fot. ASO / Pauline Ballet

Trzeci etap tegorocznego Tour de France już za nami. Nie da się ukryć, że ostatnie kilometry odcinka do Epernay były fantastyczne. Czas więc na oceny.

Plusy:
Król jest tylko jeden
Julian Alaphilippe. Więcej chyba nie trzeba dodawać. Lider ekipy Deceuninck – Quick Step z pewnością był dziś jednym z głównych faworytów do zgarnięcia etapowego triumfu. Mało kto jednak spodziewał się, że przyjdzie mu zaatakować tak szybko i zgarnąć koszulkę lidera. Nie ma co się dziwić, że Francuz jest uwielbiany przez kibiców na całym świecie. Jego jazda po prostu musi się podobać.

Iść na całość
Kiedy zobaczyliśmy dziś Tima Wellensa zabierającego się w odjazd dnia, mieliśmy ochotę popukać się w czoło. Belg pokazał jednak, że ma bardzo dużą ochotę na walkę. Zasadniczo, gdyby nie bardzo mocne tempo narzucane przez Deceuninck – Quick Step i BORA – hansgrohe, zawodnik Lotto Soudal zdołałby dojechać do mety na prowadzeniu. Ostatecznie sił zabrakło na ostatnie kilkanaście kilometrów.

Gromy w pierwszej rundzie
Gdyby można było porównać początek tegorocznego Tour de France do walki bokserskiej, mamy za sobą pierwszą rundę, w której zawodnicy wyprowadzili całą masę potężnych ciosów. Nie da się ukryć, że było na co popatrzeć. Aż szkoda, że teraz przed nami 2 lżejsze etapy. Pozostaje jednak wierzyć, że już w czwartek zrobi się naprawdę gorąco.

Minusy:
Dzieci we mgle
Zdecydowanie największym minusem dzisiejszego etapu jest postawa ekipy Jumbo – Visma i nie chodzi tu o słabość poszczególnych pomocników. Wręcz przeciwnie – pomocnicy byli, zabrakło tylko odpowiedniej taktyki. Kiedy Mike Teunissen zaczął mieć problemy, szefostwo zespołu nie wiedziało co zrobić, przez co także Wout van Aert musi obejść się smakiem. Taktyczny minus po stronie Jumbo – Visma, mimo bardzo mocnego otwarcia wyścigu.

Przyszły lider CCC?
Tak, wiemy, że jechał Giro d’Italia. Wiemy też, że nie jest najwybitniejszym zawodnikiem w stawce. Został jednak wystawiony jako lider swojego zespołu, zapowiadał walkę, a na pagórkowatym etapie stracił już ponad 3 minuty. Mowa oczywiście o Ilnurze Zakarinie, który ponownie udowadnia, że nie stać go na walkę o najwyższe cele. Jeśli ekipa CCC podpisze z nim kontrakt, z pewnością nie będzie mogła na niego liczyć.