We wtorkowy wieczór, w siedzibie jednego ze sponsorów drużyny BORA-hansgrohe – Auto Eder, odbyła się prezentacja ekipy na przyszły sezon. Po części oficjalnej mieliśmy przyjemność porozmawiać z Rafałem Majką.

Ciężki sezon za tobą, prezentacją drużyny w Kolbermoor w pewnym sensie rozpoczyna ten kolejny. Był czas na odpoczynek?

Zregenerowałem się, przez miesiąc nie robiłem nic, to znaczy pracowałem w domu. Prace ogrodowe, na traktorku kosiłem trawę, pełen relaks (śmiech). A tak poważnie, teraz mamy testy medyczne, jak co roku lekarze sprawdzają nasz stan zdrowia. Do tego dochodzą oczywiście testy wydolnościowe, abyśmy wiedzieli w jakich strefach mocy i tętna trenować w kolejnych miesiącach.

Jesteś drugim polskim kolarzem w historii, który skończył dwa wielkie toury, w jednym sezonie w pierwszej dziesiątce. Uważasz, że to był dobry rok?

Skończyć dwa wielkie toury w pierwszej szóstce to duże osiągnięcie. Poza mną, udało się to tylko Zenonowi Jaskule. Jestem zadowolony ze swojego występu na Vuelcie, gdyby nie etap kiedy peleton porwał się na wietrze, to byłaby piątka. Do tego, widać było że w ostatnim tygodniu, byłem kilka razy w trójce, piątce na etapach, więc ta forma szła do góry. Dziś wygrać Vueltę. Giro, czy Tour jest bardzo ciężko, ale osobiście sezon zaliczam na duży plus. Chciałem mieć chociaż to jedno zwycięstwo, nie udało się, ale w przyszłym roku cel mam podobny. Będę walczył o jedno zwycięstwo etapowe i wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej na wielkim tourze.

Gdzie rozpoczniesz kolejny sezon?

Jeszcze tego nie wiem. W grę wchodzą wyścigi na Majorce i Vuelta a San Juan. Później polecę do Abu Dhabi na UAE Tour. Po tym wyścigu jadę na dwa zgrupowania wysokogórskie. Właściwą część sezonu rozpocznę prawdopodobnie występem na Volta a Catalunya – tym razem odpuszczam i Tirreno-Adriatico, i Paryż–Nicea. Próbą generalną przed Giro d’Italia będzie, podobnie jak kilka miesięcy temu Tour of the Alps. Natomiast samo Giro chciałbym ukończyć jeszcze wyżej niż w minionym sezonie. Marzy mi się również zwycięstwo etapowe – wygrałem już trzy odcinki Touru, jeden na Vuelcie i ostatni skalp mogę zebrać właśnie we Włoszech – byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby mi się to udało.

W roku olimpijskim między Giro a Tourem mamy zaledwie 27 dni przerwy. Rozumiem, że we Francji cię nie zobaczymy?

Szczerze mówiąc chciałbym wystartować w Tour de France, by powalczyć tam o zwycięstwa etapowe. Pojechanie Touru bez generalki, a po etapy byłoby najlepszym przygotowaniem do Tokio. Tyle że prawdopodobnie nie pojadę do Francji. Zamiast tego pojawię się na starcie Tour de Pologne. Po igrzyskach mam zgrupowanie wysokogórskie, a potem znów zamierzam wziąć udział we Vuelcie. Tam zwykle czuję się dobrze, więc myślę, że mimo dużej ilości startów, będę w stanie wykręcić fajny wynik.

W Polsce będziesz chciał powalczyć o zwycięstwo, czy raczej potraktujesz ten wyścig jako przygotowanie do Tokio?

Ciężko jest po Giro d’Italia jechać od razu Tour de Pologne, w przyszłym roku ze względu na Igrzyska to tylko miesiąc przerwy. A ja muszę po Giro odpocząć, zregenerować się. O wygraną będzie trudno, ale wiadomo że w Polsce zawsze walczę i pierwsza dziesiątka w klasyfikacji generalnej jest w moim zasięgu. W tym roku jechałem treningowo i skończyłem dziewiąty, nasz tour będzie dobrym przetarciem się przed Tokio.

Czy byłeś już na rekonesansie trasy Igrzysk?

Maciek był, ja jeszcze nie, ale z tego co widziałem to nie będzie rund jak w Rio. Ciekawa trasa, z kilkoma podjazdami. Z tego co mówił Maciek ten ostatni będzie bardzo trudny, do tego dystans prawie 250 kilometrów. Ale jak wiemy Igrzyska rządzą się zawsze swoimi prawami, nie wiadomo kto dojedzie do ostatniego podjazdu. Reprezentacje będą miały maksymalnie pięciu zawodników i będzie ciężko kontrolować wyścig.

Jak dziś patrzysz na trasę, jeszcze przed jej rekonesansem, myślisz że będzie bardziej odpowiadała tobie czy Michałowi Kwiatkowskiemu?

Wydaje mi się, że bardziej pasuje do profilu Michała. Mamy tam kilka podjazdów, ale kluczowy będzie ten ostatni. Wiadomo że jest ciężki, ale jeżeli przetrzyma go któryś z szybkich zawodników, a „Kwiatek” z pewnością się do takich zalicza, to może powalczyć o zwycięstwo. To nie będzie tak jak w Rio, gdzie walczyliśmy na rundach, tu decydujący moment wyścigu będzie miał miejsce po 200 kilometrach. Kto tam zachowa najwięcej sił, będzie liczył się w grze. Jak będzie w takiej dyspozycji, jak choćby po ubiegłorocznym Tour de France, to pewnie jemu przypadnie rola lidera. I nie mam nic przeciwko temu – on wspierał mnie w Rio, więc teraz chętnie mu się odwdzięczę.

Kogo poza sobą i Michałem widziałbyś w składzie reprezentacji w Tokio?

W tym momencie ciężko powiedzieć. Na Igrzyska na pewno nie pojedzie ktoś, kto jest nieprzygotowany. Nawet ja czy Kwiatek nie mamy zagwarantowanych miejsc na ten wyścig. Jak ktoś nie będzie w odpowiednio wysokiej dyspozycji, nie znajdzie się w naszej kadrze. Tak zrobił w tym roku Michał. Nie pojechał na mistrzostwa świata do Yorkshire, bo wiedział, że nie jest odpowiednio przygotowany. Dlatego jeśli nie będę gotowy choćby na osiemdziesiąt procent, to nie pojadę do Tokio – nie zamierzam nikomu blokować miejsca w kadrze.

Z zespołem BORA-hansgrohe rozstał się twój wieloletni trener Patxi Vila, kto będzie cię teraz trenował?

Moim nowym trenerem jest Dan Lorang. Trochę szkoda, że Patxi Vila odszedł, bo faktycznie długo razem pracowaliśmy – był moim trenerem od 2014 roku. Pięć sezonów to bardzo dużo, więc Patxi zdążył dobrze poznać mój organizm, ale trochę go rozumiem – po prostu potrzebował psychicznego odpoczynku.

Na szczęście wygląda na to, że współpraca z Danem będzie równie udana. Zaczęliśmy już treningi i muszę przyznać, że jestem zadowolony. Dobrze się dogadujemy, na razie dzwoni do mnie raz w tygodniu, więc jest dobrze. Myślę, że mimo wszystko będzie to pozytywna zmiana.

We wrześniu skończyłeś 30 lat. Wtedy jechałeś Vueltę, a później były mistrzostwa świata i Il Lombardia – nie było czasu na świętowanie. Odbiłeś to sobie po sezonie?

Pewnie że tak, 30 urodziny ma się tylko raz. Żona zorganizowała imprezę i było naprawdę fajnie, były m.in. fajerwerki – odpaliliśmy ich więcej niż na sylwestra. Mówi się, że życie zaczyna się po trzydziestce (śmiech). Miejmy nadzieję, że to powiedzenie sprawdzi się w moim przypadku.

No właśnie, jak myślisz, jak długo możesz się jeszcze utrzymać na wysokim poziomie?

Myślę że około pięciu lat. Oczywiście nie chcę, żeby to było stanie w miejscu. Chcę się jeszcze rozwinąć. Bardzo zależy mi na tym, by poprawić swoją jazdę na czas – przyda mi się to na Giro, gdzie czekają nas trzy próby czasowe. Nowy trener powiedział mi, że lepiej jest stracić te kilka sekund w górach, niż zawalić czasówkę. Dlatego mocno trenowałem pod tym kątem. Poza tym mam nowy rower, nowy kombinezon, a na obozie treningowym na Majorce będę testował nową pozycję aerodynamiczną, więc myślę, że mogę się jeszcze poprawić.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy w peletonie pokazało się wielu bardzo młodych kolarzy. Co o tym sądzisz? Czujesz się podgryzany przez „młode wilczki”?

Tak, trzeba przyznać, że dają mocno w kość. Jestem tym dość mocno zaskoczony i wydaje mi się, że przed tymi chłopakami cała kariera, ale też nie wiadomo jak długo ta kariera będzie trwała. Olbrzymie obciążenia w tak młodym wieku, mogą mieć w przyszłości nieprzyjemne konsekwencje. Z nami jest trochę tak jak z samochodami – jak „zatrzesz silnik” pojawiają się problemy. Tyle że w aucie można go wymienić i dalej jeździć, a naszych „silników” wymienić się nie da. Czasem lepiej spokojnie wprowadzać młodego kolarza do ścigania, dlatego bardzo się cieszę, że zaczynałem z Bjarne Riisem. Pamiętam jak kazał mi się wycofać z mojej pierwszej Vuelty. Wtedy średnio mi się to podobało, dziś widzę, że w dłuższej perspektywie wyszło mi to na dobre.

Praktycznie od zawsze twoją bolączką była słaba jazda w niskich temperaturach. Myślisz, że jesteś w stanie to poprawić?

Tego już niestety nie da się zmienić, ale na szczęście nie zawsze przeszkadza mi to w walce o czołowe miejsca. Na ostatnim Giro była bardzo fajna pogoda – tak naprawdę tylko raz – na Mortirolo sprawiała mi ona problemy. W przyszłym roku również powinno być dobrze, bo Giro zaczyna się tydzień później niż zwykle, a to naprawdę duża różnica. Jestem też tego zdania, że wyścigi majowe i czerwcowe nie powinny wjeżdżać na wysokość powyżej 2700 metrów n.p.m. Tu nawet nie chodzi o wysokość, ale po prostu w tych miesiącach jest tam zimno.

Czy masz czas na to by śledzić to co dzieje się na polskim podwórku?

Bardzo podoba mi się to, co robi CCC Development Team. Fajnie że zapewniają młodym kolarzom odpowiednie zaplecze, ale jeszcze ważniejsze jest to, że teraz ci chłopcy mogą ścigać się na dość wysokim poziomie. Poza tym nową drużynę otwiera Dariusz Banaszek i z tego też się bardzo cieszę. Projekt jest czteroletni i wielkie gratulacje, że po tym co dzieje się w polskim kolarstwie, jeszcze mu się chce. Zapewni pracę wielu zawodnikom. Zaprawieni w bojach kolarze, którzy nie mają kontraktu na przyszły sezon mogą kontynuować swoje kariery i przy okazji dzielić się swoim doświadczeniem z młodszymi.

Z końcem 2020 roku wygasa twój kontrakt z BORA-hansgrohe. Nie chciałbyś dołączyć do polskiej ekipy CCC Team?

Nie lubię gwałtownych zmian, zbędnego ryzyka. Jestem zadowolony z tego co mam tutaj, w Borze, więc jeśli odpowiednio wcześnie dostanę atrakcyjną ofertę, to zostanę w zespole. Zresztą na razie staram się o tym nie myśleć – skupiam się na tym, by przyszły sezon był jeszcze lepszy niż poprzedni, a sprawami kontraktowymi zajmuje się mój menedżer – w końcu dostaje za to wynagrodzenie.

W Kolbermoor rozmawiali Marek Bala i Bartek Kozyra.