Foto: PhotoGomezSport2019

Choć to Tadaj Pogacar był głównym bohaterem wczorajszego odcinka, to słowa uznania należą się także Nairo Quintanie. Kolumbijczyk został nowym liderem wyścigu i po raz pierwszy od trzech lat założył maillot rojo.

„Nairoman” swoją świetną pozycję wyjściową przed kluczowym drugim tygodniem zawdzięcza pechowi rywali i atakowi, który przeprowadził razem z Tadejem Pogacarem na ostatnich kilometrach przed metą. Dostał też duże wsparcie ekipy- do pomocy mu został nawet Marc Soler, który miał całkiem duże szanse na wygranie etapu. Po wszystkim opowiedział o swoich odczuciach dziennikarzom.

To był trudny etap. Musieliśmy zrobić wszystko, by zyskać trochę czasu do Roglicia. Jestem bardzo wdzięczny Marcowi Solerowi, który poczekał na mnie, choć miał szanse na zwycięstwo etapowe. Dziękuję też reszcie kolegów z ekipy, bo wykonali naprawdę bardzo dobrą robotę

– powiedział Quintana.

Oczywiście nie oznacza to, że 29-latek może spać spokojnie. Wręcz przeciwnie. Mniej niż minutę straty ma do niego trójka kolarzy, przed nim jeszcze nielubiana jazda indywidualna na czas, a na domiar złego, wciąż nie wiadomo jeszcze, czy liderem ekipy będzie on, czy doświadczony, ale również jadący świetny wyścig Alejandro Valverde, który w przeciwieństwie do niego prawdopodobnie zostanie w ekipie na kolejny sezon.

Zobaczymy co stanie się w najbliższych dniach, co ja i Alejandro będziemy w stanie osiągnąć i który z nas będzie naszym numerem jeden. Cieszę się, że możemy liczyć na zespół. Ale spokojnie, do końca Vuelty jeszcze długa droga. Roglić dalej jest w lepszej sytuacji- we wtorek mamy jazdę indywidualną na czas. Trzeba będzie włożyć mnóstwo wysiłku, by obronić koszulkę, choć szczerze mówiąc wątpię, by mi się to udało. Ale później zrobimy wszystko, by ją odzyskać i wierzę, że prędzej czy później zdołamy to zrobić

– dodał.