fot. Philippe Gilbert/Twitter

Jesteśmy coraz bliżej wznowienia sezonu, a więc także 111. edycji Mediolan-San Remo. A to oznacza, że już niedługo Philippe Gilbert stanie przed wielką szansą.

Belg może po Primaverze dołączyć do elitarnego grona kolarzy, którzy w czasie całej swojej kariery wygrali wszystkie pięć monumentów (Mediolan-San Remo, Ronde van Vlaanderen, Paris-Roubaix, Liege-Bastogne-Liege i Il Lombardia). Przed nim każdy z tych wyścigów wygrywali jedynie Rik Van Looy, Roger De Vlaeminck i Eddy Merckx.

Kolarz, który od początku tego sezonu jeździ w Lotto Soudal ma taką szansę, ponieważ rok temu dość niespodziewanie wygrał Paryż-Roubaix. Wcześniej tylko dwukrotnie brał udział w tym wyścigu i w obu przypadkach kończył poza czołową “10”. Jego przygoda z Mediolan-San Remo wygląda znacznie bardziej okazale – dwukrotnie kończył tę imprezę na podium, dlatego jego pełny sukces w tegorocznej edycji nie byłby żadną niespodzianką. Jednak nawet jeśli mu się nie uda, to nie będzie rozpaczać.

Oczywiście chcę wygrać, ale mój sezon to coś więcej niż tylko Mediolan-San Remo. Nie zamierzam uzależniać całego swojego życia od tego jednego wyścigu. To nie jest żadna obsesja. Jeśli nie wygram, jakoś to przeżyję. Zwycięstwo w San Remo nigdy nie jest proste. To wyścig, który daje szansę wielu zawodnikom.

– mówił cytowany przez Het Nieuwsblad.

Ta edycja “Primavery” będzie inna niż poprzednie. Wszystko dlatego, że wyścig odbędzie się nie na początku wiosny (tej kolarskiej, bo kalendarzowo często mamy wówczas jeszcze zimę), a późnym latem. Według Gilberta może mieć to spore znaczenie.

Nie obawiam się sierpniowych upałów, ale wiem z doświadczenia, że późnym latem wiatr wieje zdecydowanie mocniej niż zwykle, co może mieć wpływ na przebieg wyścigów

– dodał.

Na szczęście Gilbert będzie przygotowany na te warunki. Nie tylko dlatego, że jest doświadczonym zawodnikiem, który już wielokrotnie ścigał się od tej porze, ale też do startu w Mediolan-San Remo przystąpi krótko po występach w co najmniej dwóch innych włoskich wyścigach.

Muszę być w świetnej formie od początku do końca sezonu. Moim pierwszym celem będzie Mediolan-San Remo, więc nie mogę przystąpić do niego bez żadnego przetarcia. To właśnie dlatego 1 sierpnia pojadę w Strade Bianche, a cztery dni później wystąpię w Milano-Torino

– zdradził Belg. 

Zobaczymy, czy ten cykl przygotowań umożliwi mu zwycięstwo w słynnym wyścigu. Nie mielibyśmy nic przeciwko, w końcu fajnie być świadkiem historycznych wydarzeń (choć oczywiście nie zawsze)