Foto: CCC TOUR Grody Piastowskie

Choć z dnia na dzień wydaje się, że pandemia Koronawirusa zaczyna wygasać, tegoroczne wyjazdy zagraniczne na wakacje możemy raczej włożyć między bajki. Tym samym jedyne, co nam pozostanie, to sprawdzenie kilku nieznanych lokacji w Polsce. W cyklu “Pamiętniki z wakacji” postaramy się Państwu przybliżyć regiony, które warto odwiedzić dla zapewnienia sobie kolarskich atrakcji.

Ostatni weekend nad polskim morzem pokazał, że wybieranie na letnie urlopy bardzo popularnych kurortów nie do końca może być zgodne z zaleceniami dotyczącymi ochrony przed koronawirusem. Zasadniczo, zgodnie z informacjami napływającymi z branży turystycznej, już teraz mniejsze ośrodki w mniej znanych okolicach cieszą się niemałą popularnością. Postanowiliśmy więc przedstawić Państwu kilka interesujących regionów, gdzie z powodzeniem można odprężyć się jeżdżąc na szosie.

Zważając na bardzo dobry odbiór ostatniego “Palcem po mapie”, zaczniemy od bardzo kolarskiego regionu, który jednocześnie nigdy nie jest pełen turystów z całego kraju. Mowa oczywiście o Górach Sowich, gdzie z powodzeniem można sprawdzić swoją nogę, jednocześnie odpoczywając z dala od karpackich czy kołobrzeskich tłumów.

Baza

Aby móc w ogóle rozpocząć wypoczynek, trzeba zapewnić sobie dobrą, stosunkowo tanią bazę, która będzie w pełni odpowiadać naszym wymaganiom. W górach Sowich opcji jest co najmniej kilka. Jeśli, mimo wszystko, chcemy mieć stosunkowo duży kontakt z większym światem, wówczas dobrym wyborem będzie Dzierżoniów bądź Bielawa. Trzeba jednak nastawić się na to, że oba miasta nie należą do najbardziej turystycznych, w związku z czym życie tam toczy się podobnie jak chociażby w Kutnie czy Żarach. Od północnej strony gór, warto poszukać odpowiedniego lokum w mniejszych miejscowościach. Głównie mamy tu na myśli swoiste “osiedla” Pieszyc, takie jak Rościszów, Lasocin czy Kamionki. Tam jednak trzeba się zmierzyć z wiejskim klimatem, połączonym z niewielką ilością domków wypoczynkowych.

Nieco inaczej sprawa ma się od strony południowej, przede wszystkim mając na myśli Dolinę Widoków. Sokolec jest bowiem najbardziej otwartą na turystów częścią regionu (w pobliżu rywalizować z Sokolcem może jedynie Jedlina-Zdrój, z wiadomych przyczyn). Znajdziemy tam naprawdę sporo ciekawych miejsc noclegowych, których największą zaletą jest położenie. Z okien możemy bowiem podziwiać panoramę, rozciągającą się od Masywu Śnieżnika, aż po Góry Stołowe. Bez wątpienia jest to jedno z najbardziej urokliwych miejsc w okolicy. Co ważne, także zimą można tam, za rozsądne pieniądze, nieco zabawić się w narciarza alpejskiego.

Trasy

Teraz czas na to, co najważniejsze – okoliczne trasy, a ich jest więcej, niż wstępnie można się spodziewać. Jak już wspomnieliśmy w ostatnim “Palcem po mapie”, każdy znajdzie coś dla siebie, jeśli chodzi o poziom trudności. Zakładając jednak, że nasi czytelnicy mogą na urlopie spędzić cały tydzień, możemy z czystym sercem powiedzieć, że po krótkiej rozgrzewce można spróbować swoich sił także na najtrudniejszych fragmentach asfaltu.

W samym głównym masywie Gór Sowich znajdziemy 4 stosunkowo trudne podjazdy, które można pokonać na co najmniej 2 sposoby. Najdłuższym z nich jest Przełęcz Jugowska, łącząca Pieszyce z Jugowem. Od strony północnej, cały podjazd liczy 10 kilometrów o średnim nachyleniu 5%. Wcześniej jednak na kolarzy czeka kilka kilometrów “rozgrzewki” z nachyleniem około 2-3%. Od strony południowej sytuacja wygląda nieco inaczej, lecz zależy skąd wspomniany podjazd zaczniemy. Od Jugowa lub Ludwikowic Kłodzkich, sama odległość do przejechania oraz nachylenie są bliźniaczo podobne. Zakładając jednak, że nasza baza będzie się mieścić w Sokolcu, wówczas przejechać będzie trzeba zaledwie połowę wzniesienia.

Drugą z legendarnych gór z pewnością jest Przełęcz Walimska, która pojawiła się nawet na trasie Tour de Pologne. W jej przypadku wariantów podjazdu mamy aż 4. Klasyczny, od północy, podobnie jak w przypadku Przełęczy Jugowskiej, zaczyna się od kilku kilometrów rozgrzewki w Pieszycach i Rościszowie. Później z kolei na każdego amatora dwóch kółek czeka około 6 kilometrów naprawdę trudnego podjazdu, którego nachylenie oscyluje w granicach 6% (przy jednym, dość długim wypłaszczeniu). Ta część asfaltu daje jednak najwięcej wrażeń podczas zjazdu. Wiele trudnych, rytmicznych zakrętów pozwala porządnie sprawdzić swoją technikę. Od strony Walimia podjazd wydaje się być łatwiejszy. No właśnie, wydaje się być. Co prawda przejazd główną drogą to około 4,5 km przy nachyleniu 6% (nie licząc potencjalnej rozgrzewki prowadzącej z Jugowic), lecz lwia część wspinaczki prowadzi po niewygodnym bruku. Co więcej, bardziej zmotywowani szosowcy z przyjemnością wykorzystują skrót wiodący po ulicy Słowackiego. Tam, przez około kilometr, szosa pnie się w górę z nachyleniem 12%. Dodatkowo, praktycznie kilka chwil temu, wylano tam nowy, równy asfalt. Wersja numer 4, to także niemałe wyzwanie dla wielu. Na szczyt wzniesienia dostać się możemy przez miejscowości Michałkowa i Glinno, startując z Zagórza Śląskiego. Dojeżdżając do głównej drogi prowadzącej z Pieszyc, należy się zmierzyć z krótką, lecz stromą ścianką, gdzie nachylenie dochodzi do 15%.

Głównym podjazdem numer 3 jest znana choćby z rajdów samochodowych Przełęcz Woliborska. W tym przypadku mówimy już jednak o wzniesieniu, które nie jest aż tak trudne, jak dwa wcześniej wspomniane. Wspinanie się na nią od strony południowej stoi bowiem głównie pod znakiem niewielkiego nachylenia, które zaledwie na około 3 kilometry nieco się podnosi. Od północy sprawa nie jest już aż tak oczywista, lecz solidny podjazd wije się pośród gęstego lasu przez zaledwie niecałe 5 kilometrów, choć oczywiście wcześniej trzeba było spędzić odpowiednio dużo czasu na typowej dla tego regionu rozgrzewce.

Ostatnim podjazdem z głównego grzbietu jest Przełęcz Srebrna, znana też po prostu jako wspinaczka w Srebrnej Górze, gdzie w 2018 roku finiszował królewski etap CCC Tour – Grody Piastowskie. W tym przypadku sprawa wygląda podobnie jak powyżej – od południa podjazd jest zdecydowanie łatwiejszy, choć należy przyznać, że wersja północna to kilka kilometrów solidnej wspinaczki. Do samej przełęczy prowadzi bowiem 3-kilometry asfaltu, występującego na przemian z równą kostką brukową. W samym sercu Srebrnej Góry nachylenie utrzymuje się w okolicach 10%, co nie ułatwia zabawy. Dodatkowo, dojeżdżając na szczyt, grzechem byłoby nie skręcić w prawo, by pokonać dodatkowy kilometr słabej jakości asfaltu, prowadzący do osławionej Twierdzy. W sumie daje to około 4 kilometry wspinaczki o dwucyfrowym nachyleniu.

Kiedy omówiliśmy już cztery główne wspinaczki, bez których trudno jest znaleźć odpowiednie rundy, możemy przejść do kolejnych wzniesień, które znane są głównie z dużego nachylenia lub swoiście ardeńskiego klimatu. Zdecydowanie dwiema najpopularniejszymi sztajfami są Grządki oraz Sierpnica. Wszystko za sprawą Górskich Mistrzostw Polski, które odbyły się na rundzie łączącej oba wzniesienia dwukrotnie w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Pierwszy z podjazdów jest jednak nieznacznie trudniejszy. Ciągnie się bowiem przez 2 kilometry o średnim nachyleniu 10%, przy czym początkowe 1000 metrów jest wyraźnie trudniejsze, gdyż nachylenie sięga 20%. W przypadku Sierpnicy, najtrudniejszy odcinek także liczy około kilometra, a nachylenie utrzymuje się w granicach 13%. Co ciekawe, interesującą, choć krótką rundę można rozszerzyć o końcówkę podjazdu pod Przełęcz Sokolą od strony Walimia – kilkaset metrów o dwucyfrowym nachyleniu.

Jeśli jesteśmy już przy Przełęczy Sokolej, należy wspomnieć o jej dwóch twarzach, związanych z podjazdem od strony Ludwikowic Kłodzkich. Zaczynając w samej wspomnianej miejscowości, do przełęczy prowadzi ośmiokilometrowy podjazd, który z biegiem czasu staje się coraz trudniejszy. W końcówce, zamiast objeżdżać okolicę dookoła z nachyleniem 7%, można wybrać solidny skrót, którego nachylenie przekracza 12%.

Jeśli chodzi o strome ścianki, znajdujące się na południe od grzbietu, warto także wspomnieć o podjeździe na Górę Świętej Anny, górującej nad Nową Rudą. Tamtejsze wzniesienie niestety jest dostępne tylko z jednej strony, lecz 2 kilometry podjazdu o średnim nachyleniu 10% to wciąż duże wyzwanie.

Pora przenieść się na chwilę na zachód. Na pograniczu Gór Sowich i pogórza Wałbrzyskiego znajdują się bowiem jeszcze 2 góry, o których warto wspomnieć. Pierwszą z nich jest Przełęcz Palczyk, użyta podczas Mistrzostw Polski 2016. Od obu stron wspinaczka na te niewysokie wzniesienie jest sporym wyzwaniem. Na odcinku dwóch kilometrów szosa pnie się w górę bardzo konkretnie, a wszelkie mierniki pokazują dwucyfrowe wartości. Obok z kolei znajduje się trudny podjazd pod Niedźwiedzicę, który, co prawda, liczy 4 kilometry, lecz jedynie pierwszy z nich jest naprawdę trudny. Zaraz za wyjazdem z Zagórza Śląskiego robi się potwornie ciężko, lecz po przedarciu się przez kilkaset metrów piekła, wszystko zaczyna się robić dużo łatwiejsze.

Atrakcje

Zważając na to, jak niewiele dni urlopowych wszystkim zostało, zakładamy, iż żaden z amatorów nie wybierze się w tym roku na wakacje sam. Warto więc wiedzieć, gdzie można się wybrać, jeśli rower będzie trzeba odstawić na bok. Jak łatwo się domyślić, dobrym rozwiązaniem będzie po prostu wybrać się w góry, które nie powinny być specjalnie przepełnione. Jeśli jednak chodzi o inne atrakcje turystyczne, jest ich co najmniej kilka.

Przede wszystkim Góry Sowie już lata temu, głównie za sprawą złotego pociągu, zasłynęły z hitlerowskiego projektu Riese. Aby zgłębić wiedzę na temat tajemniczych prac nazistów siedzących w podziemiach, można wybrać się m.in. do walimskich sztolni, Osówki czy na Włodarza, znanego także jako Wolfsberg. Warto także spędzić choć chwilę w Zagórzu Śląskim, gdzie z powodzeniem można odpocząć nad zaporą, czy też zwiedzić Zamek Grodno. Po drugiej stronie gór z kolei warto spędzić kilka chwil we wspomnianej już Twierdzy Srebrna Góra.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments