fot. Jumbo-Visma

Tego mało kto się spodziewał. Wczorajszy etap miał być dla Roglicia drogą krzyżową. Rywale mieli zacząć odrabiać straty do Słoweńca, a tymczasem  powiększył on swoją przewagę i pewnie zmierza po triumf w całym wyścigu.

Zawodnik Jumbo-Visma na początku podjazdu nie wyglądał najlepiej, ale później przyspieszył tak, że z grupy odpadali kolejno Quintana, Lopez, Majka i Valverde, a obok niego został tylko młodziutki Tadej Pogacar. Polak i dwóch zawodników Movistaru stracili do Słoweńców blisko pół minuty, z kolei Lopez, który miał dziś olbrzymi kryzys, przyjechał 34 sekundy po tej trójce.

– Kompletnie się tego nie spodziewałem. Oczywiście, chciałem być dziś wysoko, ale spodziewałem się zaciętej walki na finiszu. Tak się nie stało i nie ukrywam, że jest to dla mnie bardzo dobry układ. Cieszę się z tego, że zdobyłem nad rywalami przewagę psychologiczną i zwiększyłem różnicę między mną, a nimi w klasyfikacji generalnej. Wierzę, że nie stracę tej przewagi w niedzielę, mimo że tam układ wzniesienia będzie zupełnie inny niż dziś. Wszystko dlatego, że nie boję się żadnej góry. Moim zdaniem, jeśli jesteś w dobrej formie, to typ podjazdu nie ma dla ciebie znaczenia

– powiedział Słoweniec, z którego ust biła pewność siebie.

Drugim, pewnie jeszcze większym bohaterem tego etapu był Pogacar, który dziś przyjechał na metę jako pierwszy i wspiął się na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Roglić został zapytany o to, czy jego młodszy kolega faktycznie był od niego mocniejszy, czy po prostu dostał zwycięstwo w podzięce za pracę wykonaną na rzecz lidera wyścigu.

– Mogę jedynie powiedzieć, że to był wspaniały dzień dla słoweńskiego kolarstwa. Nie pamiętam sytuacji, w której dwóch zawodników z naszego kraju przyjeżdża na dwóch pierwszych miejscach na metę królewskiego etapu takiego wyścigu jak Vuelta. W końcówce obaj daliśmy z siebie wszystko, by osiągnąć jak najwyższą przewagę nad rywalami. Tadej ma olbrzymi talent. Już teraz przyjeżdża w czołówce każdego górskiego etapu. Jest świetnym przyjacielem i bardzo mocnym rywalem. Wierzę, że przyszłość tego sportu będzie należeć do niego

– odpowiedział dość enigmatycznie Roglic.