fot. FCI

Zaledwie rok trwała przygoda Davide Balleriniego z Astaną. W rozmowie ze Spaziociclismo zawodnik podsumował swoją przygodę z zespołem Alexandra Vinokurova.

Pomimo 25 lat na karku, Włoch dopiero w tym roku zadebiutował w World Tourze. Dzięki temu miał okazję by po raz pierwszy wystąpić w kilku bardzo prestiżowych wyścigach. W kazachskiej grupie Ballerini miał inne zadania niż w Androni – znacznie rzadziej pełnił rolę lidera. To przełożyło się niestety na to, że swój pobyt w niej kończy bez choćby jednego zwycięstwa.

Ten rok będę wspominał bardzo pozytywnie, choć wydaje mi się, że mogło być lepiej. Astana dała mi szansę, więc bardzo zależało mi, by odwdzięczyć się jej przynajmniej jednym zwycięstwem. Triumf w Mińsku podczas Igrzysk Europejskich był czymś wspaniałym, tyle że miałem wtedy na sobie koszulkę reprezentacji Włoch. Jednak i tak z czasu spędzonego w ekipie jestem zadowolony. Bardzo chciałem w końcu dostać się do World Touru i mi się to udało, za co jestem bardzo wdzięczny

– mówił włoskiemu portalowi Spaziociclismo. 

W tym roku najważniejszym okresem dla Włocha był przełom marca i kwietnia, co jest w pełni naturalne, skoro już w tamtym sezonie wygrywając  Trofeo Matteotti i Memorial Marco Pantani pokazał, że jest w świetnym puncherem. W tym czasie dołożył swoją cegiełkę do kilku sukcesów Jakoba Fuglsanga. Niestety miało to również drugą stronę medalu:

To sprawiło, że w maju nie byłem w formie, która umożliwiłaby mi start w Giro. Trochę tego żałuję, ponieważ etap z Ivrei do Como prowadził przez Cantu – miasteczko, w którym się urodziłem. Byłem wtedy przy trasie jako widz i wraz z innymi cieszyłem się ze zwycięstwa Dario Cataldo, ale nie ukrywam, że żałowałem nie mogąc brać udziału w tym wydarzeniu jako zawodnik

– dodał.

Jednak ostatecznie zawodnik z Lombardii miał okazję, by wrócić w rodzinne strony. Kilka miesięcy po Giro dostał się w ostatniej chwili do kadry Astany na Il Lombardia, nawet wziął udział w ucieczce, z której niestety szybko odpadł z powodów technicznych. Być może lepiej pójdzie mu za rok, gdy będzie już jeździł w barwach drużyny Deceuninck – Quick Step, która pod koniec sierpnia ogłosiła jego zakontraktowanie.

To spełnienie moich dziecięcych marzeń. Kibicuję im praktycznie od początku mojej przygody z kolarstwem. Pamiętam, że gdy miałem 12 lat, widziałem jak Paolo Bettini wygrywa w Como Giro di Lombardia. Wtedy pomyślałem, że chciałbym w przyszłości pójść w jego ślady i założyć koszulkę Quick Stepu. Teraz moje marzenie się spełniło

-zakończył.