Szymon Gruchalski / Tour des Fjords

Michael Albasini, podobnie jak wielu jego kolegów z peletonu postanowił odłożyć decyzję o zakończeniu kariery. Szwajcar będzie jeździł do końca tego roku.

Albasini to kolarz, który w 2012 roku wygrał Volta a Catalunya, jednak znany jest przede wszystkim dzięki swoim regularnym startom w Tour de Suisse i Tour de Romandie. W ciągu swojej całej kariery aż 10-krotnie wygrywał etapy dwóch największych szwajcarskich etapówek.

Nic więc dziwnego, że jego plan na ten sezon był prosty – najpierw po raz 12 wystartować w Tour de Romandie i wyrównać rekord Alexandre Moosa i Oliviera Zaugga, a kilka tygodni stanąć na starcie Tour de Suisse, ukończyć go po raz szesnasty (i wyrównać kolejny rekord), a później zawiesić rower na kołku.

Niestety pandemia sprawiła, że Szwajcar nie miał takiej możliwości. Początkowo wykluczał powrót na szosę po powrocie, mówił, że kontrakt z Mitcheltonem kończy mu się w czerwcu i nie zamierza go przedłużać. Jednak niedawno postanowił zmienić swoje stanowisko.

Ta decyzja dojrzewała we mnie stopniowo. Gdy to wszystko się zaczęło, myślałem sobie: “szkoda, że trzeba będzie zakończyć karierę w ten sposób, ale trudno, takie jest życie”. Później uświadomiłem sobie, że to wszystko nie powinno tak wyglądać. Że nie zakończę kariery w Szwajcarii, że nie będę miał normalnych wakacji i że będę musiał spędzić pół roku, nie robiąc kompletnie nic

– wyjaśniał w rozmowie z Cycling News, a po chwili dodał:

Na początku myślałem sobie o tym, że te wszystkie przygotowania poszły na marne i będę musiał przejść przez to wszystko jeszcze raz, co niezbyt mi się uśmiechało. Jednak teraz jestem stuprocentowo zmotywowany, by wrócić do treningów i wziąć udział choć w części wyścigów, w których miałem pierwotnie wystartować.

Mimo zmiany decyzji, z wyrównania rekordów startów w obu szwajcarskich wyścigach nic nie wyjdzie. Wszystko dlatego, że zarówno Tour de Suisse, jak i Tour de Romandie są w wąskiej grupie worldtourowych wyścigów, które nie znalazły się w nowym kalendarzu UCI. Jakie wobec tego są motywy decyzji Szwajcara?

Chcę przejechać swoje ostatnie wyścigi, wiedząc że kolejnych już nie będzie. Chcę zakończyć karierę z numerkiem na plecach, jeszcze raz poczuć zapach peletonu i zachować wspomnienia z samej końcówki kariery. Jeśli nie przedłużyłbym przygody z kolarstwem, prędzej czy później zapomniałbym nazwy ostatniego wyścigu w swojej karierze. Bardzo bym tego nie chciał

– powiedział Szwajcar, który nie zdradził co będzie tym jego ostatnim startem. Jednak możemy się domyślać, że w wymarzonym przez niego scenariuszu byłyby nim Mistrzostwa Świata w szwajcarskim Aigle-Martigny. Czy tak się rzeczywiście stanie? Jeśli 39-latek zdoła dojść do optymalnej formy, to kto wie?