Anna Plichta nieco inaczej wyobrażała sobie swój pierwszy start w Mistrzostwach Świata w Yorkshire. Zajęła dopiero 36. miejsce, choć apetyty były znacznie większe. Dzień później postanowiła podzielić się z nami wrażeniami po wyścigu.

Wcześniejsze czasówki szły jej o wiele lepiej. Na mistrzostwach Polski zdeklasowała rywalki, a na WNT Madrid Challenge by la Vuelta była 5. Tutaj było o wiele gorzej, a sama zawodniczka miała problem z tym, aby podać przyczynę swojego nie najlepszego startu.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w czasie jazdy czułam się naprawdę dobrze. Przed wyścigiem rozmawialiśmy z trenerem, który powiedział mi, jaką moc mam utrzymywać w poszczególnych częściach trasy. Wiedziałam, że jeśli uda mi się to zrealizować, to dam radę osiągnąć naprawdę fajny wynik. Na trasie byłam naprawdę zadowolona, wydawało mi się, że wszystko idzie zgodnie z planem, ale potem, już na mecie popatrzyłam na swój czas i… po prostu opadła mi szczęka. Później analizowaliśmy wszystko z trenerem i nie potrafiliśmy wskazać jakichkolwiek błędów. Teoretycznie wszystko zrobiłam dobrze. Po prostu cały świat zrobił olbrzymi krok do przodu, więc postępy, które poczyniłam w ostatnim czasie nie wystarczyły. Wprawdzie na polskie warunki jest super, ale to wciąż za mało, by osiągnąć coś na poziomie międzynarodowym

– przyznała Plichta.

Dodała też, że wpływ na wynik mogła mieć też trasa – trudniejsza niż na tych wyścigach, które kończyła wcześniej w czołówce.

Trasa bardziej pasowała lżejszym zawodniczkom, a niestety ja do nich nie należę. Pierwsze 12 kilometrów było wprawdzie płaskie, ale później zaczynały się już góry. Łącznie pokonałyśmy we wtorek 500 metrów przewyższenia, więc ta czasówka była bardzo trudna, średnio pasująca do mojej charakterystyki i to też mogło mieć duży wpływ na wynik

– dodała reprezentantka Polski.

Cóż mówi się trudno. Zawodniczce Treka pozostaje nam życzyć powodzenia w sobotę. Miejmy nadzieję, że odegra tam dużą rolę w sukcesie Katarzyny Niewiadomej albo Małgorzaty Jasińskiej.