fot. Jumbo-Visma

Nadszedł czas na drugi z trzech wymagających etapów jazdy indywidualnej na czas w tegorocznym wyścigu Giro d’Italia. W niedzielę 19 maja kolarze pokonają dystans 35 km z Riccione do San Marino.

Trasa dziewiątego etapu “czasówki” dzieli się na dwie różne połowy – płaskie 22 kilometry i 12-kilometrowy podjazd drugiej kategorii do San Marino. Oznacza to, że różowa karawana opuści na moment Włochy i odwiedzi Republikę San Marino – enklawę położoną na terenie włoskiego buta.

Pierwsze 22 km określa się jako płaskie, choć na profilu widać, że de facto niedługo po starcie teren zaczyna się lekko wznosić. Na trasie znajdują się dwa punkty pomiary czasu – jeden jeszcze we Włoszech, po prawie 12 km jazdy, a drugi – już w San Marino, na początku podjazdu.

Finałowa wspinaczka liczy 12,2 km. Jej średnie nachylenie wynosi 4,5%, ale wartość ta została wyliczona po uwzględnieniu fragmentów zjazdów i fałszywych wypłaszczeń, zatem w rzeczywistości  – tam, gdzie trzeba będzie się wspinać nachylenie wynosi ok. 6-7%, a w najtrudniejszym momencie 11%.

Na poniższym profilu widać zaś, że tuż przed czerwoną flagą oznaczającą, że do mety pozostało 1000 metrów nachylenie sięgnie jeszcze 10%. Niedługo wcześniej był zaś lekki zjazd – istny rollercoaster. Oznacza to, że nie jest to klasyczna, równa wspinaczka, w jakich lubują się wytrawni górale. Ten podjazd będzie wymagał dostosowania się do zmian rytmu, a co za tym idzie – częstych zmian przełożeń. Ten, kto się w to wpasuje i odpowiednio dobierze sprzęt zostanie zwycięzcą.

Pomimo silnej obsady tegorocznego wyścigu Giro d’Italia, spoglądając na listę startową nie można zakreślić wielu faworytów do etapowego zwycięstwa w San Marino. Tak między Bogiem a prawdą jest ich dwóch – zwycięzca etapu jazdy indywidualnej na czas w Bolonii Primoz Roglic (Jumbo-Visma) i Simon Yates (Mitchelton-Scott).

Za kolarzami kilka bardzo długich, mokrych i zimnych dni. W dodatku dość wymagających, trudnych technicznie i nerwowych. Najbardziej “wypoczętym” wydaje się być Simon Yates, ponieważ nie spoczywał na nim obowiązek noszenia maglia rosa, i nauczony porażką z ubiegłego roku, przejechał pierwszy tydzień spokojnie, otoczony opieką swoich kolegów z drużyny.

Roglic był nieco bardziej aktywny, ale pomimo wszystko w oczach wielu ekspertów i kibiców jest żelaznym faworytem nie tylko do drugiego etapowego zwycięstwa, ale także do znacznego powiększenia przewagi nad rywalami. Jeśli ten scenariusz się spełni, to najbardziej zminimalizować straty może właśnie tylko Brytyjczyk.

W Bolonii bardzo dobrze poradził sobie Rafał Majka (BORA-hansgrohe), który podobnie jak Yates jedzie spokojnie i powinien czuć się w niedzielę dość świeżo. Należy jednak pamiętać, że charakterystyka podjazdu do Sanktuarium św. Łukasza różniła się od tej, z którą zawodnikom przyjdzie zmierzyć się w San Marino. “Zgreda” znamy z długich i solidnych wspinaczek, ale patrząc na jego postępy w samotnej walce z czasem oraz na zjazdach, można mieć cichą nadzieję na małą niespodzianką w to piękne majowe niedzielne popołudnie.

Cóż to za wielki tour, w którym etapy jazdy indywidualnej na czas nie są dla specjalistów w tej dyscyplinie. Znak czasów. Zmiany wprowadzane przez organizatorów po to, aby zwycięzca Giro, Touru czy Vuelty był wszechstronnym i rzeczywiście najmocniejszym zawodnikiem. Wobec tego czołówka klasyfikacji generalnej, która ułożyła się na nowo po etapie do Giovanni San Rotondo, z pewnością ulegnie zmianie.

Pełną zapowiedź wyścigu Giro d’Italia 2019 można przeczytać tutaj.

Plan transmisji telewizyjnych z wyścigu Giro d’Italia 2019 można zobaczyć tutaj.