Fot. La Vuelta

Zgodnie z przewidywaniami, 11. Etap Vuelta a Espana zakończył się zwycięstwem uciekiniera. Czas na oceny.

Plusy:

Rycerz z deszczowego królestwa

Kochamy, uwielbiamy takich kolarzy jak Mikel Iturra. Dzisiejszy triumfator, jak mogliśmy przewidywać, wykazał się olbrzymią wolą walki, która pozwoliła mu sięgnąć po największy sukces w karierze. Nie od dziś wiadomo, że Baskowie kochają kolarstwo. Tym bardziej więc cieszy, że zawodnik jeżdżący w barwach ekipy z tej pięknej choć deszczowej krainy okazał się dziś najlepszy. Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że przyszłość Euskadi – Murias nie jest pewna, a jak widać, warto w ten zespół zainwestować.

Szansa na sukces

Po dzisiejszym etapie można było na Twitterze zaobserwować pewien ruch mocno uderzający w peleton, który “na takich etapach robi sobie jaja z kibiców”. Cóż, my cieszymy się, że także uciekinierzy mają odcinki typowe dla siebie. W odjeździe trzeba się przecież znaleźć (a na takich odcinkach nie jest to łatwe), by potem dopiero zacząć walkę z rywalami. W czasach rozdmuchanej do granic możliwości specjalizacji, także harcownicy muszą mieć coś dla siebie. Dziś oglądaliśmy właśnie taki etap.

Minusy:

Jak nie teraz, to kiedy?

Do tej pory nie mieliśmy większych zastrzeżeń do jazdy ekipy CCC podczas tegorocznej Vuelty. Dziś jednak czas na burę. Jeśli nie na takich etapach, to kiedy “Pomarańczowi” mają walczyć o etapowy triumf? Takich szans polski team po prostu nie może odpuszczać.

Ciągle pod formą

Niestety mimo świetnych początków, Ben O’Connor przestał spełniać pokładane w nim nadzieje. Kolarz Dimension Data miał być już jednym z czołowych zawodników swojego zespołu, a niestety nie może już nawet utrzymać tempa uciekinierów w swoim ulubionym terenie. Nie tak to miało wyglądać.