Fot. La Vuelta

Ten dzień miał jednego bohatera. Był nim Mikel Iturria (Euskadi Basque Country – Murias) – 27-letni kolarz pochodzący z Urniety – miejscowości położonej około 60 kilometrów od mety dzisiejszego etapu. Nic dziwnego, że po przejechaniu przez linię mety był przeszczęśliwy.

„Kiedy podczas prezentacji zostałem zapytany o to, który etap najbardziej chciałbym wygrać, wskazałem na ten. Tu mieszka moja rodzina, moi znajomi, więc wybór był oczywisty. Naprawdę zawsze marzyłem o czymś takim. Nie jestem typem zwycięzcy. Zwykle ciężko pracuję na swojego lidera. Ale przed Vueltą zrobiłem tu rekonesans i uznałem, że to jest etap dla mnie. I proszę, udało się, nie mogę w to uwierzyć.”

-mówił rozanielony 26-latek.

W dodatku wygrał w pięknym stylu. Zaatakował 25 kilometrów przed metą i samotnie przejeżdżał przez wiele znanych mu miejscowości. Jego przewaga ani przez moment nie przekraczała minuty, a na dziesięć kilometrów przed metą wynosiła niespełna 20 sekund. A jednak pozostali uciekinierzy, mimo że momentami wyglądali na naprawdę dobrze zorganizowanych, nie dali rady go dogonić. Był chyba dla nich po prostu za mocny. I wygląda na to, że taktyka, którą przyjął była strzałem w dziesiątkę.

„Gdy jechałem w ucieczce, czułem się bardzo dobrze, ale mimo to postanowiłem zaatakować. Wierzyłem w to, że mogę wytrzymać długą samotną jazdę, natomiast wiedziałem też, że nie jestem wystarczająco szybki, by spróbować swoich sił na finiszu, więc nie było innego wyjścia. Dwa kilometry przed metą widziałem, że wciąż mam przewagę, ale rywale mocno naciskają. Sądziłem, że mnie dogonią, ale nie czekałem na nich by odsapnąć i liczyć na finisz, bo nie miało to żadnego sensu. Postanowiłem dać z siebie jeszcze więcej i jak widać podjąłem dobrą decyzję.”

– powiedział Iturria.