fot. ASO / Alex Broadway

Nairo Quintana jest zdecydowanie największym przegranym wczorajszej czasówki. Przed wyruszeniem na trasę był liderem wyścigu, teraz wielu odbiera mu już szanse na zwycięstwo.

I ciężko się dziwić. Kolumbijczyk stracił na 36-kilometrowej trasie 3:06, więc jego strata wynosi już równe trzy minuty. W XXI wieku tylko raz Vueltę wygrał kolarz, który miał równie dużą stratę po 10 odcinkach, zresztą było to stosunkowo dawno, bo sztuka ta udała się 16 lat temu Roberto Herasowi. Dlatego nic dziwnego, że po przejechaniu linii mety Quintana wyrażał ubolewanie.

To oczywiste, że pracowaliśmy na treningach z myślą o dużo lepszym rezultacie. Zdaję sobie sprawę z tego, że zawiodłem, ale nie poddajemy się. Jesteśmy tutaj, by walczyć w klasyfikacji generalnej, więc będziemy to robić

– przyznał Quintana.

Na szczęście dla Kolumbijczyka, podczas ostatniego Giro Rogliciowi zdarzało się pokazywać słabość w górach, a tak się składa, że przed nami jest jeszcze kilka ciężkich etapów. Dlatego były lider klasyfikacji generalnej deklaruje, że nie zamierza składać broni i będzie starał się wykorzystać nadarzające się okazje.

Choć czasówka nie poszła mi tak jak tego oczekiwałem, nie mam zamiaru mówić, że nie jestem w dobrej formie. W kolejnych dniach będzie sporo szans do przeprowadzenia ataków i będziemy chcieli z tego skorzystać. Będziemy szukać strategii, która pozwoli nam odzyskać w górach czas do Roglicia. Zobaczymy co przyniosą kolejne dni. Możemy grać na dwie karty- jestem ja, jest Alejandro, więc mamy duże pole do popisu. Jeśli chodzi o mnie, nie mam już nic do stracenia, co na pewno będzie miało pozytywny wpływ na moją jazdę w najbliższych dniach

– kończy.