wielomiesięczne przygotowania kolarzy do Tour de France.