Photo Gomez Sport

Zwycięstwem  Nikiasa Arndta (Sunweb) zakończył się ósmy, pagórkowaty etap Vuelta a Espana. Koszulkę lidera przejął Nicolas Edet (Cofidis).

Ósmy etap hiszpańskiego wyścigu był idealny dla uciekinierów. Na ponad 160-kilometrowej trasie do pokonania było wiele krótkich wzniesień, lecz kategoryzowany był jedynie podjazd pod Puerto de Moserrat (7,7 km, 6,7%), który miał wyłonić najmocniejszych uciekinierów walczących o etapowe zwycięstwo.

Zgodnie z przewidywaniami, od peletonu w pierwszej części rywalizacji odłączyła się bardzo duża grupka 21 kolarzy, w skład której wchodzili  Jorge Arcas (Movistar Team), Silvan Dillier (AG2R La Mondiale), Luis León Sánchez (Astana Pro Team), Dylan Teuns (Bahrain-Merida), Jonas Koch (CCC Team), Zdeněk Štybar (Deceuninck-Quick Step), Tobias Ludvigsson (Groupama-FDJ), Carl Fredrik Hagen, Tosh Van der Sande (Lotto Soudal), Nic Dlamini (Dimension Data), David de la Cruz (Team Ineos), Ruben Guerreiro (Katusha Alpecin), Nikias Arndt, Martijn Tusveld (Team Sunweb), Peter Stetina (Trek-Segafredo), Sergio Henao (UAE Team Emirates), Alex Aranburu, Jonathan Lastra (Caja Rural-Seguros RGA), Jesús Herrada and Nicolas Edet (Cofidis) i Fernando Barceló (Euskadi-Murias). Ich przewaga osiągnęła około 5 minut, przez co nie było wiadome, czy zespoły mocniejszych sprinterów nie poszukają szansy dla siebie.

U podnóża podjazdu pod Puerto de Montserrat czołówka miała przewagę przekraczającą pięć i pół minuty, a gdy tylko droga zaczęła się wznosić tempo podkręcił Jesus Herrada. Peleton jechał jednak wówczas znacznie szybciej i główna grupa zaczęła niwelować dystans dzielący ich od harcowników, głównie za sprawą pracy wykonywanej przez zawodników Astany.

33 kilometry przed metą z ucieczki na atak zdecydował się Peter Stetina, a to spowodowało, że grupa harcowników zaczęła się rozsypywać. Amerykanin zyskał około 20 sekund przewagi i mimo prób innych zawodników nikt nie zdołał doskoczyć do zawodnika Trek-Segafredo. Dopiero około kilometra przed górską premią do Stetiny doskoczył Fernando Barcelo, a kilka metrów za Hiszpanem był Herrada.

Tuż za premią rozpoczęła się ulewa, a prowadząca trójka została dogoniona przez pozostałych zawodników z ucieczki. Peleton wówczas nieco odpuścił i stało się jasne, że etapowy zwycięzca znajduje się w odjeździe. To także oznaczało, że wirtualnym liderem został Nicolas Edet. Podczas deszczowego zjazdu na przedzie znaleźli się Guerreiro, Tusveld i ponownie Barcelo, a 13 kilometrów przed metą ich przewaga wynosiła kilkanaście sekund.

Do prowadzącej trójki przeskoczył również Alex Aranburu, ale im bliżej było mety tym bardziej pozostali harcownicy zmniejszali dystans do czołowego kwartetu. 3,5 kilometra przed metą wszyscy się połączyli i rozpoczął się festiwal kolejnych ataków. Jako pierwszy ruszył Ludvigsson, a po chwili akcję Szweda poprawił Stybar. Czujnie jechał Jonas Koch, który pilnował wszystkich ataków i w samej końcówce także znalazł się w ostatecznej rozgrywce o wygraną.

W finałowym sprincie najwięcej sił zachował jednak Nikias Arndt, który ze sporą przewagą wyprzedził Alexa Aranburu i Tosha van der Sande. Jonas Koch z CCC Team zafiniszował na piątym miejscu, a spora strata peletonu oznaczała, że koszulka lidera oficjalnie przeszła w ręce Nicolasa Edeta.