fot. BORA-hansgrohe / bettiniphoto

Sobotni wyścig Il Lombardia nie zakończył się dla Maximiliana Schachmanna w najlepszy sposób. Kilka dni po nieprzyjemnym upadku Niemiec narzeka na poziom bezpieczeństwa podczas wielu imprez na całym świecie.

Jak wszyscy doskonale pamiętamy, na ostatnich kilometrach wyścigu dookoła Lombardii na trasę wdarł się prywatny samochód, w który uderzył rozpędzony kolarz BORA – hansgrohe. Ostatecznie Schachmann skończył z „jedynie” złamanym obojczykiem, lecz jego wypadek był jednym z tych, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Odpoczywając w domu Niemiec bardzo jasno przyznał, że czas w końcu coś zrobić z poziomem zabezpieczenia wielu wyścigów.

Mogę bez końca sprawdzać swojego maila, lecz wciąż nie ma tam żadnej wiadomości od UCI, RCS czy CPA. Widziałem tylko jednego tweeta Międzynarodowej Unii, ale to wszystko. Z jednej strony cieszę się, że jestem już blisko powrotu na trenażer, lecz z drugiej, po tak długiej przerwie, mój sezon znów jest przerwany przez zderzenie z samochodem, którego w tym miejscu w ogóle nie powinno być, co już wygląda dużo gorzej. Wciąż zastanawiam się nad tym, czy nie ubiegać się o odszkodowanie od RCS, lecz nie chcę w ten sposób stać się bogaty. Po prostu liczę, że wyścigi staną się bezpieczniejsze. Nie wiem co teraz zrobię, ale rozmawiam z mediami po to, by coś przekazać światu. Kolarstwo potrzebuje zmian

– powiedział Schachmann w rozmowie z cyclingnews.com

Na ten moment nie wiadomo, do kiedy Niemiec będzie musiał odpuścić ściganie, choć mówi się o zaledwie 3 tygodniach przerwy, co pozwoliłoby mu wystartować w jeszcze wielu bardzo ważnych wyścigach w sezonie 2020.