Fot: Agnieszka Sadowska - Agencja Gazeta

Leszek Sibilski zastanawia się nad rolą, jaką rower odegrał w kluczowych momentach najnowszej historii:

Wynalezienie roweru przez niemieckiego wynalazcę Karla von Draisa w 1817 r. zostało zainspirowane dwoma wydarzeniami: erupcją wulkanu na górze Tambora w kwietniu 1815 r. oraz zamieszkami i grabieżami w Europie wywołanymi głodem i śmiercią koni w wyniku nieurodzaju w 1816 r. Był to rok znany również jako „rok bez lata” dla milionów ludzi w Ameryce Północnej i w Europie. Oprócz niedoborów żywności zmiany klimatu spowodowały wybuchy chorób oraz powszechną migrację.

Rosnącą sprzedaż i wykorzystanie rowerów w obecnych niespokojnych czasach można właściwie uznać za epizod déjà vu tamtych historii.

W przeszłości rower służył ludzkości jako „maszyna wolności”. Obecnie, w czasie pandemii COVID-19, kryzysów klimatycznych i globalnych protestów społecznych, ma on potencjał, aby stać się „narzędziem sprawiedliwości” poprzez swoją wyjątkową mobilność i uniwersalność.

W trwających wciąż protestach „Ruchu Parasolowego” w Hongkongu rower w zasadzie nie występuje, poza kilkoma wyjątkami, np. gdy zrzucony z budynku uderzył w głowę jednego z policjantów. Jednak udostępniająca rowery miejskie firma odblokowała je dla studentów z powodu widocznego „załamania systemu”, co nie miało już miejsca w czasie protestów w USA.

W trwającym we Francji „ruchu żółtej kamizelki” rower był używany nieco częściej, ale wciąż odgrywał niewielką rolę.

W 2016 r. ówczesny szef polskiej dyplomacji powiedział w wywiadzie dla niemieckiego tabloidu „Bild”, że uważa, iż w Polsce nie ma miejsca dla rowerzystów i wegetarian. Na to oświadczenie zaprotestowała rozzłoszczona społeczność entuzjastów kolarstwa, używając roweru jako symbolu sprzeciwu.

Ruch Occupy Wall Street z września 2011 r. był pod zadziwiającym wpływem działaczy rowerowych. Zdobyte podczas mas krytycznych doświadczenia odegrały dużą rolę w trakcie nowojorskich protestów. Rowery były również używane do ładowania akumulatorów i baterii na obozowisku w Nowym Jorku.

Rower nie był katalizatorem masakry na placu Tienanmen 4 czerwca 1989 r., choć ulubiony przez władze komunistycznych Chin „Latający Gołąb” był jednym z trzech głównych środków transportu publicznego w tym czasie. Protestujący jednak dojeżdżali na plac właśnie rowerem.

W 2016 r. tworzyłem blog dla Banku Światowego „Ludzie, przestrzenie, rozważania”, a na nim tekst zatytułowany „My, ludzie, dla globalnego rozwoju rowerów”. Podkreślono tam cytat Marka Twaina: „Zdobądź rower. Nie będziesz żałować. Jeśli żyjesz.” Nie dało się wówczas przewidzieć, że moje marzenie wkrótce się spełni w postaci obecnego boom rowerowego, związanego z koronawirusem. 12 kwietnia 2018 r. Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych przyjęło rezolucję Światowego Dnia Roweru, za którą z zaangażowaniem przez wiele lat lobbowałem.

Nie sposób przeanalizować znaczenia roweru w obecnej globalnej walce o sprawiedliwość bez wskazania dwóch bardzo istotnych elementów. Lockdown utrudnił proces ukończenia szkoły „Generacji Z”, która staje się dobrze wykształcona, zróżnicowana rasowo i etnicznie oraz oderwana od pokolenia ludzi sprzed ery smartfonów. Złagodzenie wprowadzonych na początku lockdownu blokad połączone z brutalnością policji wywołało w ludziach poruszenie. Wsparty na solidarności wiatr zmian społecznych w 2020 roku powiał mocniej. Wydarzenia związane ze śmiercią George’a Floyda wyniosły na pierwszy plan problem ucisku i dyskryminacji społeczności kolorowych.

W ostatnich tygodniach rower był przedmiotem kontrowersji z powodu używania go przez policję do kontrolowania protestów. Pod presją społeczności cyklistów oraz mediów niektórzy producenci rowerów postanowili zrezygnować z dostarczania rowerów policji. Inni stworzyli programy społeczne, skoncentrowane na zrównoważeniu nierówności rasowych.

Ten proces można określić jako dojrzewanie trzeciej rewolucji rowerowej. Wcześniej czy później zobaczymy rower po właściwej stronie.

Policja zaczęła używać rowerów, aby zareagować na dużą mobilność protestujących, ponieważ nie była w stanie nad nimi zapanować. Co ciekawe, 3 czerwca, zbieżnie ze „Światowym Dniem Rowerów”, omawiałem na Twitterze to zjawisko i argumentowałem, że do końca lata rower będzie nazywany „maszyną wymiaru sprawiedliwości”.

W 1916 r. Susan B. Anthony nazwała rower „maszyną wolności”, która umożliwiała kobietom udział w życiu publicznym. Teraz przywódcy protestu, walczący o swoje prawa na ulicach, postrzegają rower jako filar swojej sprawy, ponieważ daje on większą przestrzeń dla wyrażania siebie oraz umożliwia pokonywanie większych odległości. Obecność roweru stanowi przypomnienie, że walka o prawa i zachowanie dystansu nie wykluczają się wzajemnie i w erze COVID-19 może on być „wehikułem sprawiedliwości” od Wschodu aż po Zachodnie Wybrzeże.

10 czerwca „New Yorker” opublikował bardzo interesujący artykuł: „Rower jako pojazd protestów” uzupełniony wieloma faktami historycznymi. Jeden z nich był uderzający: „Jednym z pierwszych działań Adolfa Hitlera po objęciu władzy w 1933 r. była kryminalizacja związków kolarskich związanych z antynazistowskimi partiami politycznymi. Brązowe koszule zostały wysłane do wiosek w celu konfiskaty rowerów ...”.

Kilka dni później otrzymaliśmy kolejny artykuł, z nieco bardziej zrównoważonym podejściem do roli rowerów: „Rowery mogą być narzędziem protestu i brutalności policji”. Tego samego dnia brytyjska gwiazda kolarstwa i rowerowy guru Chris Boardman wsparł autora „New Yorkera” stwierdzając, że tworzenie tymczasowych ścieżek rowerowych jest kwestią sprawiedliwości społecznej. „Bicycling Magazine” opublikował bogato ilustrowane i pouczające wywiady z uczestnikami masy krytycznej w San Francisco. Urzekający reportaż fotograficzny Vogue doskonale uchwycił atmosferę protestów rowerowych w Nowym Jorku.

Współczesne protesty społeczne mają do dyspozycji kilka bezcennych narzędzi: smartfony do komunikacji i dokumentowania; kamery bezpieczeństwa do obiektywnego dokumentowania i weryfikacji zdarzeń; oraz wytrzymały rower pozwalający protestującym na dłuższe i bardziej ekologiczne uczestnictwo.

Masowe protesty publiczne wydają się być najpotężniejszymi i najbardziej wpływowymi formami zaangażowania obywatelskiego wykorzystywanymi do wspierania i rozwoju demokracji. Tradycyjne marsze są stopniowo przekształcane w taki sposób, aby obejmowały również rowerzystów, głównie z powodu wymogów urbanistyki i globalnego przebudzenia rowerów.

Ponieważ niesprawiedliwość ma wiele odcieni i kształtów, powinniśmy skupić się nie tylko na jednym, ale na wszystkich; dlatego potrzebujemy napędzanego pedałami „pojazdu dla sprawiedliwości”, który będzie służył nam wszystkim.

Autor: Leszek Sibilski

tłum. Mariusz Czykier