fot. Karpacki Wyścig Kurierów

Już za nieco ponad 2 miesiące odbędzie się 37. edycja Karpackiego Wyścigu Kurierów – jednej z największych imprez dla orlików w naszej części Europy. Jej dyrektorem od lat jest Tomasz Wójcik. Podczas piątkowej prezentacji opowiedział nam:

O swoim podejściu do trudnych momentów:

Przez lata tego wszystkiego trochę by się nazbierało, ale satysfakcja góruje nad wszystkim. Tak naprawdę jedynymi momentami, po których przez chwilę odechciewa mi się organizowania wyścigu są takie sytuacje, jak ta sprzed czterech lat. Gijs Verdick miał wtedy zawał, trafił do szpitala i po tygodniu zmarł w Holandii.  W dodatku mniej więcej w tym samym czasie zawodnikom Team Wiggins skradziono rowery. Tylko takie sytuacje mnie nieco zniechęcają, a czasem nawet na moment załamują. Na szczęście nie trwa to długo. Mamy świetnych sponsorów, wiele miast etapowych, które są z nami co roku, a także seniorów “Karpackiego”, m.in mojego mentora – Marka Kosickiego, potrafiących być niesamowitym wsparciem. Do tego dochodzi świadomość, że jesteśmy elementem tej długiej, 45-letniej tradycji. To wszystko sprawia, że łatwiej jest mi przezwyciężyć trudne chwile, które czasem muszą się pojawić.

O faworytach wyścigu:

Oczywiście na ten moment ciężko powiedzieć jacy zawodnicy pojawią się na starcie. Więcej będziemy wiedzieć dopiero na 20 dni przed startem, gdy ekipy podadzą swoje wstępne kadry. Być może na liście startowej znajdzie się miejsce dla Giovanniego Aleottiego – kolarza, który rok temu zajął 2. miejsce w naszym wyścigu, a kilka miesięcy później powtórzył ten wynik podczas Tour de l’Avenir. Jego zespół – Team Friuli znalazł się na liście startowej, więc będzie miał możliwość startu. Poza tym przyjedzie do nas mocna drużyna z Kolumbii, a jak wiadomo, w ostatnim czasie mamy wysyp talentów z tego kraju. Wiele obiecuję sobie po CC Etupes – grupie, która słynie z wychowywania świetnych zawodników – to oni odkryli talent m.in Thibauta Pinota. Będą też, jak co roku, mocni Holendrzy, Brytyjczycy – można by długo wymieniać. Na pewno żadna z ekip nie przyjedzie tutaj na wycieczkę, każdy będzie chciał tutaj osiągnąć jakiś fajny wynik, więc walka z pewnością będzie zacięta.

O szansach Polaków:

Filip Maciejuk zapowiada, że w tym roku chciałby powalczyć o zwycięstwo, a wiadomo, że nie jest to przypadkowy zawodnik – w końcu dokonał tego już dwa lata temu. Będzie miał do pomocy Jakuba Muriasa – ostatniorocznego orlika, który obecnie jest zawodnikiem Vostera i, jak sam powiedział mi rok temu, wiele się na tym wyścigu nauczył, mimo że ostatecznie nie udało mu się dojechać do mety ostatniego etapu. Będzie też trzech mocnych zawodników z Cartusii, co zapowiedział już trener Malecki. Dlatego reprezentacja będzie bardzo mocna. Równie bojowo nastawione jest CCC Development, które ma w swoim składzie kilku zawodników, którzy za moment mogą być w World Tourze,  a część z nich z pewnością zobaczymy u nas. Trzecią ekipą z Polski jest Chrobry Głogów. Ich szkoleniowiec – Bolesław Bałd mówi, że przyjadą do nas po zwycięstwo. Być może w ramach “dzikiej karty” zaprosimy do nas jeszcze jakąś drużynę z naszego kraju, a przecież w tych zagranicznych również znajdzie się miejsce dla kilku naszych kolarzy – jest choćby Krzysztof Domin, który przyjedzie do nas w barwach Iseo – Serrature. Dlatego szanse na to, by któryś z Polaków wygrał na pewno są. Tyle że, jak już mówiłem, przyjedzie do nas wielu mocnych zawodników, więc nie będzie o to łatwo.

O planach na przyszłość:

W kolejnych latach chciałbym wrócić symbolicznie do Czech. Wtedy zagościlibyśmy we wszystkich czterech państwach Grupy Wyszehradzkiej. Tyle że w takiej sytuacji wypadałoby przedłużyć wyścig o 1-2 dni. “Karpacki” już teraz jest duży, a gdybyśmy zrealizowali ten pomysł, to stałby się imprezą wręcz gigantyczną. Jednak myślę, że uda nam się to zrealizować. Tour de l’Avenir i Baby Giro trwają 10 dni, a w naszej części Europy również przydałaby się taka dłuższa impreza, więc myślę, że UCI wyraziłoby na to zgodę. Myślę, że udźwignęlibyśmy to wyzwanie organizacyjnie. Zwracamy dużą uwagę choćby na transfery. Potrafimy sobie poradzić z długim przejazdem z Węgier na Słowację – kolarze mają dużo czasu na podróż, ponieważ dzięki sztucznemu oświetleniu start zawodowców może odbywać się wieczorem, około godziny 18. Oczywiście wydłużenie wyścigu wiązałoby się z kilkoma zmianami w organizacji – pewnie kadry zespołów musiałby liczyć sobie nie pięciu, jak dotychczas, a sześciu zawodników, ale nie sądzę, żeby był to duży problem. Zresztą już w tym roku mieliśmy możliwość zorganizowania siedmiu odcinków, tyle że wtedy musielibyśmy przejechać dwa etapy w jeden dzień, a tego z wielu względów wolę unikać. Znalezienie chętnych miast nie będzie żadnym problemem, dlatego myślę że za kilka lat wyścig będzie trwał te siedem, a nie sześć dni.;

O współpracownikach:

Do współpracy zaprosiliśmy kilka naprawdę znanych osobistości. Naszym gościem specjalnym będzie Zenon Jaskuła, który był obecny na prezentacji. Mimo że karierę zawodową zakończył już wiele lat temu, to wciąż interesuje się kolarstwem – także tym młodzieżowym. Chciał z bliska przyjrzeć się naszemu wyścigowi, a my postanowiliśmy wykorzystać jego obecność i uczynić go jedną z “atrakcji” naszego wyścigu. Będzie też Andrzej Domin, który wygrał u nas jeden z etapów a teraz odpowiada za organizację kolumny wyścigu. Z kolei Wacław Skarul – były szef PZKol będzie prowadził radio wyścigu, na czym zna się doskonale, co pokazywał w trakcie Tour de Pologne. Chcę się od nich nieco nauczyć, by później móc bazować na ich doświadczeniu. Poza tym tej imprezy nie da się robić w pojedynkę – jest na to po prostu zbyt duża.

O tym, z których elementów tegorocznej trasy jest najbardziej dumny:

Wydaje mi się, że najbardziej dumny jestem z tego startu w Budapeszcie. To jest dla nas bardzo ważny symbol – w końcu kurierzy rozpoczynali swoją wędrówkę właśnie od stolicy Węgier. Poza tym kilkanaście dni po nas przyjeżdża tam Giro d’Italia, co też mówi wiele o tej lokalizacji.Nie byłoby na to żadnych szans, gdyby nie Instytut Wacława Felczaka. Szczerze mówiąc, bez nich nawet bym nie próbował – nikogo tam nie znam, więc ciężko byłoby mi coś załatwić. Bardzo zadowolony jestem także z tego, że w tym roku, po raz pierwszy w historii, zawitamy do województwa podkarpackiego – ostatni etap zakończy się pod zamkiem w Krasiczynie. Bardzo cieszy mnie każda nowa lokalizacja, bo dzięki temu rośnie renoma wyścigu. Ale też nie mogę zapominać o naszych stałych partnerach, takich jak Veszprem czy Tarnów – to dla mnie bardzo ważne, że udało mi się znaleźć miasta, które są z nami podczas praktycznie każdej edycji. To właśnie one są solą tego wyścigu i bez nich jego organizacja byłaby znacznie trudniejszym zadaniem.