fot. Getty Images Sport

Aleksandr Vlasov wygrał wczoraj Giro dell’Emilia. Był to jego kolejny duży sukces w tym roku.

Rosjanin stał się jedną z rewelacji tego sezonu. Zaledwie cztery dni temu, podczas Il Lombardia sięgnął po podium i wydatnie przyczynił się do zwycięstwa Jakoba Fuglsanga. To wcale nie był to jego pierwszy wielki sukces odkąd kilka miesięcy temu podpisał kontrakt z Astaną.

W tym sezonie 24-latek wystąpił już w sześciu wyścigach i tylko raz – w Gran Piemonte nie zameldował się na podium – zajął… 4. miejsce. Wygrywał etapy Tour de la Provence i Mont Ventoux Denivele Challenge, jednak Giro dell’Emilia, to wyścig zdecydowanie bardziej prestiżowy niż te dwa poprzednie.

Jestem taki szczęśliwy… Przede wszystkim chciałbym podziękować swojemu zespołowi, a także naszemu głównemu sponsorowi – Semruk-Kazyna. Czułem się dziś świetnie, a dzisiejsza trasa bardzo pasowała do moich predyspozycji. Dlatego podczas finałowego podjazdu pod San Luca, postanowiłem spróbować swoich sił. Gdy miałem niewielką przewagę, Zdecydowałem się jeszcze docisnąć. Już sobota była dla mnie świetna, a teraz mam świadomość, że wyjadę z Włoch ze zwycięstwem. Jestem przeszczęśliwy.

– mówił po swoim zwycięstwie.

Jego kolejnym wielkim celem będzie inny włoski wyścig – Giro d’Italia. Co prawda we Włoszech znów ma być pomocnikiem Jakoba Fuglsanga, jednak warto pamiętać o tym, że Duńczyk, pomimo swojej wielkiej klasy i 12-letniego doświadczenia w worldtourowym peletonie, zaledwie raz zameldował się w pierwszej “10” wielkiego touru. Dlatego nie można wykluczać, że pałeczkę przejmie Vlasov i podobnie jak wielu innych młodych kolarzy spróbuje odegrać dużą rolę w trzytygodniowym wyścigu.