fot. Jumbo-Visma

Droga do zwycięstwa w Strade Bianche Wouta Van Aerta prowadziła przez skurcze mięśni na Via Santa Caterina, dwa trzecie miejsca oraz okropną kontuzję odniesioną w ubiegłorocznym Tour de France. Jednak 25-letni kolarz drużyny Jumbo-Visma nie stracił wiary i w sobotnie późne popołudnie mógł świętować w zalanej żarem z nieba Toskanii.

Wout Van Aert przypuścił decydujący atak na ostatnim szutrowym sektorze. Odłączył się od swoich współtowarzyszy z czołówki: Maxa Schachmanna (BORA-Hansgrohe), Alberto Bettiola (EF Pro Cycling) oraz Davide Formolo (UAE Team Emirates). W miarę zbliżania się do słynnej końcówki na Via Santa Caterina w Sienie powiększał przewagę, zatem na mecie mógł spokojnie celebrować  zwycięstwo, które zapisze się na kartach kolarskiej historii.

– To zwycięstwo znaczy dla mnie bardzo wiele. Ten sezon jest wyjątkowy dla każdego z wielu powodów, więc miło jest móc powiedzieć, że odniosłem jakieś zwycięstwo i że mój sezon jest całkiem dobry. Niewielu kolarzy może tak w tym roku powiedzieć. Zwycięstwo w Tour de France było czymś naprawdę wielkim, ale Strade Bianche jest jednym z najpiękniejszych jednodniowych klasyków. Zakochałem się w tym wyścigu dwa lata temu i moim celem było odnieść tutaj zwycięstwo. Mam 25 lat i już tego dokonałem, więc jestem bardzo szczęśliwy

– powiedział na mecie Wout Van Aert.

Były mistrz świata w kolarstwie przełajowym przebojem wdarł się do kolarstwa szosowego. Zwycięstwo etapowe w Tour de France jest tego dowodem, a wyścig Strade Bianche tym bardziej. Van Aert dwukrotnie stawał w nim na podium (po raz pierwszy nawet po walce ze skurczami na finałowej ściance), a tym razem odniósł zwycięstwo, i to “na solo”. Triumf ten smakuje tym słodziej, że mija rok od wyjścia ze szpitala, do którego trafił po zagrażającej karierze kraksie na etapie jazdy indywidualnej na czas Wielkiej Pętli w Pau.

– Bardzo ciężko pracowałem przed tym dzisiejszym dniem. Nie chciałem zmarnować żadnej szansy. Bardzo koncentrowałem się na tym wyścigu i to się opłaciło. Mija właśnie rok, kiedy po dwóch tygodniach wyszedłem ze szpitala. Jeśli ktoś wtedy powiedziałby mi, że wygram rok później, nie uwierzyłbym. Ale ja nie tracę wiary nawet w trudnych czasach i teraz po tak wielkiej i trudnej pracy, jaką wykonałem mam wielką satysfakcję

– dodał Van Aert.

Triumf w Strade Bianche jest dziewiątym zwycięstwem Wouta Van Aerta w profesjonalnej karierze kolarskiej. Oprócz etapowego zwycięstwa w Tourze, ma on na koncie m.in. dwie wygrane etapowe w Dauphiné.