fot. Lotto-Soudal

Ostatnie dwa europejskie wyścigi w sezonie 2019 rozstrzygnęły się po imponujących samotnych akcjach. W Il Lombardia triumfował Bauke Mollema (Trek-Segafredo), zaś w Paris-Tours Jelle Wallays (Lotto-Soudal), któremu los zrekompensował trudy ostatnich miesięcy. 

Radość, jaką na ostatniej prostej zaprezentował 30-letni Belg, dała upust emocjom, jakie skumulował w nim mijający sezon. Wallays nie omieszkał opowiedzieć o tym wszystkim w wypowiedzi po zakończeniu wyścigu.

– Chciałem odjechać z mniejszą grupką i uzyskać niewielką przewagę. Okazało się jednak, że jestem sam, więc dojechałem do Sorena Kragha Andersena, ale on złapał gumę, więc musiałem jechać samotnie. Czułem się dziś jednak bardzo dobrze, od ostatniego tygodnie miałem pragnienie dania z siebie wszystkiego, by z radością zakończyć sezon.

Ten sezon był dla mnie trudny. Podczas hiszpańskiej Vuelty byłem chory, a na początku sezonu miałem kraksę i straciłem trzy zęby. Sezon wznowiłem ponownie podczas mistrzostw Belgii, moja forma była dobra i chciałem pojechać na Tour de France, ale nie zostałem wybrany do składu. Potem podczas Vuelty – tak, jak wspomniałem – byłem chory i jako kolejny cel obrałem sobie Paris-Tours. Wyścig, który zawsze preferowałem to Paris-Roubaix, więc nie mogę się doczekać, kiedy to także i tam będę w końcówce liczył się w walce o zwycięstwo

– powiedział zaraz po przekroczeniu linii mety Jelle Wallays.

Na ostatnich metrach kolarz Lotto-Soudal widział walczących za nim rywali, ale pomimo to mógł być już pewien zwycięstwa. Ostatecznie dotarł na metę z przewagą wynoszącą pół minuty.