fot. Marek Bala / naszosie.pl

Podczas tegorocznego Tour de France Michał Kwiatkowski (Team INEOS) będzie w stu procentach skoncentrowany na pomocy Geraintowi Thomasowi i Eganowi Bernalowi. Jak sam powiedział na konferencji prasowej poprzedzającej wyścig, jasnym celem drużyny jest zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Dlatego wszyscy inni muszą swoje własne ambicje schować do kieszeni. 

Jednym z pierwszych zadań Michała Kwiatkowskiego będzie ochranianie liderów na płaskich i nerwowych etapach. Jak zauważył Polak, te dni są negatywnie wyjątkowe i należy skoncentrować się na jeździe w peletonie w stu procentach.

– Łatwo jest powiedzieć, że aby uniknąć problemów trzeba po prostu jechać na czele peletonu. Jednak ostatecznie kosztuje to sporo energii i dlatego trzeba to robić w inteligentny sposób. Jak to zwykle bywa w Tour de France, pierwsze etapy będą chaotyczne i trudne do kontrolowania. Niełatwo jest w tych dniach znaleźć swoje miejsce w peletonie. Pomoże w tym trochę jazda drużynowa na czas, ponieważ ustawi klasyfikację generalną i sprawi, że nieco łatwiej będzie się poruszać w peletonie. Miejmy nadzieję, że [jako drużyna] dojedziemy do tego momentu bez kłopotów. Widziałem ostatnio dziesięciominutowy film podsumowujący ubiegłoroczny Tour, z czego pięć minut to kraksy. Zatem miejmy nadzieję, że z pomocą naszego kapitana Luke’a Rowe’a oraz innych doświadczonych kolarzy przejedziemy przez ten pierwszy tydzień bezpiecznie

– powiedział Michał Kwiatkowski.

Ważną rolę “Kwiato” będzie miał do odegrania także podczas drugiego etapu jazdy drużynowej na czas. Jako dobry specjalista od walki z czasem z pewnością kilka razy mocniej pociągnie, aby drużyna uzyskała jak najlepszy czas. Zapytany, czy etap ten spowoduje większe różnice czasowe, odpowiedział następująco:

– Miejmy nadzieję, że powstaną większe różnice czasowe po drużynowej czasówce, ale na naszą korzyść. Nie mogę się doczekać tego etapu – zwłaszcza z tą drużyną, gdzie właściwie każdy potrafi dobrze jeździć na czas. W przeszłości prezentowaliśmy się bardzo przyzwoicie w tej dyscyplinie. Środowe popołudnie spędziliśmy na torze samochodowym, gdzie jeździliśmy nawet z prędkością ponad 60 km/h – nie da się tak potrenować na drogach w otwartym ruchu, więc dzięki temu mogliśmy popracować nad wysokimi prędkościami

– zdradził Kwiatkowski.

Następnie przyjdą etapy średnio górskie i górskie, podczas których Michał również będzie miał swoje zadania. Rolę, w jakiej obsadzono go na tegoroczny wyścig Tour de France można określić jako uniwersalny i ekskluzywny pomocnik.

– Mam nadzieję, że będę jednym z kluczowych kolarzy, którzy pomogą wygrać albo Eganowi [Bernalowi], albo Geraintowi [Thomasowi]. Jestem całkiem uniwersalnym kolarzem, potrafię odnaleźć się w wielu różnych sytuacjach – na płaskim, w średnich górach i w wysokich górach. Będę starał się im pomóc, jak tylko będę mógł. Nie mam tutaj jakiejś specjalnej roli i nikt z nas jej nie ma. Każdy pracuje na zwycięstwo drużyny. Wiele zależy od dyspozycji, od tego, co kto zrobił poprzedniego dnia itd. Zwycięstwo w klasyfikacji generalnej jest naszym największym celem, nie ma tutaj żadnych osobistych ambicji czy czegoś podobnego. Każdy z nas ma ten cel w głowie. Każdy jest z nas jest gotów do poświęcenia siebie na rzecz tego celu

– wyjaśnił Kwiatkowski.

Bardzo wymagająca trasa tegorocznego Tour de France, między innymi z uwagi na liczbę podjazdów położonych powyżej 2000 m.n.p.m., wymagała również pieczołowitego przygotowania. Jak zatem były mistrz świata ocenia on swoją dyspozycję?

– Czułem się dobrze podczas ostatnich trzech etapów Criterium du Dauphine i myślę,  że znajduję się nawet na lepszym poziomie niż w ubiegłym roku. Myślę, że to jest dobry znak przed Tour de France, który ma znacznie więcej metrów przewyższenia, a ponadto jest wiele podjazdów powyżej dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza, dlatego ważne jest, aby być dobrym w górach. Miejmy nadzieję, że forma przygotowana na jazdę po górach nie będzie miała negatywnego odzwierciedlenia w jeździe na czas. Jesteśmy gotowi i wiemy też, co nas czeka – zwłaszcza w trzecim tygodniu

– powiedział Kwiatkowski.

Dziennikarze zebrani w hotelu, gdzie mieszka przed Grand Départ Team INEOS i gdzie jednocześnie zorganizowano konferencję prasową, niejednokrotnie prosili Michała o wypowiedź na temat Gerainta Thomasa i Egana Bernala – o to, jacy są i jaka jest między nimi dynamika relacji. Kwiatkowski odpowiadał dość zachowawczo, ale jednocześnie gdzieś między wierszami wskazywał istotne różnice charakterów.

– Myślę, że przede wszystkim oni znajdują się w całkowicie różnych punktach swojej kariery. Egan jako Kolumbijczyk jest miły, otwarty i rodzinny. Być może podczas konferencji prasowej widzieliście, że jest trochę spięty, być może czuje lekką presję, ale koniec końców to bardzo miły chłopak i z przyjemnością będę mu pomagał i dzielił się z nim doświadczeniem, jednocześnie go uspokajając. Świetnie jest mieć w drużynie kogoś takiego, który tak jak on z entuzjazmem podchodzi do ścigania i wszystkiego bardzo szybko się uczy. Mogliście się przekonać o tym podczas Paris-Nice. Geraint z kolei ma wielkie doświadczenie i jest świetnym kolegą z drużyny z wielką determinacją. Zawsze jest także bardzo profesjonalny i robi wszystko, co tylko może aby przygotować się jak najlepiej na Tour de France. Oni także zdają sobie sprawę, że drużyna walczy o zwycięstwo. Obaj są wobec siebie szczerzy i dobrze się komunikują, więc jeśli tylko jeden z nich będzie czuł, że nie jest w stanie stanąć na najwyższym stopniu podium, to o tym powie. Miejmy nadzieję, że takie podejście pozwoli nam wygrać ten wyścig

– wyjaśnił Kwiatkowski.

W związku z powyższym nie można było nie zapytać Michała Kwiatkowskiego jak odnajduje się w sytuacji, w której, gdy sam jest w stanie walczyć o najwyższe cele w prestiżowych wyścigach, radzi sobie z całkowitym oddaniem się swoim liderom, włącznie z siedem lat młodszym od niego Eganem Bernalem.

– Wciąż chcę rozwijać się jako kolarz specjalizujący się w walce o klasyfikacje generalne. I to jest właśnie jeden z tych powodów, dla których jestem tutaj, w jednej z najlepszych drużyn na świecie. Otrzymuję swoje szanse w innych wyścigach – jak chociażby w ardeńskich klasykach, gdzie oczywiście próbowałem wygrać. To nie był do końca mój rok, ale jednocześnie znajdowałem się na całkiem dobrym poziomie. Cieszę się, że jestem w tej drużynie i że otrzymuję swoje szanse tam, gdzie chcę. Z drugiej strony rozumiem, kiedy muszę się za to odpłacić. Tak to działa w kolarstwie – wcześniej czy później będziesz musiał pracować dla najlepszego kolarza w wyścigu. Tak właśnie wygrywa się wyścigi. Oczywiście, że chciałbym zwyciężyć w Tour de France. Obieram sobie wysokie cele, do których zmierzam krok po kroku. Lepiej jest stawiać sobie wielkie wyzwania, ponieważ one motywują ciebie bardziej. To napędza mnie do trenowania i osiągania wielkich rzeczy. Bardzo chciałbym ten proces przyspieszyć, ale nie jest tak łatwo być liderem drużyny w wielkim tourze. Mierzę jednak wysoko i to pozwala mi osiągać po drodze nieco mniejsze cele jak zwycięstwa chociażby w Tirreno-Adriatico czy w Tour de Pologne. Myślę, że każdemu sprawdzi się takie właśnie podejście do kolarstwa

– udowadniał Kwiatkowski.

Pomimo że cała uwaga koncentruje się obecnie na Tour de France, to z dziennikarskiego obowiązku trzeba odnotować jak Michał Kwiatkowski skomentował czwarte miejsce w wyścigu jazdy indywidualnej na czas podczas mistrzostw Polski. Otóż wbrew niektórym opiniom waży tyle samo, co na przykład w poprzednim sezonie, ale niezbyt pomocny mógł być dla niego fakt, że przyjechał do Grunwaldu prosto z dużej wysokości. Przypomnijmy, że był czwarty.

Z Brukseli Marta Wiśniewska