Fot. Marek Bala / naszosie.pl

Egan Bernal to kolejny zawodnik, po którym wszyscy spodziewają się świetnego występu na przyszłorocznym Tour de France. Kolumbijczyk, podobnie jak kilku jego kolegów z peletonu, zdecydował się powiedzieć kilka słów na temat przyszłorocznej trasy.

Zawodnik Team Ineos nie mówił zbyt wiele o swoich szansach podczas przyszłorocznej Wielkiej Pętli. W ostatnim tygodniu zeszłorocznego wyścigu pokazał olbrzymią moc, dzięki czemu odebrał żółtą koszulkę Julianowi Alaphilippe’owi i dojechał w niej do mety na Polach Elizejskich.

Jednak jak przyznaje Kolumbijczyk, przyszłoroczna edycja będzie kompletnie inna. Bynajmniej nie dlatego, że prawdopodobnie weźmie w niej udział Chris Froome, który głośno zapowiada walkę o piąte zwycięstwo.

To będzie naprawdę trudne Tour de France. Trasa będzie zupełnie inna niż w zeszłym roku – bez drużynowej jazdy na czas i z zaledwie jedną indywidualną czasówką, w dodatku zakończoną na podjeździe. Tak, to będzie kompletnie inny Tour niż w tym roku. To co pewnie spodoba się kibicom, to liczne ataki, których będzie można się spodziewać na podjazdach.”

Na szczęście dla niego inaczej, nie oznacza wcale gorzej. W ubiegłym roku etapem, który niemal pozbawił go szans na zwycięstwo, była próba czasowa. Ukończył ją na 22. miejscu i stracił mnóstwo czasu do Alaphilippe’a, Thomasa, a nawet Pinota. Teraz powinno być lepiej, ponieważ czasówka zakończy się na trudnym podjeździe, a Kolumbijczyk już wielokrotnie pokazywał, że na takich etapach czuje się znacznie lepiej.

Czasówka kończąca się na La Planches des Belle Filles, to dla mnie bardzo dobra wiadomość. Tego typu czasówki wychodzą mi dużo lepiej. Mimo wszystko nie uważam, by specjaliści od jazdy na czas mieli z tą trasą jakieś problemy, część z nich potrafi radzić sobie nawet na trasie o takim profilu.”

Dlatego wcale nie można wykluczać, że 22-latek znów wygra Tour. A to by oznaczało, że do tytułu najmłodszego zwycięzcy od czasów II Wojny Światowej, stałby się również najmłodszym obrońcą tytułu w dziejach.