Tourmalet, Galibier, Pampeago, Covadonga – to legendarne miejsca, które zna chyba każdy kibic kolarstwa. Można je wręcz uznać za “role models” rowerowego światka, stanowiące o sile wizerunku naszego ukochanego sportu. Są jednak takie wzniesienia, które klimatu potrafią mieć jeszcze więcej, a przez wielu są zapomniane.

Kolarstwo to sport, który od środka wygląda zupełnie inaczej niż od zewnątrz. Jeśli tylko na chwilę zbliżymy się do niego, zauważymy, że często nie chodzi w nim o samą rywalizację, ale o areny, w których ma ona miejsce. W końcu przez ile dni w roku możemy oglądać rywalizację na Galibier? Jednocześnie ile razy czekaliśmy, by któryś z wyścigów w końcu odwiedził Val Thorens? Bezpośrednie połączenie roweru i gór to jedna z najciekawszych i najdziwniejszych koneksji w sportowym światku.

Nie o tym jednak dzisiaj chciałem napisać. Jako kibice kolarstwa, szczególnie interesując się nim nieco bardziej dogłębnie, musimy bowiem pamiętać o tym, że w całym zamieszaniu są też lokacje, które mimo braku wielkiej sławy są warte odwiedzenia każdego roku. Zasadniczo w wielu przypadkach to one pokazują jakie kolarstwo potrafi być naprawdę i to one powinny pokazywać światu o co właściwie w tym sporcie chodzi.

No właśnie, a o co chodzi? Oczywiście o atmosferę i niepowtarzalny klimat, tworzony zarówno przez zawodników, jak i przez kibiców. Spójrzmy więc na to które podjazdy najlepiej odpowiadają powyższym kryteriom.

  1. Mur de Kigali

Inne obsadzenie “jedynki” byłoby ogromnym nadużyciem. Niejednokrotnie pisaliśmy już o ściganiu w Rwandzie i niewyobrażalnej atmosferze, jaką tworzą lokalni kibice. Z resztą, podczas tegorocznego wyścigu nie jest wcale gorzej. Już nie możemy się doczekać, aż peleton znów wjedzie na krótki i sztywny podjazd w Kigali, gdzie z pewnością zgromadzą się znów całe rzesze fanów.

2. Alto de Aia

Jeśli chodzi o wzniesienie w Kraju Basków, jest ono z pewnością dużo lepiej znane poszczególnym kibicom. W końcu m.in. Michał Kwiatkowski walczył tam o najwyższe laury. Dodatkowo należy pamiętać, że akurat Baskowie zawsze są w stanie stworzyć niezwykłą atmosferę, a kiedy dodatkowo ułatwia im to strome wzniesienie… tylko się cieszyć!

3. Mont Faron

Pamiętają Państwo ile razy na wzniesieniu górującym na Tulonem kończył się nieistniejący już wyścig śródziemnomorski? Z pewnością zabrakłoby nam palców do wyliczenia. Tym bardziej cieszy fakt, że tak flagowe wzniesienie południowej Francji wróciło już na trasę jednego z wyścigów. Nareszcie!

4. Lac Blanc

Jeszcze w ubiegłym roku blisko zwycięstwa był tam Szymon Rekita. Podjazd znajdujący się w samym sercu Wogezów jest rokrocznie wykorzystywany przez organizatorów lokalnej imprezy, którzy nie boją się wprowadzić peletonu w górską dzicz. Z przyjemnością zobaczylibyśmy tam peleton Tour de France. Z resztą, może czas na przeprowadzenie przez północne pasmo górskie całego górskiego etapu?

5. Willunga Hill

W przypadku australijskiej legendy, jej znaczenie rozumie coraz większe grono kolarskich fanów. Opierając się jednak na opiniach zawodników, nie mogłem pominąć wzniesienia górującego nad południowymi granicami Adelajdy. “Góra Richiego Porte” stała się dla Australijczyków monumentem, pomnikiem, co tylko pozytywnie wpływa na rozpoznawalność Tour Down Under.

Oczywiście podobnych przykładów dałoby się znaleźć zdecydowanie więcej. Na Państwa propozycje czekamy w komentarzach!