fot. Deceuninck-Quick Step

Gdzie diabeł nie może, tam Alaphilippe’a pośle – tak powinno teraz brzmieć to polskie średniowieczne przysłowie. 26-letni Francuz wygrał bowiem szósty etap wyścigu Tirreno-Adriatico po finiszu z peletonu, na którym walki odmówił nie czujący się najlepiej nominalny sprinter drużyny Deceuninck – Quick Step – Elia Viviani. 

Wow, co za idealne Tirreno-Adriatico dla naszej drużyny. To był pełen sukcesów tydzień dla Deceuninck – Quick Step tutaj we Włoszech. Jestem zadowolony, że mogłem wykończyć pracę, którą wykonali dziś moi koledzy. Kasper [Asgreen], Yves [Lampaert] i Max [Richeze] – każdy z nich wniósł coś od siebie do nadawania tempa podczas etapu, i jestem im za to bardzo wdzięczny

– cieszył się po etapie Alaphilippe.

Podium uzupełnił naczelny sprinter podopiecznych Patricka Lefevere’a Elia Viviani, zaś na szóstej pozycji uplasował się Richeze, co stanowi odzwierciedlenie siły, jaką “Wataha” dysponowała podczas szóstego etapu “wyścigu dwóch mórz”.

W trakcie etapu Elia powiedział mi, że zapowiada się na ciężki finisz, oraz że nie czuje się w stu procentach dobrze, więc dostałem wolną rękę, aby spróbować powalczyć o zwycięstwo. Każdy był dzisiaj zmęczony, co można było bez problemu dotrzeć w peletonie. Powiedziałem mu, że zobaczymy, a potem, na ostatnim kilometrze, znalazłem się na kole Maxa. Po tym, jak zostawił mnie na czele pojechałem na pełen gaz i tak to właśnie się skończyło. Nie mogę opisać tego, jak jestem zadowolony i dumny z mojej drużyny. Raz jeszcze chciałbym jej podziękować, ponieważ jest to także jej zwycięstwo

– dodał Julian Alaphilippe.

Dla Francuza jest to szóste zwycięstwo w sezonie 2019, zaś dla zespołu Deceuninck-Quick Step szesnaste.