fot. ASO / Alex Broadway

Zwycięzca szóstego etapu Tour de France Dylan Teuns przyznał, że nie spodziewał się, iż zwycięstwo w tym wyścigu w ogóle przyjdzie, a jeśli już to tak szybko. Dla kolarza drużyny Bahrain-Merida jest to najbardziej prestiżowy sukces w dotychczasowej profesjonalnej karierze kolarskiej.

27-letni Teuns okazał się najlepszym uciekinierem dnia, choć do najtrudniejszych momentów finałowego podjazdu La Planche des Belles Filles jechał z Giulio Ciccone (Trek-Segafredo) koło w koło. Ostatecznie zdołał nadrobić nad Włochem jedenaście sekund, a temu na całkiem niezłe pocieszenie pozostała koszulka lidera.

– To niewiarygodne. Już w Dauphine wiedziałem, że jestem w dobrej formie. W międzyczasie wykonałem trochę pracy, ale niezbyt wiele, ponieważ nie było dużo czasu. Odniesienie zwycięstwa już w pierwszym tygodniu wyścigu jest czymś niesamowitym i naprawdę się tego nie spodziewałem. Wiedziałem, że dziś będę miał na to szansę i jeśli ona się nadarzy, to skorzystam z niej najlepiej, jak będę mógł. Zrobiłem wszystko.

Zdawałem sobie sprawę, że w końcówce największym zagrożeniem będzie dla mnie [Giulio] Ciccone. Jestem tak szczęśliwy, że udało mi się to wykończyć. Gdy u podnóża finałowego podjazdu zobaczyłem moich rodziców i moją dziewczynę, to było coś bardzo emocjonującego

– powiedział bezpośrednio po etapie Teuns.

Belg w pełnej krasie zademonstrował swój potencjał w 2017 roku, kiedy to wygrał trzy wyścigi etapowe z rzędu: Tour de Wallonie, Tour de Pologne oraz Arctic Race of Norway. W tym sezonie czas bezpośrednio poprzedzający Wielką Pętlę również miał udany, czego dowodem jest etapowe zwycięstwo w “Delfinacie”, w Crappone-sur-Arzon.