fot. Movistar Team

Richard Carapaz powiedział włoskiemu Rai Sport, że po wznowieniu sezonu Giro d’Italia będzie jego celem numer jeden.

Obecnie zawodnik Team Ineos przebywa w Ekwadorze, a dokładniej w prowincji Carchi. Dzięki decyzji rządu swojego kraju od kilku dni znów może trenować. Z jego wypowiedzi dla włoskiej stacji wynika, że szanse na to, że podczas któregoś z treningów złapie wirusa są jeszcze mniejsze niż w przypadku większości użytkowników szosówek.

To oczywiste, że pandemia dotknęła nas, podobnie jak resztę świata. Jednak Carchi miało sporo szczęścia. Jesteśmy dość mocno odizolowani, więc przypadków zachorowań było stosunkowo niewiele. Miałem szczęście, że ostatnie miesiące spędziłem z rodziną, która sprawiła, że łatwiej było mi się pogodzić ze straconym czasem

– mówił.

Ekwadorczyk już niedługo będzie mógł znów pojawić się na szosie. W zeszłym tygodniu Międzynarodowa Unia Kolarska ogłosiła kalendarz na nowy sezon. Giro d’Italia, a więc impreza, którą udało mu się wygrać w zeszłym roku, zaplanowana została dopiero na październik. To jednak nie zmienia planów Ekwadorczyka, który pierwotnie planował, że pojawi się na Półwyspie Apenińskim w maju.

Podczas wirtualnego spotkania ustaliliśmy mój program. Giro wciąż będzie moim celem numer jeden. Chcę być na ten wyścig w stu procentach gotowy. Wierzę, że jestem w stanie powtórzyć ubiegłoroczny sukces.

– mówi.

Carapaz jest jednym z niewielu kolarzy, którzy już teraz otwarcie deklarują, że za kilka miesięcy pojawią się na starcie różowego wyścigu. Swojego startu w nim pewien nie jest nawet Vincenzo Nibali. Mimo to możemy być pewni, że Giro i tym razem doczeka się bardzo godnej obsady i Kolumbijczykowi nie będzie łatwo o obronę tytułu.