fot. Deceuninck - Quick Step

Organizatorzy Kuurne-Bruksela-Kuurne dokonali kilku zmian w trasie swojego wyścigu, w związku z czym można się spodziewać, że o losach przyszłorocznej edycji nie zdecyduje finisz peletonu.

Do tej pory wczesnowiosenna tradycja polegała na tym, że semi-klasyk Omloop Het Nieuwsblad trafiał w ręce klasykowca, zaś Kuurne-Bruksela-Kuurne w ręce sprintera. Od przyszłego roku najprawdopodobniej ulegnie to zmianie.

– Kuurne-Bruksela-Kuurne tradycyjnie był wyścigiem dla sprinterów. Myślę, że nadszedł czas, aby zrobić coś innego. Myślę, że czyście sprinterzy zmierzą się [w 2020 roku] z bardziej skomplikowaną trasą

– powiedział dyrektor wyścigu Peter Debaveye, cytowany przez agencję informacyjną Belga.

Tak jak zawsze, wyścig wystartuje spod hipodromu w Kuurne i podjazdy Volkegemberg oraz Eikenmolen będą pierwszymi w menu. Następnie peleton nie pokona Onkerzelebergu tylko bezpośrednio skieruje się ku Zottegem.

– Chcieliśmy wykorzystać szersze drogi, myśląc przede wszystkim o bezpieczeństwie kolarzy

– dodał Debaveye.

Peleton pokona dwa nowe podjazdy: Mont Saint-Laurent oraz Bossenaarstraat, który jest de facto Taaienbergiem podjeżdżanym od innej strony. Po pokonaniu La Houppe, zawodnicy zmierzą się z trio Kanarieberg, Kruisberg oraz Hotond, aż wreszcie przyjdzie czas na Knokteberg i Stary Kwaremont, który nastąpi 60 km przed metą.

Na trasie zabraknie Nokerebergu, który był dotychczas ostatnim podjazdem dnia. Teraz rolę tę będzie spełniał Kluisberg, a następnie nastąpi dojazd do linii mety, który – jak określili to organizatorzy – jest “miłą i pikantną przekąską do strawienia”. Ostatnia runda wokół Kuurne będzie liczyła 15 kilometrów.

Przyszłoroczna edycja zostanie rozegrana w niedzielę 1 marca i tradycyjnie będzie drugim wyścigiem weekendu otwierającego sezon wiosennych klasyków.

Ubiegłoroczna edycja padła łupem Boba Jungelsa z drużyny Deceuninck-Quick Step, który zdecydował się na długi samotny atak.