fot. ASO / Alex Broadway

Ostatnie starty w klasykach były dla Luke’a Rowe prawdziwą huśtawką nastrojów. Brytyjczyk jednego dnia wylądował w jednej z ostatnich grup, by w niedzielę ponownie walczyć o zwycięstwo.

Rowe sygnalizuje bardzo dobrą dyspozycję od początku marca. Już podczas Paryż – Nicea udawało mu się robić niesamowite rzeczy na wiatrach, co wydatnie pomogło Eganowi Bernalowi i Michałowi Kwiatkowskiemu. W ostatnich dniach jego postawa to jednak wielka sinusoida, która wczoraj znów pikowała w górę z czego sam zawodnik jest bardzo zadowolony.

Nie byłem specjalnie zaskoczony, że pierwsze ruchy faworytów zaczęły się tak szybko. Wiatr wiał bowiem od samego początku i już po 500 metrach pojawiły się małe różnice. Odjazd był bowiem tylko kwestią czasu. Kiedy później odjechała czwórka, byłem już rozczarowany. Na szczęście udało mi się przeskoczyć i zupełnie nie żałuję tej akcji. Kiedy skończyły się bruki widziałem, że wszyscy są totalnie wypompowani. Spróbowałem więc krótkiego skoku, lecz nikt za mną nie podążył, a sam nie miałem najmniejszych szans. Mimo wszystko czuję, że był to bardzo dobry prognostyk przed De Ronde

– powiedział Rowe.

Teraz przed Brytyjczykiem najważniejsze dwa tygodnie w sezonie. Już w środę zobaczymy go na trasie Dwars door Vlaanderen. Później nadejdzie czas na walkę w dwóch najważniejszych imprezach – De Ronde oraz Paryż – Roubaix, które zawodnik Team Sky przedzieli startem w Scheldeprijs.