fot. Bahrain-Merida

Vincenzo Nibali stracił sporą część sezonu 2018 z powodu upadku podczas etapu Tour de France z metą w Alpe d’Huez. Włoch, który liczył się w walce o triumf w klasyfikacji generalnej, zahaczył o jednego z kibiców, a w wyniku upadku doznał pęknięcia jednego z kręgów. Mimo, iż od całej sprawy minęło już sporo czasu, „Rekin z Mesyny” wciąż ma żal do fana, który nie zdobył się nawet na gest przeprosin.

Nibali po jedenastu etapach Touru zajmował w „generalce” czwarte miejsce. Dzień później, na słynnej „drodze 21 zakrętów” wiodącej do Alpe d’Huez doznał upadku, który przekreślił jego marzenia o sukcesie. W jego wyniku musiał przejść operację, a do rywalizacji powrócił dopiero podczas Vuelta a Espana, gdzie nie był jednak jeszcze w stanie walczyć o wysokie lokaty, nawet na pojedynczych etapach.

34-latek zdołał się odbudować dopiero na włoskie, jesienne klasyki, otarł się nawet o triumf w Il Lombardia (był drugi, przegrał tylko z Thibautem Pinotem), lecz rok 2018 zapisać musiał mimo wszystko po stronie strat. Kolejny sezon ma być dla niego nowym otwarciem i być może – z racji wieku – ostatnią już szansą, by powalczyć o dublet Giro-Tour.

Włoch w rozmowie z „Corriere della Sera” przyznał, że mimo iż stara się zostawić trudne momenty za sobą, wciąż nie może się pogodzić nie tylko z upadkiem we Francji, ale i reakcją kibica, który był jego sprawcą.

Ten człowiek został rozpoznany, ale nie – zidentyfikowany. Nie wysłał nawet listu z przeprosinami

– żalił się „Rekin”, który skutki kraksy odczuwa do dziś i jak przyznał, „musiał zmienić swoją pozycję na rowerze”.