fot. Deceuninck-Quick Step

Elia Viviani, podobnie jak większość kolarzy, coraz częściej myśli o wznowieniu sezonu. W wywiadzie z Corriere della Sera zdradził, jakie będą jego cele na szaloną drugą część roku.

W związku z długą przerwą w organizowaniu wyścigów, kolarze, którzy do tej pory bardzo dużo czasu poświęcali na podróże, teraz mogą zostać w domu i zasmakować “normalnego” życia. Nie inaczej jest z Elią Vivianim, który w ostatnich tygodniach spędził mnóstwo czasu ze swoją partnerką, również kolarką – Eleną Cecchini. Jednak zapewnia, że wcale nie leniuchował.

Staram się aktywnie spędzać ten czas. Rano trenuję na hali – bywa naprawdę ciężko. Po południu również nie leżałę na kanapie. Chcę pozostać w formie, jednocześnie unikając stresu i na razie idzie mi to dobrze, choć mimo wszystko moja waga trochę podskoczyła do góry. Jestem o 3 kilogramy cięższy, niż przed przerwą, ale wraz z pierwszymi treningami na szosie, moja waga powinna powoli wracać do normy

– mówił Viviani w rozmowie z włoskimi dziennikarzami.

Utrzymanie przez Włocha optymalnej dyspozycji w czasie przerwy jest bardzo istotne. Wszystko dlatego, że pierwszy istotny dla niego wyścig – Mediolan-San Remo ma odbyć się już tydzień po Strade Bianche – pierwszym worldtourowym wyścigu od marcowego Paryż-Nicea (choć Włosi już próbują przełożyć Primaverę na 22 sierpnia). Później natomiast Viviani chciałby przejechać dwa wielkie toury.

Kilkakrotnie zmieniałem swój plan startowy, ale moim głównym celem wciąż jest Mediolan-San Remo. Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, żeby rozegranie tego wyścigu 8 sierpnia, po zaledwie tygodniu ścigania, było dobrym pomysłem. Lepiej byłoby zrobić to 22, po kilku wyścigach rozgrzewki. Jeśli chodzi o wielkie toury, najważniejsze jest dla mnie Tour de France – w końcu jestem liderem francuskiego zespołu, ale prawdę mówiąc Giro d’Italia również jest dla mnie bardzo ważne. Po cichu liczę na to, że pojadę tam i podobnie, jak dwa lata temu, wrócę stamtąd z cyklamenową koszulką

– dodał.

Między Tour de France, a Giro d’Italia są zaledwie dwa tygodnie różnicy, dlatego jeśli zawodnikowi Cofidisu rzeczywiście udałoby się zaprezentować z dobrej strony w obu wyścigach, bylibyśmy pod wrażeniem. Nawet jeśli sprinterowi jest nieco łatwiej znieść trudy trzytygodniowego wyścigu.